W piątkowy poniedziałek

… przyszło nam się znów spotkać.

Kalendarz w tym roku był dla nas, ciągle uczniów wyjątkowo szczodry. Z drugiej strony okazał się wybitnie cwany i złośliwy. Umieścić jeden, aktywny dzień zajęć szkolnych akurat w piątek, by pozostawić cały weekend na przemyślenia i konsternacje. Plan godny najlepszego skrytobójcy, zwłaszcza gdy oglądasz całą scenę z perspektywy trzecioklasisty – właśnie wtedy pojawiają się przed Tobą nieodkryte wcześniej opcje i problemy. Jak to wygląda dla mnie teraz? W jakich barwach maluje mi się szkołą, szkolnictwo i nauka? Spróbuję się określić.

Coś się zmieniło, to fakt. Zestawiając to z rokiem pierwszym, gdy wchodząc w próg Szkoły nawet standardowe ułożenie brązowo kremowych płytek w kształt szachownicy wydawało mi się niecodziennie błyskotliwe i elitarne – metamorfoza mojego zdania na temat szkolnego otoczenia wywróciła się do góry nogami. Pierwsze kroki owego 2 września wzdłuż korytarzy napełniały mnie kolejnymi porcjami atrakcji, które sam sobie za pomocą sączącego się placebo – serwowałem.

W klasie drugiej jeszcze nic nie straciło swojego starego uroku, nic nie brzydło. Zaledwie kilka aspektów pokryło się cienką warstewką kurzu i przeszło z kategorii niesamowitych do codziennych. Nie nadeszła żadna chwila życiowych wyborów, nic mnie nie zaskoczyło, ale też specjalnie radość nie wylewała się zza każdego narożnika Szkoły.

Rok później niespodziewanie rzuciła się na mnie ze zdwojoną mocą alienacja. To co dotychczas nazywałem neurotyzmem mogło uklęknąć przed pierwszym widokiem „nowych twarzy” i zatkanych zewsządkolwiek schodów kolejnymi obiektami Szkolnej PrePropagandy. Gdy udało mi się na chwilę przysiąść gdzieś w rogu i poudawać szukającego sali 311 pierwszoklasistę, dotarły do mnie własne słowa rzucane pod koła rokrocznych kandydatów, tak soczyście zachęcające ich do wyboru akurat Tej Szkoły.

Dedukowałem tak do momentu rozpoczęcia się planowo czwartej lekcji, czyli pierwszej jaką udało mi się w ten poniedziałkowy piątek logistycznie dosięgnąć. Moja neurotyczna natura nie pozwalała mi patrzeć do tyłu, w stronę obsadzonych ławek w liczbie około 12stu. Wyszedłem pierwszy i znów dedukowałem.

Odkryłem w końcu, że to nie chodzi o Tą Właśnie Szkołę, o elitaryzm i puderowatą hipokryzję wszem i wobec. Nie przez te właśnie czynniki, ani trochę nie idzie mi się szczycić pozycją najstarszego z najmłodszych w budynku przypominającym post-komunistyczny blok mieszkalny. Nie to przyczynia się stanowi, w którym żadne słowo określające Tą Właśnie Szkołę przechodzi przez moje gardło jak tona żyletek. Obiektywizm poszedł się dawno chrzanić i jedyne co potrafię z siebie wykrzesać to typowe dla emerytów gorzkie słowa prawdy.

Tak właśnie zmielony i doczekujący trwogi maturalnej piszę i snuję się zazdroszcząc po trochu tym uśmiechniętym twarzom. Z drugiej jednak strony ten marazm wznoszący się przez 10 bitych miesięcy w roku, który napotkałem zmienia coś szczególnego w codzienności i otwiera przede mną coś, czego akurat teraz potrzebuję w dużo większych ilościach. Konkretną i namacalną pracę, której ustąpiła miejsca bezowocna wakacyjna mizeria.

Dotarłem w którymś momencie do momentu, że istnieje głębszy i tragiczniejszy wymiar bierności i pospolitej nudy, dla której prawdziwym lekarstwem jest najzwyklejsza w świecie praca. To chyba po to by nie zacząć za dużo myśleć, bo od myślenia dostaje się jesiennej depresji, ptasiej grypy, e-coli i d-sprite’a. Nic dobrego.

Prawdopodobnie znajdzie się ciąg dalszy tych przemyśleń: tylko dla wytrwałych i rozumiejących fizycznie o co tutaj chodzi. Teraz będzie już tylko weselej. Oficjalnie wracam do pisania ;).

5 comments

  1. Reply

    C’mon jest tysiąc rzeczy, które można robić w przeciwieństwie do pracy, aczkolwiek człowiek zawsze myśli, że byłoby lepiej jakby cośtam cośtam było inaczej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s