RECENZJA Portal 2

Niejako część pierwsza potężnej recenzji na temat wschodzącej jeszcze wyżej gwiazdy spod skrzydeł Valve. Zapraszam.

W moim dorobku, przyznam szczerze, mało jest gier, które mogę z pełnym przekonaniem zaliczyć do grona tych, które w pełni przeszedłem. W większości przypadków nie dotrwania do końca chodziło o zwyczajowy „Dead-End”, moment w grze, który kto inny za milion pierwszym razem w końcu by przeszedł. Ja w tym momencie rzucałem się na następną pozycję i co jakiś czas natrafiałem na perełkę godną poświęcenia nieco więcej czasu na metodę prób i błędów.

Jedną z nich na pewno był Legacy of Kain. Potem któraś z części Tomb Raider. Następny był Quake III i Unreal Torunament, Half Life dwa. Potem mała przerwa i Portal część pierwsza. Nie mała rewolucja w moim mniemaniu, bo oto logiczna gra uzyskała otoczkę FPS’a i wyszło z tego coś naprawdę porządnego. Najgorsze w Portalu było to, że musiał się w końcu skończyć. Kiedy tylko fani dowiedzieli się o planach względem drugiej części, nie mogło być źle. Czy oczekiwania się sprawdziły?

Głucho, ciemno i do domu daleko

Aperture Labs – kompleks niekończących się korytarzy, wielkich stosów biurowców i przestrzeni testowych. Jednym słowem, wielkie laboratorium z licznymi (niegdyś) szeregami najwybitniejszych ludzi jakich widział glob. Jako że w pierwszej części GLaDOS zdał sobie sprawę, że do testów – poza wyhodowanymi wcześniej obiektami testowymi – nie potrzeba jej wybitnych naukowców, wykorzystując niejaką „neurotoksynę” mocarny komputer pozostawił tylko nieme istoty pozostawione niekończącemu się testowaniu. Tam trafiamy my, jako mały trybik w wielkiej machinie Aperture Labs stajemy się iskrą rewolucji!

Hodując ludzi niczym w Matrixie. Aperutre Labs dostarczało sobie coraz to nowych przedmiotów badań, a mózgiem nadzorującym testy stał się mega komputer wyposażony w sztuczną inteligencję – ów GLaDOS. W pierwszej części niema bohaterka, którą przyjdzie nam sterować doprowadzi do dezaktywacji i destrukcji ów komputerowego serca. Śmierć GLaDOS staje się punktem wyjścia dal fabuły części drugiej.

Portal Drugi ?

Co to w ogóle są te portale? O co tyle krzyku?  Szybko na temat rozgrywki, która od pierwszego epizodu nie uległa większym perturbacjom.

Mamy tzw „portal divice”. Biały, bardzo schludnie zaprojektowany gnat z czarnymi, wystającymi tu i ówdzie kabelkami i rurkami, który miota pomarańczowe i niebieskie okręgi na przeznaczone ku temu ściany. Ów okręgi to właśnie portale, utworzywszy obydwa , po wejściu w jeden – wychodzimy drugim. To wszystko. Na tak prostym schemacie utworzono całe setki łamigłówek zamkniętych w małych, białych i przypominających szpitale pokoikach. Nasz jedyny cel, pozornie, sprowadza się do znalezienie się w drzwiach z napisem exit. Pozornie.

GLaDOS  vs. ?

A więc wiemy już, że tam gdzie skończyła się jedynka, tam właśnie zaczyna się dwójka. Teraz przyszedł czas, by obalić ten pogląd. To nieprawda. Część druga wyprzedza czasy poprzedniczki o kilkanaście/dziesiąt lat, pozwalając niszczycielskiej sile czasu spustoszyć Aperture Labs i doprowadzić do korozji wszystko, co znajduje się w pobliżu.

Wybudzeni po długoletniej hibernacji, jako dalej niema, w niezmiennym pomarańczowym kombinezonie kobita ruszamy, niby od początku w gąszcz wind i białych korytarzy starego, dobrego obiektu testowego. Zmienia się przewodnik, gdyż odtąd towarzyszył nam będzie owalny Wheatley. Ten prześmieszny robocik, kurczowo trzymający się zasad stanie się sprawcą wielu nieoczekiwanych zwrotów akcji w dalszej części rozgrywki (o czym musicie się przekonać sami, a naprawdę (!) warto), z początku jednak sprawia wrażenie niegroźnego nerda z buntowniczymi przejawami.

Fabuła to najmocniejsza strona Portala 2. Kiedy w jedynce ciężar rozgrywki przeniesiony był znacznie na element logiczny, by dopiero pod koniec skręcić w korytarz zwrotów akcji i niejednoznaczności, tak w dwójce dość wcześnie zostajemy niemym aktorem na scenie starcia dwóch sztucznych inteligencji. Sceny interaktywnych pościgów przed niszczycielską siłą całego obiektu sterowanego przez GLaDOS przekładane są nieustannymi wypowiedziami Wheatleya. To też potem ulegnie zmianie.

Wspaniały jest również klimat. Choć przez większą część gry dane jest nam oglądanie szpitalnych krajobrazów, paneli, laserów, tudzież bezdennych, wypełnionych szarością przepaści, to niekiedy rzucamy okiem bohaterki na ciekawe post apokaliptyczne przestrzenie. Nasza wyjątkowa przygoda nabiera niezwykłego kolorku. Czekamy na następne posunięcie przeciwnika, nie mogąc się wydostać i będąc zmuszonym wykonywać kolejne testy.

Czym dwójka słynie?

Ależ, ależ – nie tylko fabuła poszła na przód. Ruszył również asortyment. Twórcy sięgnęli do bezdennego chyba worka pomysłów i wyciągnęli z niego kilka klawych, które w bardzo zgrabny sposób rozwinęły rozgrywkę.

Prócz wspomnianego „portal divice”, który podlega naszej pełnej kontroli w grze pojawiają się również elementy stale „przymontowane” do otoczenia, które dzięki portalom będzie nam dane w pewien sposób kontrolować. W dwójce dodatkowo otrzymujemy świetlne pomosty, po których możemy bez trudu stąpać, pokonując przepaście, antygrawitacyjne rury kierunkowe, dzięki którym przemieszczanie się po rozległych obszarach nie będzie trudem oraz trzy rodzaje specyficznych żelów.  Prócz tego są jeszcze kostki: jedna, służąca jako „wciskiwacz” różnorakich przełączników, druga zaś do przeznaczona do zmieniania toru wiązki laserów, otwierających nam drzwi do kolejnych poziomów.

Pierwszy z nich oznaczony kolorem niebieskim nosi nazwę „repulsion żel” (odpychający). Pozwala nam odbijać się dużo wyżej niż za pomocą normalnego skoku, a czym wyższy punkt, z którego uda nam się na niego nastąpić, tym wyżej się uniesiemy. Kolejny, tym razem barwy pomarańczowej przypomina właściwościami lód, znany choćby z Kangurka Kao (sic!). Posmarowawszy nim sobie podjazd, śmigamy niczym na łyżwach, a przy wykorzystaniu dodatkowych ramp, możemy przez chwilę poczuć się jak Travis Pastrana wraz ze swoim latającym cyrkiem. Ostatni, mleczno biały służy nam do przystosowywania każdej możliwej powierzchni do portali. Dzięki białemu żelowi niejedna łamigłówka w mig stanie się rozwiązywalna.

Moim zdaniem kwestię żeli twórcy winni nieco rozwinąć. Nie to, że potencjał nie został wykorzystany. W którymś momencie miałem wrażenie, że Valve zostawiło sobie kilka żelowych pomysłów na potem ;)

Stary Dobry?… Source

Niby nie ma na co narzekać, bo grafika osadzona na osławionym dawno temu za sprawą Half Life 2 silniku Source nie rzuca się w oczy. Jest angielsko porządna. Niczym gra aktorska Heleny Bonham Carter w „The King’s Speech”. Jednakże boli troszkę fakt, iż od paru ładnych lat nic się nie zmieniło. Żadnych wodotrysków, uwypukleń i odjazdów. Grafika w Portalu 2 jest jak wygodna siostra, która zwala wszystko na swoje dwie podopieczne: fabułę i klimat. Nie można się do niej przyczepić, ale co jakiś czas potrafi nieco zdenerwować.

Dla posiadaczy PC’towej wersji gry mam jednak bardzo dobrą wiadomość, Portal 2 wygląda lepiej niż na konsolach, z czego ja, zagorzały antykonsolowiec podskakuje na rzęsach. Od, tak sobie. ; )

Podobnie jest z dźwiękiem. Bardzo oszczędna fonia swoje apogeum przeżywa na samiuśkim końcu w piosence (podobnie jak w jedynce) wykonywanej przez samą GLaDOS. Również z bardzo pozytywnym i wartym wysłuchania skutkiem :)

Portalowe Smaczki

Od smaczków, mini niespodzianek i dodatków aż jeży się przez całą rozciągłość rozrywki. Jednocześnie najdrobniejsze bajery są tak uwidocznione, że cieszy nam się lico na samą myśl o tym, że ta gra wcale nie jest taka krótka. To najpewniej byłby samoistny strzał w kolano dla Valve, czyli twórców Portala – gdyby druga odsłona tej, okrzykniętej pozycją roku 2011 gry skończyłaby się w dwie godziny. Co jak co, skończyła się jak dla mnie za wcześnie i już teraz czekam, dowiedziawszy się o plotkach w związku z trzecią odsłoną najprzyjemniejszej logicznej gierki. Nie tylko w tym roku, \

Warto po stokroć. Po pierwsze, bo przez STEAM’a. Co dla mnie jest wielkim plusem, po drugie CO-OP, którego jeszcze, z powodu problemów technicznych nie wypróbowałem, ale liczę że trzyma poziom. Prócz nieco zakurzonej oprawy, to wspaniała i niezapomniana przygoda, którą obowiązkowo fan, a poza nim każdy winien przeżyć. Dzięki takim grom łatwiej jest uwierzyć, że linia pomiędzy filmem a grami powoli się zaciera. Z całą pewnością Portala 2 można nazwać właśnie takim kinematograficznym widowiskiem, gdzie stając pomiędzy dwoma potężnymi intelektami osadzonymi w świetnie zmontowanych charakterologicznie postaciach dane jest nam postrzelać bajeranckimi portalami. Czekam na trójke!

Czas na ocenę:

*ocena może ulec zmianie, ponieważ Tryb Współpracy (Cooperation Mode) nie został jeszcze przestestowany. Jutro wrzucę adnotację ze szczegółową oceną ; ). Powiem wam tyle, jak na razie jestem pewny, że może być tylko lepiej!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s