MEGARECENZJA Zwierciadła 2011

Niezbyt uporządkowana, nieco pokrzywiona, acz rzetelna relacja z drugiej części Zwierciadeł 2011.

A więc nadszedł czwartek, a wraz z nim klasycznie drugi dzień Zwierciadeł w II LO w Lublinie. Tym razem czekało na nas 9 grup z dziewięcioma spektaklami. Po środowych zapętleniach i dezorganizacyjnych wypadkach, doświadczeni, zwarci i gotowi czekaliśmy na nadchodzące wyzwania. A powiem wam, że było na co czekać!

Już samym rankiem przywitała nas kompletnie zrewolucjonizowana sala wraz ze sceną. Tak naprawdę, wszystko zostało wywrócone na lewą stronę: tam, gdzie normalnie zasiada widownia – odbywał się spektakl, zaś na scenie ustawione zostały krzesełka maksymalnej liczby widowni w liczbie ok. 100 oraz szanowne jury… (sic!). Wszystko po to, by pierwszy spektakl pt „Mały Książę” mógł w pełni rozwinąć skrzydła i przy użyciu tejże niekonwencjonalnej formy stworzyć niebywałe widowisko. Czy się udało? Hmm… zapraszam do lektury, zaznaczając, że działo się wiele więcej(!).

„Mały Książę” / Teatr Skarpa / Dom Kultury Skarpa

Widziane: To, że w Zamoyu króluje dezorganizacja, bezwzględny bajzel, a wokół tego śmigają radośnie porozrzucane elementy dekoracji to nic dziwnego. To, że formularze zgłoszeniowe istnieją tylko dlatego, żeby było wiadomo kto gra i ile to będzie trwało też mnie nie dziwi. Jestem natomiast więcej niż zatrwożony sytuacją, która wynikła podczas wystawiania „Małego Księcia” na deskach Zwierciadeł 2011. Otóż szanowny Teatr Skarpa z imiennego Domu Kultury miał kaprys rozwalić cały porządek imprezy i ni z tego ni z owego zamienił miejscami scenę z widownią. (SIC!) Wyobraźcie sobie kilometry płócien, piach, czarne podesty i garstkę widzów zasiadających na scenie. Wokół nich pałętał się napompowany władzą i przyszłymi oklaskami reżyser, któremu ledwo co chciało się tknąć palcem organizację dekoracji. Wynik: harmonogram dnia drugiego przesunięty o zaledwie półtorej godziny.
Zasłyszane: Jeśli za każde usłyszenie zdania „Przerost formy nad treścią” dostałbym wówczas grosz, to dziś stawiałbym sobie dom na Ibizie. Wszyscy pletli to samo zdanie, nie rozumiejąc pewnie jego treści, choć tym razem trafili w dziesiątkę. Panie i panowie – o to przed nam wystąpiła grupa, która przy wielkich środkach wyrecytował nam „Małego Księcia” i po sobie nie posprzątała. Ręce opadają. Mały Książę nie może już patrzeć na róże. A oni podobno zostali odznaczeni, za wytrwałość.

„Stój! Nie ruszaj się.” / Grupa Linoleum/  II LO w Lublinie

Widziane: Poza reflektorami, światłem reflektorów i brakiem świateł reflektorów widziałem całe nic. Grałem.
Zasłyszane: „W końcu jakiś dobry spektakl”, „No, genialne”, „Podobało mi się, skąd macie scenariusz?”, „Gratulacje”. A poza tym tona refleksji i tłumaczenia, że sztuka o dziecku, które w rodzinie bez miłosnych perspektyw nie może się nawet zabić. Ogólnie chwalone, że to nie kolejna fachatałajka o narkotykach przenoszonych drogą kropelkową. Drugie miejsce, półgębkiem wygłoszone w tym roku. Znowu drugie.

„Dialog” / Teatr MY /  MDK w Chełmie

Widziane: Yyyyy. Żałuję szczerzę, nie byłem… więcej grzechów nie pamiętam.
Zasłyszane: Dziwne, że ludzie zaraz po wyjściu, zamiast od początku zarysowywać akcję, od ogółu do szczegółu przejść ku końcowi i zakończyć puentą – rozpoczynali recenzję od słów „Zaaa długie”. Pantomima, która przekazywała emocje, ale niestety skalibrowana tylko dla tych dłuższych i rozciągliwych wrażeń. Porozciągana gestykulacja usypiała wzorem promieniowania kolejne rzędy, by na końcu uśpić i siebie. Kartki, które miały przekazywać werbalną część informacji nie zdołały obudzić odbiorców, choć wszystko odbywało się z angielską precyzją, porządnie, bez wodotrysków. Z tego wszystkiego plusy sypią się za tematykę, która oscylowała wokół życia, jako teatr, lub sztuki jako egzystencji. Żadnych narkotyków, Twoich Starych, ani ojców pijoków – to mi się podoba.

Una palabra no dice nada / Grupa Grafik / II LO w Lublinie

Widziane: Koncepcja dobrej sałatki francuskiego kucharza, który gotował rodzinie prezydenckiej: za podstawę bierzemy świeżych ludzi, z pomysłami i sukcesami (vel dobra, włoska ociekająca kroplami rosy papryka z tych malutkich, południowych straganików), do tego wlewamy choreografię i kontrastującą kolorem, i smakiem aranżację. Resztę uzupełniamy sosem vinegre w postaci gier świateł, które wślizgują się pomiędzy niedociągnięcia. Tak wyszukaną potrawę serwujemy prezydenckiej parze, w tym przypadku zamoyskiej publicznośći, aby Ci wstając przy końcowych oklaskach, ze łzami w oczach i zapartym tchem mało nie pozabijali się, żeby dojrzeć kłaniającą się czwórkę kreatorów tego widowiska.
Słyszane: Zachwyt i roztargnienie. Ludzie nie potrafili mi wyartykułować więcej niż dwóch słów, bo zaczynały się ekstazy i krzyki płci pięknej. Z całym moim zaparciem i niezrozumieniem dla sfery tańca, byłem zniszczony i poetycko zdewastowany przez Grupę Grafik, a widownia Zamoya z uśmiechem na ustach może powtórzyć moje słowa. Jedynym negatywnym szkopułem jest sprawa nagród, która dotknęła „Una palabrę…”. Mianowicie doszło do „nagabywań” (…) ze strony „konkurencji”, jakoby sztuka była zbyt profesjonalna. Dziękuje, postoję.

Impreza /  Grupa Literacki Chaos / XV LO w Lublinie

Widziane: Cóż, nie widziałem.
Zasłyszane: Banał toczył się po scenie efektem kuli śnieżnej. Im dalej w ten gąszcz krzaków, który składa się  ze zbyt jaskrawego konfliktu rodziców i córki o imprezę, tym bardziej widownia chciała zacząć klaskać, byleby Literacki Chaos opuścił scenę. Deski grzmiały, kurtyna skrzypiała i łomotała o ściany, a oni pięli się na wyżyny, by finalnie wydać na świat morał tępy jak siekiera do masła. Chyba was nie zaskoczę, jeśli powiem, że tematyka wbiła się w tyłek swoim poprzednikom ustanawiając absolutny rekord dziesiątek na wielkiej tarczy z napisem „Młodzież i jej problemy”. Eh.

„The whisper of Evil” / Grupa KUBART / II LO w Lublinie

Widziane: Zaprzyjaźniona obsada, jeśli nie chce, nie musi tego czytać – zastrzegam, ostrzegam. Pierwsze sceny, jak na złość były dobre: szatan z prawdziwie palącym się cygarem zastąpił pewnym krokiem linię kurtyny i przechodząc w te i we w tę niczym Al Pacino z „Adwokata Diabła” rozpoczął intrygę. Zły szatanno pociągając za sznurki wplątywał złe pierwiastki w życia niewinnych ludzi. Niewinni byli również (nie pamiętam imion dokładnie) Ania i Maciek. To właśnie ich obrał sobie za cel czerwony cwaniaczek i gdyby nie cholernie słaby scenariusz, może by coś wskórał. Niestety, Ania nie została ladacznicą, a Maciek jej nie alfonsował. Diabeł tak się wpienił, że wybrał swojego pomiagiera, Balona – który głosem pełnym opóźnienia w rozwoju namówił parę na szybki konkurs „Kto szybciej wciągnie te drobne kuleczki steropianu!”. Morały, chorały i źle zgrana muzyka z kołkami osinowymi w postaci 3/4 aktorów uczyniła z „The whisper of evil” sztampową sztukę dla gimnazjalistów. A, kurde blade SZKODA. Bez ironii tym razem.
Zasłyszane: Sporo było takich, którzy z prywatnych względów docenili rolę ojca – pijaka, którego odegrał człowiek w realnym świecie sprawiający wrażenie niezdatnego do roboty innej niż konferansjerka. Z tego miejsca pozdrawiam Artura – bardzo dobra próba wskoczenia na scenę, mi się akurat podobało. Co do innych elementów, mało było ludzi, którzy odważyli się powiedzieć coś więcej niż „No nie wiem”. Ja wiem.

KRZYWE ZWIERCIADŁA
„Awaryjny lot dookoła świata” / Kabaret Wyjście Awaryjne / V LO w Lublinie
„W poszukiwaniu” / Grupa Kabaretowa AKAMA / MDK we Włodawie
„Raz, dwa, trzy, stand-up” / Dariusz Szpakowski z Bychawy /  V LO

Widziane: To była jedyna część Zwierciadeł, jakiej sobie nie podarowałem. Krzywe Zwierciadła rozwijają dopiero swoje kabaretowe skrzydełka, to też nie liczyłem na zastępców przykurzonego „Ani Mru Mru”. Miałem jednak nadzieję, na lekki licealny/studencki humor. O mój Robinie Williamsie, królu stand-upów, mimiki i gestów przenajświętszy, jak ja się zawiodłem. Cholera jasna, cały mój gniew zbierany podczas „Awaryjnego lotu…” i „W poszukiwaniu…” (gdzie idealnie spieprzyli zgrane pomysły kabaretowe) skumulował się na „Raz, dwa, trzy, stand-up”. Człowiek w czerwonej koszulce piłkarskiej, szaliku i dresie stał z komórką, patrzył się w podłogę i prowadził rozmowę z „Rurą”. Prowadzenie tak topornie mu szło, że trzy rzędy przede mną pojawił się pomysł, żeby wspierać umęczonego aktora ciągłym śmiechem. Jedenaście osób zasłabło od niedotlenienia czyniąc ową grupę wsparcia, a ja ze wzrokiem pełnym nadziei na lepszą przyszłość wyszedłem.
Zasłyszane: Tutaj pojawiła się największa różnorodność. Wynika to oczywiście z ogromnego rozstrzału w pojmowaniu humoru. Niektórzy na słowo „kiełbasa” potrafią zapluć plecy siedzących przed sobą, popłakać się i obrzygać ze śmiechu. Inni w tym samym czasie będą już po trzecim zestawie facepalmów i myśli samobójczych. Wszyscy zgodnie jednak podkreślali – Krzywe Zwierciadła za rok, więcej i lepiej – TAK!

PS Opóźnienie nieprzewidziane. Jutro trzeci dzień, podsumowanie i komentarz co do werdyktu. Zapraszam.

9 comments

  1. Reply

    Do autora
    Przestań podkradać leków babci, bo w Internecie stajesz się za bardzo męski, obawiam się że nie posiadasz poczucia humoru, ani umiejętności logicznego myślenia, wyłącz komputer, ogarnij trochę życia.

  2. Reply

    Do autora recenzji.
    Chłopczyku, po pierwsze zacznę od tego że pewnie jesteś takim małym kościstym stworkiem, siedzącym przed komputerem i jedzącym testosteron w pigułkach, otóż odłóż je, mężczyzną i tak nie będziesz. Krytyka, którą się tutaj wykazałeś jest conajmniej żenująca, może lepiej radziłbyś sobie w opowiadaniu bajek, wkońcu cała Polska czyta dzieciom, spróbuj. Próbując będąc tutaj bezstronnym, kabaret ten działa od niewielkiego czasu, podejrzewam że Ty chłopczyku w tym czasie zdołałbyś tylko zapisać z wielkim trudem zeszyt z matematyki. Krytyka jest dobra, wtedy autor tekstu, czy też przedstawienia ma szanse zobaczyć co zrobił źle i co pasowałoby poprawić. Ale tutaj muszę też poruszyć drugą kwestię która jest bardzo istotna, jeśli tak samo umiesz język angielski jak i recenzować cokolwiek odsyłam do słownika pod słowo „hater”, ehh zapomniałem pewnie nie masz słownika, wydałeś wszystko na testosteron i inne pigułki wspomagające, swoją drogą ciekawe jak Ci pójdzie na studiach, ale nie o tym mowa. Hater jaśnie kolego to osoba która zazdrości innym tego co osiągneli, w szczególności poprzez własną pracę, hater pochodzi od słowa hate, więc jak pewnie wiesz, ojj przepraszam raczej nie wiesz znaczącego nienawiść. Wyluzuj zatem kolego i daj kształcić się osobom które mają jakiś talent i chcą go wykorzystać.

    Także pozdrawiam Cię chłopcze z Zamoya czy chuj wie skąd tam jesteś, pisz dalej te swoje jebane gnioty, które w żaden sposób nie odzwierciedlają występu kabaretu Wyjście Awaryjne i przestań wpierdalać testosteron bo mózg przynajmniej w moim mniemaniu jest ważniejszy niż włosy na klacie.

    Z poważaniem, Grzegorz Górniak

    1. Reply

      Ok obiektywni – występ kabaretu był żenujący i w moim odczuciu należałoby zmienić… wszystko.
      Autor bloga nie napisał tego bo nie miał świadomości, że ktoś może uważać inaczej. Niestety ja zmusiłem się do napisanie tego, gdyż wiem jak wielu kretynów z klapkami na oczach bez dystansu do jakiejkolwiek twórczości chodzi po tym świecie.
      I coście się tak tych tabletek czepili? Złe wspomnienia z dzieciństwa? Z imprezy? A mamusia nie mówiła żeby nie brać drinków od nieznajomych? Nie słuchaliście to teraz macie za swoje ;]

  3. Reply

    „Poważanie” wsadź sobie w dupę razem ze wszystkimi pseudoargumentami.

    Z jeszcze większym poważaniem, oczz.

  4. Reply

    Uważam, że jesteś bardzo stronniczy w swoich „recenzjach”, bo zupełnie inaczej oceniasz grupy znajomych, a zupełnie inaczej obcych ludzi. Pozatym nie rozumiem jak mogłeś wgl próbować „recenzować” przedstawienie, w którym sam występowałeś. A tak na marginesie zupełnie, zawsze wydawało mi się, że recenzja powinna opisywać dobre i złe strony w tym przypadku spektaklu, natomiast ty najczęściej pisałeś tylko czy ci się podobało(to zazwyczaj w przypadku znajomych grup) lub kiedy zacząłeś się nudzić, kiedy wyszedłeś itp. Dlatego uważam, że aby wypowiadać się o pracy ludzi, którzy w większości niewiele wiedzą o teatrze i robili to dla dobrej zabawy nie powinieneś używać tak ostrych często słów, tymbardziej, że nie potrafisz ich logicznie uargumentować. Nie chodziło mi o to, aby w jakikolwiek sposób cię zaatakować, tylko sam nie zajmując się profesjonalnie teatrem, nie powinieneś krytykować tak bardzo innych, bo to może zaboleć. Pozdrawiam;]

  5. Reply

    prosto w oczy mu to powiedz, że ci sie nie podobalo internetowy napinaczu a nie robisz jakies recenzje które czyta tylko twoja rodzina i osoby biorące udział w zwierciadłach. kozak w necie pizda w świecie, placa ci za to ze zrobiles recenzje ktora nikogo nie obchodzi ? czy po prostu chciales pokazac jaka tkwi w tobie dusza niespełnionego artysty ? nie napinaj sie tak, wyjdz czasem na dwór zamiast na balkon moze jak sie dotlenisz to ci sie polepszy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s