2015 – mój rok muzycznie

2015 w muzyce

Czego słuchałem najczęściej? Co było na mojej playliście w zimie, a co wiosną? Ile minut poświęciłem aplikacji Spotify w roku 2015? To i wiele więcej czysto statystycznych pytań znajdzie odpowiedź w tej notce. (+ głęboka analiza wszystkiego, na raz, rzecz jasna).

Zrzut ekranu 2015-12-13 o 00.30.30Zaczynamy od absolutnego zwycięzcy. Devendra Banhart rozniósł moją muzyczną szafę w tym roku. Poznałem go – niechcący – na nie działającym dziś serwisie stereomood.com – takim połączeniu last.fm ze spotify. Nawet pamiętam utwór, który wtedy usłyszałem. Był nim „Carmensita”. To już będzie dobre 7 lat z tym meksykańskim artystą o fajnie drżącym głosie. Do tego wszystkiego pamiętam nawet osobę, której od razu ów utwór przesłałem i coś czuje, że i ona słucha Devendry do dziś.

Byłem na koncercie, Opener 2014. Brzmiał równie dobrze. Trochę nagrzany, zaczynający każdą piosenkę w niespodziewanym momencie, roześmiany i rzucający polskim „Dzień dobry” o 23, na dobranoc.

Wszystko gra w nim dobrze. Każda płyta jest dobra na swój sposób. Dobra na narty, dobra na spacer i pływanie. Dobra na jedno piwo o zachodzie słońca na południu Hiszpanii, wyśmienita w sobotni grudniowy wieczór, do pisania tej notki. Jeszcze lepsza do głębszych przemyśleń, a nawet do mocnego rozklejenia (choćby cudowna „Rosa”).

Dla ciekawskich, na podium byli jeszcze The Chemical Brothers (a jakże!) i Nicolas Jaar. Czwarte miejsce to odkrycie lata Sexy Sushi  i na końcu wieczny Daft Punk. Szanuje.

Lecimy dalej!

Zrzut ekranu 2015-12-13 o 00.37.09Pora na album – tutaj całą pulę zgarnęli The Chemical Brothers, w związku zapewne z recenzją, którą znajdziecie na blogu. Całkowite pochłonięcie trwa w sumie do dziś. Co jeden kawałek przypominam sobie, jak dobrze im wyszedł ten najnowszy krążek. Słyszysz starych Chemicalsów i wciąż czujesz, że dają radę, że jakoś się wpasowują i bez zająknienia mogą grać koncerty na całym świecie tą jedną płytą.

Zaraz za Born in the echoes siedzą niecierpliwie krążki Mala od Devendry Banhart, Trójkąt Warszawski naszego rodaka Taco Hemingwaya, niezniszczalny album Psycho Tropical Berlin ukochanego francuskiego bandu La femme (notka o nich tutaj)a potem Holy Fire Foalsów. Wszystko się zgadza.

Zrzut ekranu 2015-12-13 o 00.39.51Najczęściej odtwarzany kawałek? Ten – cholera jasna – dobry wstęp i chrapiący w tle bas. Po 15 sekundach klawisze i bit przy którym już nie tupiesz nóżką, tylko skaczesz i odbijasz się marząc o wakacjach i dużych przestrzeniach pełnych uśmiechniętych ludzi, żeby krzyczeć, że ta piosenka nie nadaje się do pojedynczego odtwarzania. Cieszę się zawsze jak udaje mi się dopchać do odtwarzacza i włączyć ją w najlepszym momencie.

A. I ten spotify. Ten spotify to kłamie. 45 razy to ja może ją przewijałem do tyłu. Odtworzeń było 5 razy tyle. Najlepsza piosenka na rzucanie żelastwem na siłowni.

Tutaj warte odnotowanie jest odkrycie pana z islandii o imieniu Ásgeir Trausti. Polecam najmocniej jego krażęk, cały w tym pięknym języku – mityczny i wlewający się do ducha. Choćby ten kawałek. Czujecie to? Tak brzmią fjordy. Tak kołyszę się cały północny krajobraz. Tak malował Munch. Kiedyś wam o tym napiszę.

Zrzut ekranu 2015-12-13 o 00.43.59

Znacie ten moment, kiedy pytają was na imprezie jakiej muzyki słuchacie. Przecież znacie. No ja zawsze odpowiadam, że w sumie to każdej. Lubię każdy gatunek, nie pogardzę jazzem, zawsze słuchałem hard rocka, nawet skręcało mnie w kierunku metalu (przez trash). Gdy docieram do tego momentu w mojej odpowiedzi, to ukradkiem spoglądam na twarze słuchających. Jeżeli są to akurat śliczne twarze fanek Adele i  Florence and the Machine, to rzucę od niechcenia że w związku z Openerem w tym roku jaram się jak jarzeniówka występem PJ Harvey (serio się jaram). Podsumowując – moje mniemanie o samym sobie to zawsze mowa o całym mnóstwie gatunków, alternatywnej osobowości i odkrywczości.

Prawda jest trochę inna. Sami zobaczcie. 5 na 5 z powyższych to taneczne tematy. Nie ma się co oszukiwać, zszedłem na psy. BK

Ale i tak bym potańczył.

Zrzut ekranu 2015-12-13 o 00.48.5828 tysięcy minut. Dużo to czy mało? 19 dni ciągłego słuchania muzyki. Fakt faktem, to nie te czasy, kiedy zostawiało się komputer z włączonym winampem, żeby lastfm podbił statystyki muzyki, która sprawi, że będziemy choć trochę bardziej „true” słuchaczami Nirvany albo Marilyna Mansona. Jednocześnie dam sobie uciąć kabel od słuchawek, że drugie tyle przesłuchałem na youtubie. Youtube jest wciąż lepszy od spotify w odnajdywaniu nowych, ciekawszych wykonawców, choćby techniką „O, nazwa tego zespołu wieszczy coś pasującego do mojego nastroju” lub „Ta miniaturka wygląda jak coś, czego jeszcze nigdy nie słuchalem”. Znam taką specjalistkę, która mówi, że to przez biedne spotifajskie algorytmy dobierania muzyki. Wierzę jej. Youtube to wciąż muzyczna kontrabanda i za to go lubię.

Zrzut ekranu 2015-12-13 o 00.53.22To jakieś brednie akurat są. Obliczenia tzw „różnych artystów”, które mi tu aplikacja oblicza wynikają głównie z radia lub dość świeżego pomysłu na cotygodniową playlistę „Odkryj w tym tygodniu”*. Przeszło 1000 z nich usłyszałem tylko raz, czego odkryciem nazwać nie można.

Fakt faktem, uwielbiam jak wpadnie mi coś świeżego i zostanie na dłużej. Dobre są również przemielone niegdyś kawałki, które próbuje w nowej, remiksowanej formie lub pod ślicznego-głosu coverem. Przykład? Wydłubane nie tak dawno Desert Sessions gdzie wykonawcy (głównie) z Queens of The Stone Age wraz z choćby PJ Harvey. Nieźle.

Ostatnia ciekawa sprawa to muzyczne pory roku. Zaskakujące nieco. Rzućcie okiem poniżej jak to u mnie wyglądało.

Jeżeli chcielibyście sprawdzić jak u was wyglądał rok 2015 wg Spotify (Ci którzy jeszcze nie używają, mimo wszystko zaleca się zacząć) – klikacie w ten link.

 

 

Hej!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s