RECENZJA: Róża

2 dni po seansie. Wciąż odreagowuje.

Pomysł.

Miałem pomysł. Zanim do niego doszedłem, otworzyłem jeszcze standardowy zestaw zakładek w Mozilli. Usiadłem i zacząłem przeglądać. Filmweb. Brad Pitt z szansą na Oscara. Amerykański BOX Office pęka w szwach pod naporem najnowszego Mission Impossible z Tomem Cruisem, a Agnieszka Holland może zdobyć 23 statuetki, mimo że nie ma nawet tylu opcji. Zjeżdżam niżej i coś podkusiło mnie żeby kliknąć odnośnik do trailera „Kac Wawa”. Obejrzałem. Wyszedłem. Z siebie też.

Poczułem jakby mnie ktoś zmiażdżył od środka, wyssał całą radość z oglądania czegokolwiek, a na końcu zjadł i wyrzygał. Polacy próbują obsadą Karolak-Szyc-i reszta zrobić podróbke Kac Vegas. Wszystko w ciemnej, zamkniętej scenerii warszawskich burdeli, cwaniactwa i cwaniaków. Musiałem to czymś zrewanżować. „Róża” w lubelskim Cinema City wydała mi się odpowiednim lekarstwem.

Smarzowski po raz trzeci

Wojciech Smarzowski. Przeszło 50 kilku letni (zdaniem filmwebu:) „Świetnie zapowiadający się twórca filmowy młodego pokolenia„.  W 2004 roku zadebiutował „Weselem”. Niczym Wyspiański wybrał w małostkowym życiu swego narodu moment, gdzie spotykają się i wzajemnie łączą wszystkie polskie i polaczkowate cechy, a następnie przeplótł rodzimy materializm ze słowiańską miłością – wszystko w odcieniach skrajnego realizmu. „Dom zły” z 2007 roku w podobny do „Wesela” sposób emanuje esencją uderzającego realizmu. Polska wieś w latach 70-tych. Zima. Milicja prowadzi śledztwo w osadzonej pośród szczerego pola chacie, w której dzień wcześniej doszło do morderstwa. Dwutorowa fabuła wspomagana retrospekcją krąży wokół oskarżonego spotykając się w kulminacyjnym momencie i docierając do granic komunistycznego absurdu. Znów zło i zepsucie pływa przeplatając się z pięknem, marzeniami i miłością. Swarzowski gruntuje swój styl, „charakter pisma” wcale się nie nudzi. Bohaterowie, dla Polskiego widza pozostają jak wyjęci z rzeczywistości. Doraźność, realizm i bliskość.

Idąc na „Róże”, wysiadając z busa i przechodząc przez rozsuwane drzwi Plazy, docierając na drugie piętro i odchodząc od kasy biletowej ze świstkiem w ręce miałem w pamięci skromny dorobek tego reżysera. Wiedziałem, czego się spodziewać. To tak jak mając dwa punkty, przez które prowadzimy prostą. Jesteśmy pewni, gdzie w tej dwuwymiarowej przestrzeni osiądzie następna „kropka”.

„Róża” dodała trzeci wymiar dodając następny punkt.

Rok 1945. Tadeusz, zniszczony wojną AKowiec wraca na odebrane Niemcom Mazury by przekazać tytułowej Róży – wdowie po niemieckim żołnierzu – ostatnie pamiątki męża. On nie ma gdzie wracać. Ona nie jest w stanie samotnie funkcjonować. Odrzucona przez społeczeństwo, bez środków do życia i bezbronna. Tadeusz ofiarowując jej swą pomoc przy rozminowaniu pola ziemniaków z czasem staje się rycerzem u jej boku. Kwitnąca pomiędzy dwojgiem miłość zderza się z wszechogarniającym zepsuciem i amoralnością. Uczucie to jednak choć w istocie niemożliwe, daje im przetrwać.

To, co istotne w „Róży” nie rozgrywa się na poziomie fabuły.

Od pierwszych sekund, dosłownie nie miałem momentu wytchnienia. Oprócz mnie, siedzącego na środku 10tego rzędu, powyżej znajdowało się jakieś 70 osób. Film trwał przeszło 2 godziny, a uwierzcie mi, jakieś 3/4 to bez-muzyczna cisza przetknięta krzykami lub skromnymi dialogami. Przez prawie 120 minut czułem się, jakbym na sali znajdował się zupełnie sam. Wychodząc nie słyszałem rozmów, nikt nie zapytał „I jak film?”.

Oszczędna, często psychodeliczna ścieżka dźwiękowa zamiast oderwać od fotela i dać moment na przemyślenie czy kontemplacje, wciska nas w oparcie jeszcze mocniej. Wywraca wszystko na trzecią stronę. Zdawkowość efektów przeraża. Odwrotne proporcje natężenia, napięcia i emocji jakie za sobą niosą. Jedna z wielu rzeczy, które zostawiają ślad.

Do czego na płaszczyźnie technicznej mógłbym się przyczepić? Do efektów… specjalnych. Tak: występują takowe. Tak: wyglądają mizernie, co może wskazywać tylko na astronomicznie wysoki budżet filmu. Tak: są całkowicie niepotrzebne i nieestetyczne. Jest to jednak tylko malutka skaza, która jednak wybija z rytmu i oddala nas w pewnym stopniu od skupienia.

Szara tęcza

Po „Weselu” i „Domie złym” (Ci co widzieli, to wiedzą) pozostaje niesmak. Odwracamy się od tego co widzimy. Pojawia się w nas mgliste przeświadczenie o tym jak polskie społeczeństwo się zmieniało, jak te zmiany nadal postępują i w którym ich momencie znajdujemy się teraz. Z odległych nam czasów „Róży” przenikają i do dzisiejszego życia niektóre cechy, zachowania i postawy. Wreszcie dzięki świadomości tamtej epoki jesteśmy w stanie odkodować mechanizmy, które plądrowały życia i które w dalszym ciągu nawet dziś są w stanie nas uśmiercić.

Nie znalazłem w najnowszym dziele Swarzowskiego jakiegoś życiowego drogowskazu. Nie zmienił mojego życia w sposób diametralny. Zmienił mnie, to mogę przyznać pod pewnymi względami. Zdałem sobie z pewnością sprawę ze swojego położenia względem ludzkiego dramatu. Trudno oddać stan po oderwaniu się od doświadczenia jakim jest „Róża”. Mętlik w głowie i jedna nienazwana myśl. Szarość i realizm dobija. Paradoksalnie czerwień tytułowej królowej kwiatów wysysa z nas jakiekolwiek barwy. I to jest w tym filmie piękne. 

PS

*** Co mnie zaskoczyło, dygresyjnie rzecz biorąc to wyświetlane tuż przed filmem informacje o wytwórniach, które wspierają film. Gdzie przy większości produkcji mamy do czynienia z dwoma, góra trzema slajdami, tak w przypadku „Róży” przed wyświetleniem filmu widzimy po kolei jakieś sześć, czy siedem różnych wytwórni, studiów i instytutów filmowych. Bijcie mnie, jeśli się mylę, ale prócz tego, jak cholernie rzadko kinematografia polska płodzi tak ambitne filmy – problem z brakiem pieniędzy na takie produkcje, kosztem „Kac Wawa” jest jak dla mnie porażający.
Dajmy zarobić takim twórcom jak Swarzowski.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s