Jak Grizzly Bear tka melodie

Piosenka na dziś to „Gun-shy”. Rozkładam na czynniki pierwsze.

Tutaj link do youtube (teledysk mocno w temacie notki), a tutaj do spotify.

 
Jakoś dobrze mi się pisze o pojedynczych piosenkach. Ta od amerykańskiego bandu Grizzly Bear (panowie z okłądki powyżej) wpadła na mnie pewnie już bardzo dawno temu. Dziś trafiłem w nią po raz kolejny. To utwór z takich co to „gdzieś się słyszało”, w jakiejś kawiarni, może w radiu, ale nie jesteś w stanie wskazać ani wykonawcy, ani tytułu. Brzmi jednak dziś tak dobrze jak zawsze.

Forma w tej piosence, a raczej struktura są warte uwagi. Dziś zajmę się właśnie tym.

Już początek wita nas wszystkimi instrumentami naraz. Nic więcej nie zostaje wprowadzone w dalszej części piosenki. Pojedyncze slide-nuty i oddalona perkusja z cowbellem, trochę syntezujących klawiszy i melodyczna gitara prowadząca. Nie mija 10 sekund i wchodzi z wysoka refrenowy wokal i wturujący mu chórek. I to jest jedyny moment w całym utworze, gdzie jako tako da się rozróżnić poszczególne elementy. Potem wszystko zaczyna się przeplatać.

Mimo, że wcale nie jest pora żeby stosować bridge, czy jakiekolwiek inne przejście to już w 1:45 po dopiero co powtarzającej się zwrotce (refrenie?) mamy zmianę. Zaczyna się bardzo spokojnie. Niespodziewanie jednak pierwszy wchodzi rozmarzony chórek. I już nie znika. Trochę się bawią chłopaki całą tą utartą zasadą, że „głos prowadzący prowadzi” i oś liryczną stawiająna tym co dzieje się w tle, kiedy to frontman w niezmiennym tonie sunie raz przed, to raz całkowicie w tle, czasem zupełnie się oddala.

Mamy chwilę przerwy. Jakieś 7 sekund. Ale to dopiero początek. Oni wcale nie poprzestają na tym. Klawisze wchodzą nieco wyżej, są bardziej melodyczne i mają gdzieś, że wokal prowadzący powinien mieć już wolną drogę. Frontman melancholicznie wspina się z „I don’t want to say it all again | I never seem to see”, nie wiedzieć skąd znów chórek, jeszcze więcej płynącej perkusji, która odbija się w tle z rozdwojoną (?) gitarą prowadzącą, a cowbell to chyba jedyne co daje nam jeszcze znać, że ta piosenka trzyma się jakiekokolwiek rytmu. Melodie slide-clean gitary wcale się nie rozmywa, głosy wybrzmiewają, a ja w osłupieniu klikam „wstecz” i zapętlam.

3:30 i niby powtórka, ale chórek z tła bierze już wszystko na siebie. Całkowicie rozkojarzeni dajemy się jednak ponieść. Całkiem klarowne wydaje się już kto tu tak naprawdę rozdaje karty. Jest w tym jednak niepokojący porządek, dużo porządku. Nie dałoby się zabrać jednej choćby składowej. Nie wpadlibyśmy na żaden pomysł, co można by to było dodać, co zmienić. A już Broń Boże poddać tę piosenkę remixowi. (ostrzegałem)

Kontynuujemy, zostało jeszcze ze dwie minuty. Wcale nie wiem na czym się skupić. To coś jak spotkanie z trzema ulubionymi osobami w wielkim gronie znajomych. Lubisz słuchać każdego, z każdym chcesz choć trochę wymienić myśli i z każdym porozumieć. Ale pojawia się problem. Mówi jedno, drugie zaczyna mówić po trzecim słowie pierwszego, a trzecie nie ważąc na dwoje pozostałych rozpoczyna wywód równo z nimi. Kompletny chaos, co? Ale rozumiesz wszystko. Wyłapujesz poszczególne wypowiedzi i dochodzisz do wniosku, że nikt tak naprawdę się nie przekrzykuje. Jest w tym jakaś synergia.

Można to też rozumieć trochę szerzej. Mam na tą małą teorię. Może ma to coś wspólnego z zamierzeniem panów z Grizzly Bear. Jakby nie patrzeć, pokrywa się to z tekstem. I ze zjawiskiem w literaturze i sztuce, który podziwiam i który od dawna mnie fascynuje, jara i napędza. Niekontrolowalna symultaniczność wrażeń.

Niektórzy twierdzą, że to tylko kwestia dobrych psychodelicznych narkotyków. Wiecie, być w takim stanie gdzie wąchając zmieniający się rytm, słyszysz spowalniający się z każdą nutą czas i dostrzegarz kątem oka jak miękka w dotyku jest trawa, która tak głośno spod Ciebie wyrasta.

Adam z domu Mickiewicz dość dobrze sobie z tym radził. Potrafił te rozległe stepy przetransportować tutaj nam, na lekcje języka polskiego i to za pomocą kilkunastu linijek. Oczywiście za żadne skarby świata nie dostrzegłbym tego siedząc te parę lat temu na polskim. Warto się jednak wysilić, bo nagroda jest pokażna. W sprzyjających warunkach czytając „Stepy Akermańskie” czujemy się jak na dalekiej Ukrainie i tylko przez wchłanianie treści każdy nasz zmysł po omacku szuka tych wszystkich wrażeń i bodźców.

Kolejnym wielkim, tak mocno tłamszonym i nierzadko pomijanym w licealnych ławkach jest Leśmian, Stanisław na pierwsze. Ten to potrafił. Siedzę nad tymi fjordami, co je wyciosała erozja, lodowce i wulkanu wdycham te krajobrazy, o których krzyczał Munch i potrzeba mi tylko dwóch utworów od Stasia, żeby poczuć na nowo te polskie puszcze i łąki z komarami, mchem i ciszą, szelestem łamanych gałązek i borówkami. No niewiele mi trzeba.

Co do Grizzly Bear jeszcze. Jeśli choć trochę pociągnęła Cię za cugle wyobraźni ta kompozycja to – nic się nie bój – posłuchaj jeszcze choćby tego i tego No i może tego. Zagrało? Włącz wtedy cokolwiek. Goście są nieziemscy.

Może niedługo skrobne coś o nowej płycie Glass Animals (link spotify)  i w jakiej kontradycji stoi ona do większości z tego co Grizzly Bear zdaje się robić na codzień. Mam do Animalsów zarzut, że chcąc nie chcąc brzmią zbyt-niezmiennie. Tak, dobrze się ich słucha. Tak, brzmią mi w słuchawkach częściej niż rzadziej. Ale to wciąż strefa komfortu, którą ze swoimi brzmieniami i warsztatem mogli by już tym najnowszym krążkiem opuścić. Ale to kiedy indziej.

Na koniec jeszcz trzecia wizja. W postaci małej wizualizacji. Trochę w tym przeplatania, trochę tkania, trochę symultaniczności. Nawet obraca się, wiecie, w rytm.

Miłej niedzieli, nie dajcie się może zapętlić tej piosence, jak ja się właśnie dałem.

Adieu.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s