Niecodziennik wakacyjny 1

Nieuszeregowane notatki dotyczące tego, co dzieje się wokół mnie. I was.

Nie potrafię w wakacje znajdować normalnych tematów do zwykłego nimi potrząsania, jak to robię podczas roku szkolnego. Może ma na to wpływ fakt, że nie odróżniam dni tygodnia, a codziennie, mimo iż wstaję punkt 8:30 nie jestem w stanie ustalić czy wykorzystuje dzień lepiej, niż gdybym wstał o 14. Działam na przekór angielskiej pogodzie, wiatrowi, hektolitrom deszczu i kałużom, których jest coraz mniej, bo łączą się grupami w pojedyncze, kolosalne kałużyska. Doszedłem do wniosku, że przyjdzie moment w moim życiu, że chodniki przyjmą funkcję tych małych, ulicznych zbiorniczków wodnych i zamiast po wodzie, będziemy skakali w czasie deszczu po strzępach wystających kostek brukowych. Wy też wiecie, że to jest możliwe w Polsce.

Angielska Pogoda

Co kojarzy wam się z Anglią najbardziej? Imperium, nad którym nie zachodzi słońce, ryba z frytkami, brzydkie angielskie dziewczyny, a między nimi ładniejsze Angieleczki, Oxford i londyński akcent. Dorzućmy do tego nagłówkową angielską pogodę, która pojawiając się nad Lubelszczyzną stanie się niedługo przyczyną numer jeden samobójstw podepresyjnych, utonięć i zabójstw. Ja też do niedawna widząc niebo poskładane z odcieni szaro niebieskiej kaszy i bujających się koron drzew miałem odruch wymiotny.

Pewnego dnia postanowiłem wyjść temu bajzlowi za oknem na przeciw. W najgorsze z punktu widzenia polskiej postrzegalności pogody warunki wybiegłem z domu i korzystając z okazji udałem się na tonące w spadającej z nieba wodzie boisko. Kolejna niezbywalna rzecz, która kojarzy mi się z Anglią to piłka nożna. Nie mogło się nie udać. Wraz z kilkoma kumplami walczyliśmy z wiatrem, sztormami i przeciwnościami losu, ale grać nie przestaliśmy. Fakt, trudno było przebiec 10 metrów nie wyrównując swego poziomu z 15-centrymetrową warstwą błota, a piłka dostawała wręcz niewyobrażalnego przyspieszenia po dotknięciu murawy.

Mimo utrudnionych warunków, które z pewnością mogłyby posłużyć jako wymówka przegranej polskiej reprezentacji grało się świetnie. Jestem skłonny stwierdzić, że im gorsze warunki tym gra mi się lepiej. Biorąc rzecz ogólnie jestem fanem uprawiania piłki nożnej w każdych warunkach w każdym miejscu i o każdej możliwej porze. Gdyby nie mój sokoli wzrok, to grałbym też po zmroku. Niestety wtedy, nawet jarzeniowy kolor piłki nie jest w stanie odróżnić się od ciemnego tła. W efekcie nie widzę nawet bramki. Szkoda.

Podwórkowy kult

Podzielę się z wami na końcu jeszcze jedną refleksją na temat piłki kopanej, która skrystalizowała się po wieloletnim „stażu” podwórkowej ligi. W sumie, będzie to garść przemyśleń wokół tego, czym jest tak naprawdę kopanie tej owalnej zlepki łatek przez jakieś 15 lat do tego momentu.

Po pierwsze: nie jest tego w stanie pojąć absolutnie osoba, która miała z piłką do czynienia mniej niż wcale lub ktoś, kto „już się nagrał” i teraz piłka nożna kojarzy mu się (teraz uwaga) z „bandą zniewieściałych fagasów, biegających za białą kulistą masą, by wsadzić ją do siatki”. Oni nie widzą w tym żadnej magii, żadnej finezji, nie dostrzegają piękna, emocji i zabawy.

Po drugie: to, co osiągniesz i wypracujesz podczas gry jako łepek z kolegami na boisku koło domu zostaje na całe życie. Jeśli zdobędziesz technikę, uderzenie, przyspieszenie itp. podczas codziennych eskapad od 8 rano do 8 wieczorem, to będzie tylko Twoje. Po przekroczeniu dajmy na to 12 roku życia rzadko się zdarza, żeby treningi mogły coś zmienić w Twojej grze. Na pewno nie zmienią podejścia. Jeśli grałeś z finezją, a rozgrywka była dla Ciebie przede wszystkim zabawą, potrafiłeś czerpać frajdę z każdej akcji – nie będziesz mógł zrozumieć ludzi, którzy jak roboty widzą tylko w piłce zdobywanie bramek.

Po trzecie właśnie: dostrzeganie w piłce całej sfery „pozabramkowej”, czyli zauważanie całej niesamowitej, sportowej otoczki jest kluczem do pokochania tego sportu. Idziesz pokopać sobie z kumplami na boisko i jesteś gotów oddać dwieście strzałów, żeby ten jeden wyszedł identycznie jak Roberto Carlosowi, czy Zidane’owi. Nie da się tego zastąpić niczym innym.

Życzę wam, żebyście wyskoczyli naprzeciw brutalnej pogodzie i wykorzystując sytuację, niczym giełdowi maklerzy zaryzykowali. Wyskoczcie się poopalać, pojeździć na rowerze, nawet podczas oberwania chmury. Spotkacie się z dziwnymi spojrzeniami ludzi za oknami, którzy oglądają „Pensjonat pod różą”, albo czekają na tym razem „za gorącą pogodę”, kiedy będą mogli siedzieć w tym samym cieniu pieprząc, że dopiero po 17stej będzie można wyjść na dwór. Warto :)

c.d.n.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s