RECENZJA Łabędzia mowa czarnego króla

Chwila zapomnienia i dyskursu nad dwoma konkurentami w oskarowym wyścigu. Z wielką przyjemnością przedstawiam podwójną recenzję „Czarnego Łabędzia” i „Jak zostać królem” z dodatkami o filmwebowej społeczności. Miłego czytania.

Walcząc i prężąc się wśród kaskady komentarzy, lawin spekulacji i ton sprzeciwów dobrnąłem do momentu, gdzie mogę spróbować swoich sił w ocenie dwóch tytułów aspirujących do Oscara. Mowa o Jak zostać królem oraz Czarny łabędź. Filmową „ucztę” z Johnnym Deppem i Angeliną Jolie w „Turyście” pozostawię dla mniej wytrawnych (nie ujmując nikomu) koneserom kina spadających gwiazd*.

Ten rok w moim filmowym kalendarzu miał okazać się przełomowy. Dołożone starania i oszczędności czasowo-pieniężne zrealizowały ów rewolucję i umożliwiły mi wkroczenie w kinowe progi. Skrupulatny proces wyboru odpowiednich pozycji, które mogłyby mi tą życiową zmianę umilić zakończyłem na Oscarowych Faworytach. Jako że stacjonuję w Polsce, a nawet w Lublinie, gdzie premiery nie lubią zaskakiwać i dynamicznie łapać odbiorcę za rękę, a ślamazarnie brną i wychodzą tylko na parę sekund (ustępując miejsca perełkom takim jak Och, Karol 2, tudzież Weekend) miałem utrudnione zadanie. Gdy już upatrzyłem sobie seanse, zarezerwowałem miejsca i udałem się na salę, znalazłem się prawie sam, w średnio dużym pomieszczeniu pełnym pustych krzesełek z 5 osobami pożerającymi popcorn nad moją głową.

Pierwszy do odstrzału miał być film Toma Hoopera z nominowanymi Colinem Firthem, Heleną Bonham Carter i Geoffreyem Rushem. Choć postaci te, prócz Burtonowskiej (wybaczcie za określenie) Heleny nie były mi znanę, uznałem, że warto zmienić komputerowe nawyki i przejść na wielki ekran, a „The King’s Speech” nadawał się do tego wyjątkowo dobrze.

Ukrócając rzecz o wstępie jak tylko mogę, przejdę od razu do wrażeń po-seansowych. Otóż moim zdaniem dzieło Hoopera jest wybitnie poprawnie wykonane. Nie ma tu miejsca na nieprzemyślane uskoki w bok, potknięcia czy rozciąganie akcji. Wszystko przebiega równo i według odgórnego planu, co poza typowo angielskim aktorstwem, trzymającym poziom – potwierdza również oprawa audio-wizualna. Jako subiektywno-prywatną ciekawostkę chciałbym nadmienić, że rola Firtha w tym filmie jest dla mnie na swój sposób wyjątkowa, ponieważ podobnie jak on, dane mi było zagrać na scenie bohatera, który się jąkał ;). Reasumując, film ze wszech miar warty oka każdego kinomana. Uczta wyrafinowania i bardzo ciekawego podejścia do historii. Adnotacja co do gry aktorskiej w trzech słowach: Helena Bonham Carter. I już wszystko wiadomo.


Po niedługim czasie, doczekawszy się premiery „Czarnego Łabędzia” w jedynym kinie lubelskim Cinema City byłem niejako „przygotowany” do seansu. Niestety była to rozgrzewka rozgoryczenia i negatywnych uprzedzeń, którą zaserwowałem sam sobie po zapoznaniu się z komentarzami na rodzimym filmwebie. W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, iż ostatni raz zrobiłem tak idiotyczną rzecz i radzę wam, abyście nie popełniali mojego błędu. Chyba że chcecie popsuć sobie radość z oglądania filmu – wtedy możecie wchodzić i czytać przesiąknięte spojlerami, piętnastymi dnami komentarze, które niszczą wrażenia i powodują rozstroje żołądka. Komu dzisiaj zechciałoby się tępić tych wszystkich rewolucjonistów, którzy filmy grupują według schematu:

1. Głupawy, dla idiotów, niewarty obejrzenia;
2. Głupawy, pozornie inteligentny, niewarty dyskusji;
3. Genialny, dla mnie, czyli dla wszystkich warty stukrotnego obejrzenia, wersji kolekcjonerskiej i 10/10 z tylko mi wiadomych powodów. Nie uznanie mojej recenzji równa się wykluczeniem z kinofilskiej społeczności, dożywotnim celibatem i biczowaniem przed portretem Scorsese, De Niro i Marlona Brando.

Właśnie Czarny Łabędź, mimo wielu rzetelnych dyskusji, które zostały poruszone na jego forum – uznany został za pozornie inteligentny. Sama jego realizacja zaś postrzegana jest przez niektórych jako czysty żart z widza, a Darren Aronofsky, reżyser Black Swan rzekomo przez całą rozciągłość filmu kpi z inteligentnego widza. Bo kiedy widz przyćmiony lesbijskimi scenami Natalie Portman z Milą Kunis zastanawia się nad jedenastym dnem, producenci po cichu wyjmują mu zielone, szeleszczące papierki z portfela. Nie czułem się, jakoby ktokolwiek ze mnie kpił, a tym bardziej mnie okradł. Film odebrałem po swojemu, a Aronofskiego podziwiam za całą jego twórczość. Można?

Słowami zakończenia chciałbym się podzielić wrażeniami z „Czarnego Łabędzia”. Serdecznie polecam lekturę artykułu Jakuba Sochy na filmwebie pt: „Szaleństwo i Przesada. O kinie Darrena Arfonofsky’ego”, w którym autor wypowiada się na temat najnowszego dzieła tego reżysera. Z moich, czysto subiektywnych i niezanieczyszczonych przez osoby trzecie reakcji na film, dodam, że zachwyciło mnie przede wszystkim ujęcie przestrzeni. Uwielbiam zabieg prowadzony przez Arfonofsky’ego, dzięki którym ogranicza on świat głównego bohatera do ciasnych środowisk. W przypadku „Requiem dla snu” było to mieszkanie, kawałek ulicy i melina, w „Czarnym Łabędziu” to sala prób i dom Niny. Dzięki temu uzyskujemy przestrzeń fermentu i tło dla szaleństwa, które niczym zacieśniające się ściany doprowadza do obłędu bohaterów.

Zarówno „The King’s Speech” jak i  „Czarny Łabędź” zasługują na kinowe obejrzenie. Podkreślam słowo kinowe, choć wiem, że wielu zerżnie te filmy z Internetu. Malutkim sentymencikiem obdarzam oba obrazy i dzięki pracy włożonej w ich realizację zapadną mi głęboko w pamięć. Czekam na „Prawdziwe męstwo” braci Cohen, a tymczasem uderzam do „Fargo” rodzinnego duetu z zachodu.

Pozdrawiam i dziękuje za lekturę

Oczz’ek.

Spadające Gwiazdy – po więcej zapraszam do konkretnego artykułu Michała Walkiewicza pt: „Hollywoodland Spadające Gwiazdytutaj.

6 comments

  1. Reply

    jakoś mało konkretów, chyba. gdybym nie oglądała pewnie byłaby to zadowalająca recenzja, która uchyla, a nie opowiada. ale ja chcę się dowiedzieć które jest lepsze, które ma dostać oscara!

  2. Reply

    Jak zostać królem ma dostać, bo tam jest Bonham Carter, Portman niestety musi jeszcze poczekać.

    Recenzja uchyla bo, ma uchylać. Uchylam tylko tyle, bo polecam więcej, a oba są tego godne :)

    Pokusić się o więcej to pokusić się o spojler, a to niewybaczalne.

  3. Reply

    Fanboy’e Helenki łączmy się!

    Mam pare rzeczy do powiedzenia:
    -Na piwo nie chodzisz, a kase w kinie przepierdalasz!?
    -Chcę obejrzeć te filmy :/
    -Twój blog jest pozornie inteligentny ;]

    1. Reply

      Zrób sobie w końcu konto na wordpressie, będziesz się ładnie prezentował w statystykach komentarzy, mój fanboy’u ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s