Wpadło – Le Corbusier, Utopia, Foals i norweska scena polityczna

Rzecz o rzeczach, które wpadły i zajęły ostatnio trochę czasu moim synapsom. 

Książka.

Jeden ze szkiców Le Corbusiera. „Miasto słoneczne”.

Ta. Choć ostatnio na mojej półce „do przeczytania” siedzą kurczowo pozycje takie jak „Chemistry for engineering students„, „It’s not brain tumour that will fuck your mind out, it’s Calculus” czy też fizyczna „Non-linear acceleration better than procreation” – to i tak znajdę chwile na luźniejsze tekściwa.

Ostatnio właśnie wpadło w moje ręce „Kiedy katedry były białe” Le Corbusier’a. Kochany za swoje pionierskie idee gwiazdor francuskiej architektury opowiada w niej o swoich podróżach do USA. Podoba mu się strzelisty Nowy York, podobają mu się lekkie i nowoczesne mosty wiszące, jędrne młode amerykanki wymachujące pomponami i amerykańska giełda rzecz jasna.

W zestawieniu ze Stanami, jego (ówczesny) ukochany Paryż wydaje się zaspany i flegmatyczny. Kiedy w Hameryce działają, rzucają dolarami i wznoszą pionowe miasta, nad Loarą akademicy tłumią Sztukę Nowoczesną, a architektura 21 wieku jest blokowana na każdym kroku.

Co do książki, szczególnie spodobał mi się opis biednych francuskich studentów, którzy niedojedzeni siedzą w dusznych paryskich kamienicach i w trudach życia tęsknią do wysportowanych amerykańskich Harvardów z kwadratową szczęką. A ja cholera zawsze chciałem siedzieć w tych przesiąkniętych opium i słodkim winem paryskich loftach i umartwiać się nad trudem studiowania. Cóż.

Serial.

Teraz może akapit o prokrastynacji. No wiecie, o tej mitycznej sile, która w odróżnieniu od poczucia obowiązku, potrzebuje tylko trzy i pół sekundy, żebyś nadrobił trzy sezony tego serialu, który wszyscy już obejrzeli. No, albo wszedł na Wikipedie i wpisał coś związanego z tematem, który tego wieczora miałeś zgłębiać. No, miałeś. Jakieś 75 odnośników temu. Bo teraz siedzisz w artykule „Ciąża pozamaciczna” i przeglądasz statystki zastanawiając się, czy Tobie też może się to przydarzyć. Znam to, byłem tam i nie – niestety nie pamiętam nic z tego co przeglądałem.
Owocną prokrastynacją jednak okazała się ostatnia wpadka w serial Utopia. Serial, który ma tylko dwa (najlepsze kończy się najszybciej) sezony po 6 odcinków i jest – jasna cholera! – klimatycznym majstersztykiem. I kolorowo-zdjęciowym, bo kadry i barwy to tutaj 12 gracz na boisku (kurwa, dałem do pieca z tą metaforą).

Zrzut ekranu 2015-09-19 o 23.23.07
Do tego ten SOUNDTRACK! Pjur klajmyt, (klik!)

No ale rozumiecie. I weźcie jeszcze tych ukochanych brytoli-aktorów, co to nie muszą robić nic i wyglądają tak – wiecie, i mówią tak, nawet z jakimś psu-brat-irlandczyk-a-może-szkot akcentem. Kocham to, ale chyba się jednak tak akcentować nie nauczę. Wolę mój siermiężny polski „tak, dopiero co tu wyemigrowałem” akcent. Czuje się wtedy na prawdę spełniony. A i muzyka jest, ten… powtarzam się trochę, ale znów napiszę „klimatyczna”. I do potańczenia!

Muzyka.

Jesteśmy w Wielkiej Brytanii? Szybko o najnowszej płycie Foals’ów, która wpadła mi w ręce miesiąc temu. „What went down” mi się nie podoba. Poprzednia „Holy fire” zagrała mi od momentu, kiedy wydobyłem ją z tej NAJGORSZEJ, łamiącej paznokcie i niszczącej zęby folii, w którą pakują wszystkie plastikowe opakowania na płyty. Potem przeszła przez 5 różnych odtwarzaczy CD w 5 różnych samochodach, zarysowała się na śmierć, a teraz siedzi na stałej playliście w Spotify. „Holy fire” to poziom tak wysoki, że ja mam tylko nadzieje, że to co przyjdzie po „What went down” jakoś się wyrówna.

Świat.

Wspomniałem o równinach. Albo balansach? Okej. W Norwegii, na pierwszy oka rzut jest ich mało. No bo tak: wpisujesz w google „Beatiful Norwegian Landscape HD wallpaper” i widzisz te, o ja pieeehdole – fiordy. Czujesz jak jedzą Ci z ręki. Lecisz samolotem potem, lądujesz w Oslo: „Boże, jakie góry, jakie skocznie, jakie lasy!” – myślisz. Wszystko nierówne, pogmatwane, a na samych szczytach zakręconych pagórków małe norweskie domki. Gdzie tu porządek? Dania, Holandia, może Belgia – kraje równin i nudnych autostrad. Na drugim biegunie siedzi Norwegia, gdzie można spotkać na przykład takie (klik!) drogi.

Cholera… muszę zrobić coś z tymi wstępami. Dla kontrastu, teraz będzie o  norweskiej równinie i porządku. Choć tak trudne do wykrycia przy pierwszym podejściu, objawiają nam w końcu w polityce. Ja nie wiem jak jest w innych „krajach zachodu” jeżeli chodzi o przeciwne obozy polityczne, ale tu, w porównaniu do polskich partyjek – człowiek nie jest pewny, czy akurat dziś prawica nie jest bardziej lewa od lewicy. Nie będę was przytłaczał szczegółami. Jeden wyrazisty przykład.

Pod moją uczelnią działa Chrześcijańskie Stowarzyszenie Studentów ze znaczkiem Prawicy – czołowej prawej partii w norweskim parlamencie. I teraz jakie było moje zaskoczenie (zawał) kiedy to na stronie owego stowarzyszenia trwały tydzień temu zapisy na wspomaganie pochodu LGBT przez ulicę stolicy w ramach Oslo Pride. Ja naprawdę brałem pod uwagę całą złożoność i postępowość norweskiego społeczeństwa, ale tak to w życiu bywa – nawet najlepszy resaearch i mentalne przygotowanie nie uchroni Cię przed masywnym face-palmem od czasu do czasu.

Ale i tak lubię Oslo. Kiedyś wam to opiszę. Ze zdjęciami. Będą fiordy.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s