One takie samotne, oni wciąż sami

Jak to wielcy przeciwnicy 14 lutego rozdymali walentynkowe narzędzie zbrodni i marketingu.Jak co roku, tak i dziś mamy znów do czynienia z walentynkami. Wiadomo było, że ten dzień przyjdzie, ale niczym pusta butelka wódki, stało się to tak nagle…, że gdyby nie poczta walentynkowa z wierszami Mickiewicza, Norwida i Słowackiego, to nawet bym ich nie zauważył. No, może jeszcze kilka elementów społecznych jak obściskujące się pary (chyba ze dwie widziałem) i pochowane po kątach dziewczyny, które zasłaniając sobie twarze pokazują nam, jak są dotknięte w ten jeden dzień w roku. Niekochane  nie potrafią cieszyć się 14 lutego tak jak wszystkie zakochane pary i wydać tych 20zł na „Och Karol2”, co by zasilić konto Cinema City i odbębnić obowiązkową jedną, durną komedie polską  w roku. Przykro.

Nigdy nie miałem okazji przetestować mojego związku w dzień walentynek. Zawsze było tak, że albo przed, albo tuż po 14 lutego nie miałem już siły i szedłem na piwo. Idę o zakład, że ani by to nie skróciło, ani nie wydłużyło moich męczarni, jeśli akurat do konfrontacji z dniem św. Walentego w końcu by doszło. Spodziewałbym się pewnie po którejś z nich myślenia w stylu „No weź, kup mi kwiatki, to pokażemy, że jest nam dobrze.” Hehe, pewnie bym tak zrobił – to chyba najlepsza możliwa opcja, której można się podjąć w ten dzień.

Jestem pewny, że mam coś z sadysty pod tym względem. Uwielbiam patrzeć na te życiowe niedojdy, rozczulające się nad swoją egzystencją, w której nie ma miejsca na odwzajemnianie platonicznych westchnień. Jeśli spytasz takiego co sądzi o walentynkach, zaraz wyjedzie Ci, że to komercha, marketingowa bomba i maszynka do robienia pieniędzy. Nic fajnego. Na domiar złego od tych serc chce się rzygać, a sztuczność przecież to samo zło. Rzadko kiedy ktoś palnie, że tak naprawdę to chodzi o brak partnera do świętowania. To jest i tak jeszcze pół biedy. Nikt nie jest w stanie się  przyznać, że nie robi ABSOLUTNIE NIC, żeby to zmienić.

Siedzą i ględzą, urządzają akcje i łączą się w grupki, krzyczące „Śmierć Walentynkom!”. Wszystko po to, żeby pokazać, że kochać trzeba przez cały rok, kiedy oni nie mogą sobie kogoś znaleźć, choćby w tym jednym, podatnym na klecenie beznadziejnych związków dniu.

Ciekawym przypadkiem zdają się być sami zakochani, już zespawani w parę, którzy walentynek nie tolerują. Wystarczy jednak 5 minut poszukiwań na młodzieżowych forach i dowiadujemy się, że fakt bycia w związku nic nie zmienia(!). Możemy być równie nieszczęśliwi, co single. Dla niektórych związkowców 14 luty jest dniem, w którym uświadamiają sobie swoje miłosne łańcuchy i poczucie niewolnictwa. Przez św. Walentego Ania nie może już porozmawiać z żadnym innym chłopakiem niż z NIM, a Kuba nie pójdzie na dyskotekę/osiemnastkę/różaniec bez NIEJ.  Ta data stanowi dla nich symbol zakazów, wyrzeczeń i mąk, to też jak podają niektóre statystyki, walentynki zamiast łączyć, często rozłączają.

Lubię ten dzień. Jest na swój sposób uroczy i pomijając wszystkie nienawistne zapędy mówię wam: kochajcie się. Choćby to miał być szybki numerek akurat tego 14 lutego na cały rok (chociaż to niesamowicie chore, ale nie takie patologie targają światem) – to niech wam będzie. Nie mam nic do stosów karteczek z serduszkami, penisami i cipkami, i z dołączonymi do nich wierszami. Przyzwalam wam nawet zasilać kasy kin, a zwłaszcza kinematografii polskiej. Może pewnego dnia sklecimy narodowo jakiś dobry kawał filmu.

Jeśli zobaczysz zapłakanego znajomego, zdołowaną znajomą i usłyszysz tego pięknego lutowego wieczoru słowa „Nienawidzę walentynek” (tutaj cytat) „(…)pomóż koledze, wypierdol z łokcia.

:).

PS Za ten pogodny wpis i trzy tony dobrych emocji dziękujcie Lennemu Kravitzowi, którego zapodaję na koniec.

PS2 Ja też czekam na walentynkę. Jeśli się do takiej poczuwasz, masz imię zakończone na „a” i masz dużo komentarzy samców pod profilowym  na facebook’u – pisz.

11 comments

  1. Reply

    W sumie odnośnie bezzwiązkowych walentynek to mam podobnie do Ciebie. Zawsze był (i pewnie będzie) to okres kiedy jedyne na co mogę liczyć to właśnie wspomniany patologiczny numerek.

    A każdy myślący człowiek szybko zauważa analogię, że im ktoś głośniej drze mordę jak to walentynek nienawidzi, tym bardziej chce 14 lutego dostać po ryju bukietem, albo bombonierką. Gdzie ludzie zatracili zdystansowanie?

  2. Reply

    Cudowne myślenie, jakże prawdziwe i logiczne ! Adresowane do każdego, szkoda że nie udostępnione gdzieś na pierwszej stronie, żeby trochę oczyściło sprane mózgi używające słowa „komercha” bo ładne, trudne i fajnie brzmi. Chyba będę częsciej odwiedzać Twojego bloga. :)

    1. Reply

      Mam poważne uprzedzenia co do ironii, to też widzę ją wszędzie… Ale, bardzo proszę wchodzić, czytać i komentować ;)

  3. Reply

    Co tu dużo mówić… dzisiejszy dzień jest swoistym werfikatorem wielu rzeczy. Jednak nigdy z tym się nie obnosi, i prawdziwe wnioski zostawia dla sibie. Czy to jest żałosną „Jedynką” czy dusząca sie pod naciskiem tłoku „Dwójką”.

    Zauważmy tutaj jedną rzecz, wygodnie i łatwo jest po prostu powiedzieć „Śmierć Walentynkom!” niż zrobic cokolwiek w kierunku tego by krzyczeć „Walentynki Co drugi dzień!”

    oj ale jestem leniwy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s