Każdy jest dobry

Jak coś chce i… w sumie nie ma w tym nic złego.

Wszystko na tym felernym świecie zmierza ku końcowi. Tak jak miało swój początek, ma prawo trwać i musi się w pewnym momencie skończyć. Pewnie was to zaskoczy, ale ze znajomościami wszelkiego rodzaju bywa podobnie. W końcu dojdzie do chwili, w której „No cześć” zamieni się w to ostatnie, beznadziejne słowo, którego będziemy potem żałować. Co wtedy?

Ze statystyk socjologów wynika że 1/3 zerwanych więzów znajomości nie przejawia w późniejszym czasie nastrojów ku ponownemu zespoleniu. Kolejna trzecia cząstka wraca do nas w jakichś niespodziewanych skrzyżowaniach losu, a jakaś garstka z tego wrzodzi się na dupie i ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Ostatnia część podświadomie czeka na okazję. Okazję, która pod pretekstem „starej znajomości” wykorzysta nas i z uśmiechem na ustach wysępi co tylko się da. Po dokonanej transakcji z zyskiem dla strony pasożytniczej następuje kolejna rozłąka i ciemność.

Nie powiem, że tego nienawidzę. Nie powtórzę, że dręczy mnie dwulicowość, bo tak nie jest. Denerwuje mnie takie zachowanie, ale staram się nie zwracać na wyzyskiwaczy większej uwagi. Wyznaję zasadę, że jeśli mają się kiedyś poślizgnąć, to osobą, na której się wyłożą nie będę ja. Na masochistę po prostu nie aspiruję.

Czasami jednak coś we mnie pęka i zdobywam się na antygest odmowy. Wtedy właśnie padają słowa, które „uświadamiają” wyzyskiwacza, że jest dobry dla mnie tylko wtedy, kiedy czegoś chce. Mniejsza o to, bardziej zastanawia mnie, dlaczego ludzie reagują na takie zachowania tak negatywnie? Co jest dziwnego w tym, że znajomy nie rozmawiał ze mną przez rok, bo NIE MIAŁ O CZYM? Dlaczego mam się obrażać, dowiedziawszy się, że ktoś chce się ze mną spotkać, żeby coś załatwić, chociaż rozmawiałem z nim dwa razy na krzyż?

Właśnie to mnie irytuje jak jasna cholera. Mentalność ludzi, którzy w sztucznym wydłużaniu i plątaniu znajomości dopatrują się dobrych chęci. Nie neguję w ten sposób tzw. „rozmów o niczym”, które stanowią kolejny mit  mentalności silącej się na sztuczności. Wspomniane konwersacje o niczym, to chyba najlepsza forma wymiany myśli. Dynamiczna, pełna przeskoków i zawiłości. Nic nie poradzę na to, że większość wykorzystuję ją do rozmowy o gwiazdach pudelka, chmurach czy zbyt zimnym wietrze. Z plasteliny zwanej konwersacją każdy ma prawo robić co mu się żywnie podoba. Ma jej dostateczną ilość na pożytek tu i teraz lub w odległej przyszłości. To takie proste.

Powiem szczerze, również jestem dobry jak coś chce, bo tak po prostu jest wygodniej – a dla mnie to nic strasznego, nie mylę tego z wyrachowaniem. Lubię być wygodny, tak samo jak wy lubicie. Może jestem nienormalny, ale wolę się uśmiechnąć do kogoś, kto udostępni mi wygodne krzesło do siadania, niż trwać w swoich absurdalnych przekonaniach stojąc pod ścianą. Krzywdy przy tym również nikomu nie sprawiam, chyba że męczennikom…

…którzy wolą dla żelaznych zasad grzać podłogę, bo nie wiedzą jak odezwać się „po tylu latach” Pozdrawiam ich gorąco z tego wygrzanego, obitego pluszowym wypełniaczem miejsca. Cierpcie dalej.

One comment

  1. Reply

    Miło czasami poczytać tego rodzaju przemyślenia. Myślę, że nie warto negować faktu, że potrzebujemy siebie nawzajem, a uprzejmość jest zawsze na miejscu. Wierność komuś, przyjacielowi, bycie dla niego, to już inna sprawa. W przypadku „luźniejszych znajomości” wystarczy dużo mniej. A z irracjonalnymi plątaniami trzeba po prostu się rozprawić, rozplątać. Myślę, że ludzie sobie w pewnym wieku z tym radzą, nawet jeśli na początku nie rozumieją. Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s