Nigdy nieczytane

Open_Window,_Collioure H. Matisse
Po 3 latach. Wracać do pisania. 

Już nie liczę ile razy siadałem do tego panelu i zaczynałem nową notkę. Wszystkie jak jedna cholera lądowały w koszu. Zawsze jak do tej pory, przez te kilkadziesiąt miesięcy totalnej próżni w pisaniu miałem problem z dokończeniem choćby jednego tekstu. Tłumaczyłem sobie, że to wcale nie tak, że już nikt nie mnie czyta. To nie prawda, że nikt nie jest zainteresowany tym co mam do przekazania, że w końcu są ludzie czekający, aż coś wrzucę.

Wciąż chcę żyć tą małą urojoną świadomością. Zdobywam się w końcu na to i piszę. O tak, właśnie tutaj, piątkowe popołudnie, niezła kawa i ja.

Te 3 ostatnie lata mojego życia, gdy albo w ogóle nie pisałem, albo pisałem i wyrzucałem wszystko do kosza – polegało na ciągłym czekaniu. Czekaniu i spodziewaniu się, że coś w końcu wyskoczy, jebnie mnie w łeb i nagle pozwoli napisać coś odkrywczego. Tak się jednak nie działo. Czekałem, wciąż próbowałem coś z siebie wydobyć. Bez skutku. Nic, null, zero.

Mówią, że trzeba przeczytać pięć tysięcy książek, żeby napisać jedną. Czytałem wszystko co wpadło mi w ręce (albo chociaż zaczynałem), a nie mogłem nawet sklecić notki w pamiętniku. Szafki zasrane kiążkami, poradniki „Jak zdobyć motywację do pisania?”, lifehacki, medytacja, bieganie, odprężani. Kompletne dno.

To cholernie ciężkie, muszę przyznać. Siedzi w tobie jakaś przemożna, niczym nieusprawiedliwiona chęć wypisania się do świata. Chodzisz w te i we w tę po świecie, robisz notatki, próbujesz być spostrzegawczy. Niezły z Ciebie obserwator – myślisz, te wszystkie szczegóły, o których inni nawet nie potrafią zapytać, co dopiero dostrzec. Korelacje pomiędzy rzeczywistością, a abstrakcją. Odwołania do dzieł literackich, do filmów, do sztuki i muzyki. Ty je widzisz, ale nic Ci się z nich nie układa. Żadna dedukcja, żadne od szczegółu do ogółu. Coraz bardziej zaciera się perspektywa.

Ta cała gama nowych emocji, które potrafisz nazwać, a które w końcu trafia szlag, bo wszystko zlewa się w rozczarowanie i pustkę. W końcu siadasz, patrzysz i nie wierzysz własnym oczom. Jeszcze przed chwilą widziałeś w tym wszystkim sens. Teraz patrzysz na te linijki tekstu i ni chuj. To jest o niczym, od nikogo i nie wiadomo nawet do kogo. Nie stwierdzono żadnego przekazu, totalny grafomański (trzymajcie mnie niebiosa, bo przeklnę po raz kolejny!) stek bzdur. Kurwa jego mać.

I tak to się powtarza, ciągle i ciągle. Siadasz, piszesz, kasujesz. Pijesz, kreślisz, wyrzucasz. Mimo to, gdy rozmawiasz z ludźmi, to wciąż masz coś do powiedzenia. Nadal masz świeże myśli, pogląd na świat i ambicje. Kochasz bawić się słowem, uwielbiasz wymieniać się spostrzeżeniami. Fascynuje cię wreszcie zderzanie światopoglądów!

Robisz się jednak coraz starszy i coraz trudniej przychodzi Ci wyrażanie podstawowych emocji. Nakładasz na siebie coraz większą cenzurę, która blokuje satysfakcję. I znów jesteś w dupie.

Tja, tak to wygląda. W dużym skrócie oczywiście. Choć chcąc to rozciągnąć i tak pewnie podałbym te same powody. Wtórność i zwracanie uwagi, na pozbawione wartości rzeczy, które lubimy nazywać prozą życia. Szukałem czegoś wszędzie, tylko nie przed swoim pieprzonym nosem, gdzie cały czas miałem gotowe rozwiązanie.

Tym razem mi się udało. Splot pozytywnych przeżyć, dobra aura, a w końcu potężna dawka wewnętrznego spokoju. Mój przepis na przełamanie. A jaki jest Twój?

Mam w głowie do cholery pomysłów, do których w końcu siądę i wykonam. Szuflada pełna jest niedopisanych tekstów, wspomnień i opisów. Drugie tyle inspiracji czeka tam gdzieś przede mną. Będzie dobrze!

Cholera, gorąco dziś, tak jakby, wszędzie. Hmm.

Rada na koniec, nigdy, cholera NIGDY nie wracajcie z dobrego tygodniowego festiwalu prosto do roboty. Uczucie, które was spotyka po tak głębokim czasie rozluźnienia można przyrównać do… do czegoś kurwa strasznego. Po prostu tego nie róbcie.

Aye!

3 comments

  1. Reply

    Nie liczy się ile przeczytasz, a to ile napiszesz. Słowa muszą wpływać bo te najlepsze zawsze są na końcu.
    A wiek i starzenie się?
    Nikt jeszcze nie napisał niczego dobrego przed trzydziestką.
    A Van Gogh zaczął malować w wieku 27 lat.

    1. Reply

      No tak, ale zawsze może dopaść Cię to uczucie, że czas i całe życie przepływa Ci między palcami, nic nie możesz dogonić, może nawet stoisz w miejscu.

      Ale zgoda, coś pisać trzeba, żeby się wypisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s