Wakacyjne TOP 15, cz. 1

Mój TOP 15 wakacyjnych zespołów. Zarówno taneczne klasyki i świeże nowości do poskakania po ścianach.  

Macie problem z dobraniem muzyki na waszą imprezę? A może nie macie, ale wszystko co znajduje się na waszej playliście to dubstep przeplatany disco polo? Tak tak, o gustach się nie dyskutuje, ale możecie mi zaufać. Ja się znam. Dziś będzie freshlista. 

NOWOŚCI jak dla mnie rzecz jasna 

1. Parov Stelar

LastFm mówi mi, że to austriacki producent, DJ i kompozytor. Słuchając go, wydaje mi się jakbym niechcący włączył jednocześnie przedwojennego instrumentala i ckliwą ścieżkę dźwiękową z filmu o Jamesie Bondzie. Unikalna muzyka jaką tworzy ten Pan nadaje się idealnie na przystawkę. Każdy zna tą część imprezy, kiedy trzeba włączyć coś w tle, żeby gawiedź spokojnie mogła zlikwidować zawartości butelek. Piękna sprawa! Catgroove, Libella swing czy poniższy kawałek są godne polecenia od tego pana.

2. FarOFF (mashups)

Ten pan pokazuje, ze jednak da się zrobić coś dobrego z Beatlesów. I nie tylko. FarOFF miksuje wszystko ze wszystkim w bardzo nietypowy sposób. Mieliście może kiedyś chęć na marsz imperialny z sambą w tle? Proszę bardzo. Jego mashupy wklejamy jako przejście pomiędzy lżejszymi (do podrygania nóżką), a mocniejszymi (do poskakania). Działa wyśmienicie. Jego najlepszy miks jak dla mnie to: Mash Together. 

3. The Subs

Wchodzimy na wyższy poziom. Parę osób krąży po coraz węższych orbitach, ludzie wstają, zaczynają szukać okiennych futryn. Płeć piękna strzela ognistymi spojrzeniami. The Subs prezentują – barbarzyńsko nazywając – pewne pierdolnięcie. Pewne bo na 100% i pewnego rodzaju. Rytm gra nam idealnie do skakania wokół grilla/ogniska/piekarnika/lodówki. Coraz ciekawiej. Od The Subs radzę spróbować: Pope of dope (feat. party harders), Mitschubichi i Music is the new religion.

4. Die Antwoord

Kiedy tylko ich słuchacie możecie poczuć się dziwnie, trochę niekomfortowo. Uczucie będzie się tylko wzmagać, kiedy wejdziecie w trans. Po zobaczeniu teledysku nic już nie będzie takie same. Ekipa z RPA zaszczepia rdzenny, czarny bit i dodaje do niego niesamowicie chory pierwiastek. To taki klasyczny przykład sałatki, w której nic do siebie nie pasuje, do momentu jak spróbujemy. Uwaga – zaraźliwe! Prócz poniższego I fink you freaky, polecam również choćby Zef Zone, albo Enter the Ninja. 

5. Artist of the year

Och, jak ja kocham wyraziste połączenia instrumentów akustycznych z elektorniką. Funky shit! Znaleziony niedawno Artist of the year jest jak znalazł na pranie mózgu i produkowanie spazmatycznych ruchów na parkiecie! Podobno kanadyjski zespół (przecież tam się nic nie dzieje!?) zaaplikuje wam potężną dawkę ciekawych rytmów ]:->. Polecam przede wszystkim ichniejsze: Sexy me, sexy you oraz yeAH!.

BONUSY:

Kilka singli, które mogą was gdzieś zaprowadzić:

W najbliższym czasie część następna…

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s