Architekt to szalenie atrakcyjny zawód

architekt
Patrzcie no. Piszę dwanaście tekstów. Wszystkie lecą do szuflady. Mija tydzień, potem drugi i trzeci. Dwadzieścia kilka dni i moje obietnice o częstszym publikowaniu tekstów idą do diabła coraz skuteczniej. No, aż do teraz. Będzie dziś o kazaniach i architektach. I kazaniach architektów.

Cholera wie jak to działa. Jak we wstępie wspomniano – nie udało mi się ciężką pracą i szufladowym piśmiennictwem zdziałać zbyt wiele. Natomiast dzisiejszy dzień, niedziela – ni stąd ni zowąd okazał się tak bogaty w inspiracje i wenę, że a niech mnie!

Zaczęło się od podróży do centrum Oslo. Na mszę św. Kościół Olafa. Chciałem się wyciszyć, trochę pomyśleć nad sobą. Kucie chemicznych wzorów do sesji (za 4 dni egzamin) już mnie powoli ubijało. Oddaliłem się od komputera, od komórki i od notatników. No dobra, notatnik miałem, ale zapomniałem ołówka. Słowem – byłem pozbawiony szansy spisywania spostrzeżeń i obserwacji na żywo. No, i wtedy się zaczęło.

Siedząc w pierwszej ławce i kompletnie nie słuchając kazania patrzyłem na stojącego w ambonie księdza. Przemawiał jakoś tak, z sensem (chodziło bardziej nie o to co mówi, ale jak mówi). Był chyba przekonywujący, mówił prostym językiem i nie robił za dużo odniesień i historii z życia wziętych, które mnie cholera irytują, zawsze. Porównywał Polskę (pozbawioną imigrantów, która „czuwa” i się pilnuje, przez co gnębią ją i szkalują) do Europy Zachodniej, wiadomo, zlaicyzowanej, która czuwać nie chciała i teraz widzimy co się dzieje.

Trochę mnie to skonfudowało. „No wykładnia prosta i czarno-biała do bólu, brawa dla Pana Księdza.” – pomyślałem. Padało jeszcze kilka podobnych przypowieści, oscylujących wciąż wokół kontrastu i zaniedbań Państw Zachodu do mocnej w wierze, czystej rasowo Polski. Gdy kazanie zmierzało dokońca, stało się coś dziwnego. Zacząłem przysłuchiwać się uważniej temu co mówił i dotarło do mnie, a raczej sobie uzmysłowiłem – że on wcale nie czuje tego co mówi. Mowa jego ciała, akcenty i urwane, szybko dokańczane zdania wskazywały, że może jednak przemycić w mowie jakiś półton szarości, jakieś tło tego co się wokół nas dzieje. Że może Pan Ksiądz zauważa, że ta sytuacja nie jest wcale taka prosta. Że nie da się po prostu rzec „Nie wszyscy arabowie są terrorystami, ale wszyscy terroryści są Arabami”. No, Pan Ksiądz może i ma takie intencje, ale nie ma ich na pewno reszta zgromadzonych w katedrze Św. Olafa w Oslo w to niedzielne popołudnie.

Widać to po spokojnych wyrazach twarzy, skupionych, nasłuchujących obliczach. Przekaz sączy się na jednej długości fali, niezanieczyszczony żadną interpretacją. Trochę to zrozumiałe. Po 6 dniowym, ciężkim, fizycznym tygodniu nikt nie ma miejsca w głowie na rozmyślania o trudnych porównaniach i analizach geopolitycznych. Liczy się mocne, prsote słowo, na które wszyscy reagują krótkim skinięciem i przymrużeniem oczu. Prócz może przebywających również w katedrze Wienamczyków, bo oni reagują tylko na końcowe Amen i kościelne dzwony.

Obiecywałem sobie i nie tylko sobie, że nie będę się wdawał w tę dyskusję o uchodźcach, imigrantach, przychodźcach i terrorystach. Za mało wiem, żeby być wstanie dojrzeć cokolwiek w tym burdelu konfliktów, interesów i sojuszy. Nie wiem komu ufać, kogo przepuszczać, a kogo winić za to co się stało i co jeszcze przed nami.

Uzmysłowiłem sobie jednak dziś coś ważnego, coś jakby podstawowego w całej tej sytuacji. Zobaczyłem, że jedyną wartością w tym wszystkim jest zrozumienie złożoności. Choć tyle i aż tyle jestem w stanie zrobić, żeby czuć się choćby fair. Dojrzałem tę namiastkę złożoności (może przypadkowej?) w oczach wygłaszającego kazanie księdza, z 6 letnim – jak sam wspomniał – skromnym doświadczeniem duszpasterskim. Czasem warto zwrócić uwagę.

Temat dnia

Ale, nie byłbym sobą, gdybym nie zrobił dywagacji już na wstępie, która to całkowicie odbiega od tytułu tekstu (na 450 wyrazów…) . Jeżeli jednak dotarliście z czytaniem aż tutaj, to przypomnę że na samej górze pojawiło się słowo „Architekt”. Niby niezwiązane ze wspomnianym księdzem i kazaniami, ale oba doświadczenia, o których dziś piszę są budujące. (Tak, napisałem to. Budujące, hehe.)

To tak: wpadła mi ostatniow ręce książka Deyana Sudjica, „B jak Bauhaus”. Druga już z serii od tego Pana traktująca o dizajnie, architekturze, sztuce i krytyce powyższych. Tematyka przeze mnie uwielbiana, toteż sporo o tym oglądam i czytam. Nawet kiedyś brałem udział w olimpiadzie z Wiedzy o Kulturze (liceum), z której uciekłem w drugim etapie, bo nie chciało mi się pisać litanii-wypracowania o perłach archiktetury Krakowa. Lubię o dizajnie, architekturze i sztuce pisać, ale cholera prawię się na tym nie znam i nie lubię za bardzo wchodzić w szczegóły. Dlatego tak polubiłem „B jak Bauhaus”.

Książka, na której co pół strony trafiasz na 17 odniesień do architektów, budynków, tworów wzornictwa przemysłowego i wszystko tak ślicznie wytłumaczone. Skaczesz od projektantów mebli, przez Andy’ego Warhola do Michała Anioła. Patrzysz, gdzie jedni czerpali inspiracje, gdzie drudzy się wykładali, a trzeci odnosili sukcesy. Przykład, strona 149 – rozdział o filmie, a raczej roli architektury w filmie. Ad rem, ad rem.

Film dokumentalny „My Architecture”, do którego odnosi się Sudjic w tym rozdziale. Kompletnie trafiły do mnie przytoczone w książce słowa Louisa Kahna (bohatera wspomniane filmu), sławnego architekta, gdzie wspomina, że „zawsze i wszędzie był architektem”, i że architektura była dla niego – w sensie romantycznym – powołaniem. A w sensie praktycznym pomagała w kontaktach z płcią przeciwną, bo to szalenie atrakcyjny zawód.

Rola architekta w społeczeństwie, w kulturze i w życiu. Człowiek, no cholera prawie mityczny. Kiedy już daliśmy sobie spokój z Człowiekiem Renesansu i okazało się, że dziś nie da się wiedzieć wszystkiego, zaprojektować samemu iPada i rozdzielić umysłu pomiędzy sferę ścisłą i „humanistyczną” – architekt wciąż pozostaje architektem.

Temat do poruszenia na wiele notek do przodu. Sedno jednak w tym, że z dzisiejszym masowym przekonaniem, że jest się albo „ścisłym” albo „humanistycznym” można architektom czyścić sznurówki u butów. Znajomość sztuki, funkcji trygonometrycznych, uwarunkowań historycznych i sił rządzących statyką – wszystko po to, żeby zaprojektować strukturę przestrzenną służącą człowiekowi dziś, jutro i za sto lat. Fascynacja architekturą jest na szczęście nie tylko dla architektów. Zawsze podobała mi się ta wizja. Może dlatego właśnie po trzech, fantastycznych latach humana wziąłem się z powrotem za matematykę, fizykę i chemię, żeby usiąść sobie tak jak dziś i cisnąć do sesji na studiach inżynierskich. Polecam wam, kochani, ten styl życia.

PS Do tego polecam posłuchać CaribouGesafelstein’a, Agnes Obel i obejrzeć to. 

Adieu,

signa

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s