Rzygam imprezami

i nie jestem sam.

Nie ma nic fajnego w piciu drinków po 35zł za setke. Nie widzę nic atrakcyjnego w trzydziestu pięciu tak samo ubranych dziewczynach wyginających się na parkiecie. Nie odróżniam jednej od drugiej. Muszę pytać kumpli, która jest dalej ładna jak wyjdzie z tych ciemności, w których wywracam się o każdy próg. W ogóle nie wiem jak można naładować taką masę schodów na metr kwadratowy, biorąc pod uwagę, że tutaj ludzie przychodzą się bawić.

Bar jak zawsze jest za wąski, wódka mi się wylewa z niby-szklanych kieliszków. Wzięliśmy po 5 kolejek. Ja tu stoję już pół godziny i nie mogę się nawalić. Chociaż koleś z miną ni to uśmiechniętą ni skazaną na śmierć nalewa mi prosto z butelki z naklejką Stocka, płacę za to krocie, to jestem trzeźwy. Wali ode mnie tylko wszystkimi smakami tęczy, a powiedzenie „Nie ma brzydkich kobiet, jest tylko za mało alkoholu” zaraz wyrzygam razem z toną perfum, które mi w koło zalatują.

Jakaś dziewczyna wlazła na stół i od razu z niego spadła. W normalnym środowisku ktoś by jej pomógł i posadził ją na za małej sofie, żeby tym razem zsunęła się na twarz. Może dodatkowo zostałaby zadeptana i oblana piwem z plastikowych kubków. Ale nie, przecież jesteśmy w klubie. Tutaj ochroniarze wyniosą ją na dwór i posadzą na murku. Odmrozi sobie dupę, wyrzuci z siebie w lamentach wszystkie pyszne Modżajto i zyska szansę na szybki numerek z krążącymi sępami blokowisk.

Ta, dresy nie muszą mieć wejściówek do fajnych klubów z neonami i stylish laskami. Oni bawią się dobrze na zewnątrz, nawet lepiej. Ja pieprze, towarzystwo z jakim wszedłem rozpłynęło się przy wejściu. Nie wiem gdzie jest moja kurtka, duszno, ciasno, nie ma gdzie siąść. Jak wyjdę, to już nie wejdę. Ledwo widzę, więc nie dojdę gdziekolwiek. W sumie, to nie wiem gdzie jestem.

Na myśl o pisaniu smsów na dotykowym ekranie zajebistego smartfona, mam chęć strzelić samotnie jeszcze ze trzy kolejki. I tak nic nie wyrwę na tego płaskiego Samsunga z dużym wyświetlaczem. Może jak przytargałbym iPad’a albo laptopa z białym jabłkiem z tyłu, to mógłbym wkalkulować sobie szybkiego loda przy jednoczesnym gadaniu na gg z kumplem. To już ciekawsze od tego, co mnie otacza.

Chrzanić to, wychodzę. Jakim trzeba być idiotą, żeby co fajniejsze kawałki, same klasyki – urywać w połowie i zapuszczać kolejny raz Ewę Farną. Szukam czegoś ostrego, żeby zanihilizować DJ’ja. Znajduję tylko klamkę. Przy takiej muzyce nawet ona nie chce się przekręcić. W porę zdaję sobie sprawę, że chcę otworzyć damską ubikację. Nawet nie mogę się oprzeć o ścianę. Jak znowu siądę, to zaraz przyplącze się do mnie jakaś krzywo ciosana dupa i powie, żebym nie płakał.

Za mną wychodzi z piętnaście osób. Wszystkie mają dość. Zostawiamy w środku dogorywające laski, którym od lizania z kim popadnie wyschło już w ustach. Nie mają kasy nawet na sok pomarańczowy po 9 zł. Ja stoję z wyciągniętą ręką, i pod światło badam jak dzwoniło się po taksówkę. Prawdopodobnie do białego rana do tego nie dojdę, w przeciwieństwie do obsługiwanych właśnie w za małym kiblu kumpli, z którymi wszedłem. A mogłem spasować.

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s