Wywiad z ciekawą osobą

Marek już po studiach zaczął pracować w wyuczonym zawodzie. Dosyć nietypowym i w szerszych kręgach niedocenianym. 

W „Złotych Tarasach Podlasia” jak zwykło się nazywać wiekową, opuszczoną cukiernię w centrum Suwałk udało mi się spotkać z niedoszłą gwiazdą portali plotkarskich, panem Markiem Leszkiem. Pan Marek opowiedział mi o swojej nietypowej pracy, dotychczasowej karierze i widoku na branże w której pracuje. Zapraszam!

[O]czz: Witam serdecznie.
[M]arek Leszek: Witam Pana redaktora.
O: Czemu Pan taki zadyszany?
ML: A, próbę mieliśmy przed chwilą. Nowy przydział clapersów dostałem,  rozumie Pan Redaktor, nowe wyzwanie, nowi ludzie.
O: No, rozumiem, rozumiem. Ale za szybko Pan przeszedł do meritum. Zacznijmy od początku, a może nawet trochę wcześniej. Interesuje mnie dosyć personalna sprawa.
ML: Proszę, proszę pytać. Jestem otwarty na wszystkie pytania. No, taki ze mnie człowiek, otwarty, wie Pan. <śmiech>.
O: Wiem, wiem. Dobrze. Ad rem, zmienił Pan nazwisko  na „Leszek” właśnie. Czy ma to jakiś związek z Pana zawodem, karierą?
ML: Po nazwisku jak po pysku!
O: Eee, tzn?
ML: No, po nazwisku jak po pysku. Nie zna Pan tego powiedzenia?
O: No, znam, ale jaki to ma związek z jego zmianą?
ML: Kluczowy! Nigdy nie lubiłem jak w urzędach albo na studiach mówili do mnie „Posuwalski!”. To uprzedmiotowienie człowieka, nadanie mu plakietki i to w takim tonie! Nikt nie dostrzegał, że chodzi w moim nazwisku o to, co nastąpi po Suwałkach, a nie o jakieś kopulacje. Nie dawałem sobie z tym rady. Wpadłem na genialny pomysł jak to zmienić. Pomyślałem: „Jeżeli zmienię sobie nazwisko, żeby brzmiało jak  imię, to wszyscy zmienią do mnie stosunek. Stanę się przyjacielem każdego wykładowcy i urzędnika państwowego!”
O: To niezwykła idea. Czy dzięki temu, czuje się pan lepiej wchodząc np. do ZUS’u lub wypisując PIT 28?
ML: <śmiech> No, dokładnie tak. Dodatkowo, mam na drugie Jacek i nawet na gwiazdorskich galach dochodzi do śmiesznych sytuacji. Raz, jak z Czesławem, tym co tak śpiewa, byliśmy na gali Wiktorów i odczytywali moje pełne nazwisko, to Czesiek myślał, że jakieś dzieci się w budynku zgubiły, bo konferansjer przez mikrofon powiedział „Marek Jacek Leszek”.
O: <śmiech> No, widzę że jest Pan człowiek nietuzinkowy w wielu sferach!
ML: No, sferach, dokładnie. Ta zmiana nazwiska obrazuje też mój stosunek do ludzi, a nawet całego świata. Nie chodzi o brak szacunku. Skądże znowu! Bo powiem Panu Redaktorowi, że czasami zdarza mi się, że ludzie się obrażają i nie chcą ze mną rozmawiać. Mówią „Marek Leszek. Kto to w ogóle jest. Nie wiem nawet jak się do niego zwracać!” To im przeszkadza. Stwarza jakieś niepotrzebne bariery. Wydaje mi się, że to dlatego, że boją się otworzyć. A jak Pan wie…
O: … z Pana to jest taki otwarty człowiek!
ML: Właśnie!
O: Przejdźmy do sedna, do pana zawodu.
ML: Od 7 lat jestem licencjonowanym managerem clappingu.
O: Brzmi egzotycznie. Jeszcze ta licencja!
ML: W Polsce jest nas w porywach 11stu. Wielu może nas skojarzyć z orkiestry Piotrka Rubika. To tam stawiałem pierwsze kroki, a raczej klepałem pierwsze klapsy <śmiech>.
O: <śmiech z przytaknięciem> No tak, ale co naprawdę mnie interesuje, to to jak Pan odnalazł w sobie clapping? Mówi Pan, że jest to coś, co chciał Pan robić już będąc dzieckiem. To znaczy, że już mały Mareczek klaskał i klepał marząc o wielkim świecie show-biznesu?
ML: Och, tak, to prawda. Już w wieku 7 lat pani przedszkolanka zauważyła, że moje klaskanie na apelach wybija się spośród klasy. Miałem to wyczucie, zauważałem te łagodne wariacje tempa. Potrafiłem czytać ludzi po tym jak klaskali! Bo wie Pan: „Pokaż mi jak klaszczesz, powiem Ci ile masz kredytu we Frankach”
O: A niech mnie! No a proszę mi powiedzieć jak to wygląda z perspektywy, powiedzmy rynku pracy? Od tej profesjonalnej strony. 
ML: 
Jestem managerem clappingu, koordynuje klaskanie ludzi. Obecnie  pracuję w podlaskim oddziale X Factor. Ale nie ograniczam się tylko do tego programu. Prowadziłem szkolenia clappingowe na całym świecie z takimi sławami jak mistrz klaskania z czasów PRL Wiesław Wiesław, czy pochodzący z Mandżurii mistrz Clap Kuap Bing, którego technikę monotonicznego klaskania podziwu doprowadziłem do perfekcji. Jednak to wspomniany Wiesław Wiesław stał się moim wzorem do naśladowania, nie tylko jeśli chodzi o inspirację nazwiskiem.
Czy może sobie Pan wyobrazić, że to z jego inicjatywy organizowane były specjalne ugrupowania klaszczące przy przemówieniach Bieruta, a potem Gomułki? Wiesław jest też autorem bestsellera, niesamowicie popularnym w tym wąskim gronie managerów clappingu „Od klaskania do meksykańskiej fali. Jak budowałem komunizm rękami ludu„.
O: Czyżby chodziło o manipulację publiką, a następnie widzami?
ML:
Heh, nazywają mnie czasami Goebbelsem poklasku, uwierzy Pan? Ale nie, uważam, że chodzi zwłaszcza o nadawanie kierunku interpretacji. Tak jak na j. polskim w szkole. Niezbędne jest widzieć jak trzeba klaskać, odnaleźć konwencję – żeby następnie odpowiednio odczytać dany utwór, sztukę, przedstawienie czy operę. Jako człowiek w spotkaniu z przedmiotem sztuki musimy dojrzeć hermeneutycznie „O Co tutaj chodzi? Czy to co widzę ma mi się podobać, czy jeszcze nie?” <śmiech>
O
: To bardzo ciekawe! Nie wiem czy ktokolwiek przed Panem poddał klaskanie tak wnikliwej obserwacji. A na czym dokładnie polega Pana praca na co dzień?
ML: Uczę techniki klaskania, koordynuje publikę, mówię kiedy klaskać, jak klaskać, kiedy buczeć.
O: Czyli odpowiada pan za reakcję publiki?
ML: Nie do końca. Publiczność, którą spotykam w X Factor lub Gwiazdy  Tańczą na lodzie jest  zdyscyplinowana. Gorzej jest z Polsatowskimi edycjami. Tam często przychodzą ludzie, którzy nie chcą się mi podporządkować. Nie mogę im nic zrobić, zapłacili za bilety i są wolni.  Na szczęście wiele osób dostrzega prawdziwą ideę klaskania i koordynacji.
O: Na czym ona polega?
ML: Dopiero po wieloletnich studiach na ten temat jest się w stanie pojąć istotę clappingu. Rytmika, symultaniczność doznawanych klasków, klapsów, i energia, która z tego płynie. Niektórzy kochają jazz, za jego nieskazitelność i nieprzewidywalność, inni lubią słuchać Majki Jeżowskiej… sam nie wiem czemu. Ale jestem na tyle otwarty, że mógłbym dać się oświecić. Ja wiem, że kocham clapping.
O: Kochamy ludzi z pasją! Gdzie Pan jak dotychczas pracował?
ML: Jeśli gdziekolwiek w telewizji widział pan program, w którym występuje klaszcząca publika – może być Pan pewien, że miałem z tym coś do czynienia.
O: Czy trudno jest zostać managerem clappingu?
ML: To wymagający zawód. Wymagający ogromnych pokładów cierpliwości i wewnętrznego zaparcia. Lata ćwiczeń, kontaktu z najlepszymi i co najważniejsze z uczniami.
O: Jest pan właścicielem i jednocześnie jednym z  nauczycieli w Polskiej Szkole Clappingu w Suwałkach.
ML: Tak. Mamy ponad 9 uczniów.
O: Ponad 9? Tzn ile?
ML: Raz 9, raz 10, w porywach do 13.
O: Od czego to zależy?
ML: Chyba od popularności, która jak wiemy, zależna jest od tego, co dzieje się w mediach. Bardzo ważne dla całej branży okazał się moment powstania Tańca z Gwiazdami. Już po pierwszej emisji programu mieliśmy trzy grupy po 4 osoby i kurs wieczorowy z elementami łapania bukietów od uczestników. To wielki sukces.
O: Jak widać, to elitarne zainteresowanie.
ML: Tak. Clapping nie jest dla każdego. Trzeba mieć mocne ręce, przygotowane na wielogodzinne ćwiczenia nadgarstki i słuch muzyczny.
O: Ostatnie pytanie: co zamierza Pan zrobić teraz, w jakim kierunku pójdzie pana kariera zawodowa?
ML: To niezwykle ciekawe pytanie. Często je sobie zadaje. Przeczytawszy biografię Steve’a Jobbsa doszedłem do wniosku, że chce żyć jakby każdy kolejny dzień był moim ostatnim. Nie jest to związane z pogróżkami, które ostatnio dostaje. Wręcz przeciwnie! Staram się dać z siebie wszystko, przekazać wiedzę i pasję. A co dalej? Mam nadzieję na kolejne kontrakty, kolejne edycję programów i rozwinięcie mojej szkoły o kolejne klasy.
O: To bardzo ambitne plany. Dziękuje Panu za poświęcony czas i tą rozmowę. Proszę mi teraz coś wyklaskać, tak na zakończenie.
ML: <klaszcze>
O: <śmiech> <klaszcze>
ML: <śmiech> No, ma pan zadatki!
O: <śmiech przez klaskanie>.

W kolejnym wywiadzie porozmawiamy z przedstawicielem kolejnego nietypowego zawodu, o którego istnieniu nie zdajemy sobie nawet sprawy, a gdyby nie on, nasze życie nie było by tak nietypowe!

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s