Kieliszek bez sensu proszę


Raz, dobrze wymieszane. I ćwiarteczkę limonki do zagryzienia.

Dużo dziś wymieszam. Tak jak lubię:

Patrze na siebie sprzed paru lat. Wtedy dużo mi się wydawało. Żyłem w pięknych,
lotnych przekonaniach o niepodważalnych racjach, które lubiły kierować moim życiem.
Udawałem.

Grałem. Udawałem że gram i specjalnie wszystko sobie komplikowałem, żeby sprawiać
wrażenie wszechobecnej, wysublimowanej komplikacji. Durne, co? Nie wydaje mi się,
żebym potrzebował w tej sprawie specjalisty. Przeszło bokiem.

Nie mieliście podobnie? Bo to też taki mój paradoks tamtych czasów, że nie mogłem
wprost uwierzyć, że ktoś może mieć tak samo jak ja. Dane statystyczne puszczałem
przodem. Ale… Założę się, że można podzielić osoby w wieku licealnym na dwie grupy.
Założę się , że jestem w stanie zrobić to nawet teraz.

Mimo, że czuję, że trochę dorosłem i utwierdzam się w przekonaniu, że najlepiej mi się
piszę na pijano – dalej infantylnie mogę klasyfikować.

Zacznijmy więc: dwie zasadnicze grupy mają swój czas i miejsce w kaście licalistów i
trochę wyżej. Pierwsi robią wszystko żeby nie pokazać, że czymkolwiek się przejmują, a
drudzy po prostu nie mają na to czasu i przejmują się wszystkim wokół, żeby nie
pokazać, że są jacyś pierwsi.

Dlaczego to zrobiłem? Żeby sobie poukładać. Otóż ja byłem w tej konserwatywnej, która
naprawdę mocno starała się, żeby Oni nie poznali, że mi zależy. Na czymkolwiek. Na
kimkolwiek. Czas? Phe, jest go nawet za dużo. Nie mam czasu myśleć czym go wypełnić.
Rady? Jak je wartościować, skoro są przewartościowane? Tyle pokoleń przeszło już to
samo co ja. Dlaczego mam to kontynuować? Priorytety? Nie są potrzebne.

Moim największym problemem z – ble – perspektywy czasu był z pewnością brak
jakiegokolwiek zdefiniowania pojęcia głupoty. Traktowałem wszystko z elastyczną dozą
radosnego bez-sensu. Zdebilały nihilizm – najgorsza odmiana, która nie wie, że nawet
nihilizm ma jakieś zasady.

Chciałbym powiedzieć: pieprzyć perspektywę czasu, ale… cholera, nie mogę. Coś się za
mną zatrzasnęło, jakaś zapałka spaliła most, przez który już nie przejdę. Trochę
dlatego, że już kwas tam wracać, a trochę, bo już wpadłem w ten kołowrotek i nie idzie
po prostu się odwrócić.

Boli mnie jednak najbardziej myśl i przekonanie, że reszta również wpadła. Nie mogę po
prostu wziąć ich za rękę i sprowadzić. Nie jestem w stanie przywrócić ich tam, gdzie
ja sam już nie pójdę. Lecimy, biegniemy, coraz bardziej przyspieszamy. Gubimy się,
powolutku, coraz szybciej szuramy nogami, więcej i więcej starych, przetartych ścieżek
niknie i zaciera się w tym latającym, pieprzonym piasku. No, nazwijmy go „piaskiem
zapomnienia”. Zapominamy, co?

Ech. Patrzę wstecz, za tymi, za którymi mam obowiązek tęsknić. Moralna obligacja
wypominająca mi mój zimny stosunek do moich starych znajomych. Mówiłem o nich w
pięknych słowach, wierzyłem, że to kontakt z nimi tworzy Mnie. I co teraz? Nie czuję
nic, poza lekkim wspomnieniem. Wytarłem ich. Nie mam im za złe, że ciągle wycierają
mnie.

Tak, kocham próbować nazywać.
Tak jak kocham publikować.

Wiecie, fakt, że ja w ogóle publikuje – jasna sprawa – z jednej strony tysiące
składowych, wspomagaczy i klimatu, ale z drugiej to bardzo proste, ludzkie uczucie.
Znacie na pewno ten moment, kiedy właśnie puścili waszą ulubioną piosenkę, albo to wy
znaleźliście ją na laptopie znajomego. Podrywacie się do góry i chcecie, żeby każdy
bawił się przy niej tak jak wy, ale pamietając o tym, że to Wy ją zainicjowaliście.
Jasne, zaraz okaże się, że nie mamy ze sobą nic wspólnego. Ale choć na chwilę, dajcie
mi się wyspowiadać. Otóż od samego początku czuje się na tym blogu jak małe dziecko,
któremu ktoś upuścił kredki i zapomniał po nie wrócić, zanim duperel pokoloruje nowe
meble z Ikei. Absolutnie nie posiadam świadomości tego, co może się stać ze mną i z
notką po jej przeczytaniu. Czuje się fantastycznie, wiem, że coś zmieniam i wiem, że
celuje z wiatrówki w pojedyncze atomy, a trafiam w stodołę tuż za nimi. Raz na jakiś
czas coś ustrzelę. Absolutnie nie powinno to nikogo obchodzić, ale jednak – większość
z was…

nie wytrzymuje.

Tak właśnie – grafomański materiał, który wam serwuje – waszym zdaniem – jest jakby
ziarenkiem, które w jakiś sposób kiełkuje i co jakiś czas wybucha. Mimo całej mojej
wiary i tak nie zdołałem przekonać samego siebie, że nie chce się przez to
dowartościować. Oczywiście, że chce! Nie dałem rady wmówić sobie, że piszę tylko do
tych, którym się podoba. Jasne, że nie tylko. Wreszcie – nie mam pojęcia po dziś
dzień, do kogo piszę. Bo piszę o wszystkim.

Tak. Najbardziej jara mnie samo pisanie. Niestety nie jestem w stanie podzielić się z
wami wszystkim. Nie umiem notować, nie umiem większości interesujących rzeczy
zauważyć, większości tematów nigdy nie podjąłem. Chciałbym Tobie, mój losowy
czytelniku, który podpisuje się nickiem znalezionym w bajce, albo schronisku dla psów
– chciałbym Tobie opowiedzieć coś, co każe Ci się uśmiechnąć, albo zdenerwować.
Cokolwiek.

Daje mi to naprawdę dużo. Czuje jakieś połączenie z Tobą, z nimi, z wami. Jeśli
piszesz, zrozumiesz mnie doskonale. Gorące pragnienie każdego amatorskiego pisarza –
wydobyć z siebie TO, oblec to w formę, która gra z Tobą, wypuścić na wolność i
patrzeć, jak hasa. Piękne.

2 comments

  1. Reply

    co do tych dwóch grup: masz rację, sama lepiej nie opisałabym siebie i wszystkich ludzi, których poznałam w liceum. ja niestety należe do tej drugiej grupy, choć szczerze mówiąc zauważam powszechny ‚mamtowdupizm’ dużo częściej.

    jestem leniwa, ale doczytałam do końca. ludzie pieprzą o tym, że ‚piszą sami dla siebie’, ale gówno prawda tak naprawdę każdy szuka rady, wsparcia, poparcia jego poglądów albo jakichkolwiek emocji ze strony osoby, która to czyta. nie jesteś więc wyjątkowy jeżeli o to chodzi :)

    tak z ciekawości: co i gdzie studiujesz?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s