Po co komu blog

Na pewno zastanawialiście się kiedyś, po co my, blogerzy, lub oni, blogerzy tworzą blogosferę. Nurtowało was pewnie również pytanie, dlaczego wy tego nie robicie albo, co zrobić, byście w końcu zaczęli tworzyć cokolwiek. Dzisiaj właśnie o tym.

O czym pisać?

To według wielu podstawa bloga. Tematyka. Przyznaję, wiedzieć, o czym pisać i mieć świadomość, że jest tego wystarczająco – to już połowa sukcesu. Zostaje tylko znajomość tematu, który chcemy poruszyć i chęci. To wszystko. Jeśli interesuje Cię obijanie słupów telegraficznych futerkami rudych zwierzaczków i znasz metody, które mogą pomóc kolegom po fachu – masz już szkielet swojego nowego bloga. Pozostaje Ci tylko ująć to w zgrabne słowa, zdania i dorzucić coś specjalnego, co by zagrzać do boju nadchodzących czytelników.

Mój blog przypomina bardziej utylizator, który chce czy nie chce, to i tak przyjmuje, niekiedy z bólem, wszystko, co mu narzucę. Czy jadę po was jak po burych sukach, czy staram się w was rozpalić miłość do otaczającego świata, wordpress ani piśnie. Nie może mi nawet cenzurować notek, ani zabraniać wstawiać zdjęć z dziewczętami, które Pinokio nie spławia tekstem „Ej mała, to, że jestem z drewna, to nie znaczy, że latam za deskami”. To piękne i odkryłem to specjalnie dla was. Ostrzegam jednak przed wrzucaniem dupeczek poniżej 18 wiosen. Podobno to coś związane ze złem i występkiem (atomówki w obcisłych sukieneczkach i pończochach?).

Jak pisać?

Pewnie mi nie uwierzycie, ale dziś, żeby być oryginalnym nie wystarczy ciekawa tematyka. Trzeba się popisać stylem. Inaczej możecie zapomnieć o płomiennych glosach nienawiści lub miłości, które spotykają tych obdarzonych lekkim piórem i ciężkim charakterem. Blogerów z pierdolnięciem, wytrwałych i mocnych graczy, którzy nie wrzucają jednej notki na półtorej roku i dzień w dzień sprawdzają słupki statystyk z myślą „a nuż mi drgnie ten słupek?”.

Dobra, macie swój własny styl, swój genialnie zmodyfikowany layout, wystrój graficzny, nick i tematykę, aż tu nagle… pojawia się kolejna przeszkoda. „Ale jak to?! Przecież już nic na świecie nie może mnie powstrzymać!”. Może. Nawet już kiedyś o tym pisałem, bo chodzi o cipki, które zrzynają/wzorują się/inspirują się Tobą. Nazwijcie to jak chcecie. Zapaść osobowości, cipkowaty charakter, albo myślenie, że Internet uchowa ludzi, którzy kradną całe notki, podpierdzielają pomysły i chcą na tym wyjść na plus. Jeszcze zdzierżę, jak ktoś użyje takiego samego theme’a, z domyślnych, ale włącza mi się pierwotny instynkt polskiego kosyniera, kiedy ktoś pierdolnie sobie blogusia, z co drugim zdaniem zerżniętym ode mnie. Co do podwalania tematów, to chyba oczywiste?

A po co Ci ten bloooog?

Za każdą jedną osobą, która weszła na mojego bloga i na każdego innego, leci to pytanie. W niezmienionej formie. Po co ja piszę, co mi to daje, jakie laski na to lecą, ile mi płacą, co chce przez to osiągnąć, nad kim chce się wywyższyć, czy to mi powiększa penisa i czy przez to w końcu dorosnę i stanę się kandydatem na męża. Czy jeśli prowokuje, to dlatego że mam kompleksy. Czy jeśli gadam o rudych włosach, to dlatego, że sam własnych nie myje albo kręcę w betoniarce. Czy jeśli piszę o dziewczynach ze wsi, to dlatego, że sam w takiej mieszkam i mam kompleks Zbigniewa. A czy aby na pewno w notce o miłości to ja mówię serio, bo na takiego nie wyglądam.

Tak, te i inne pytanie wryją się każdemu w baniak i potem każdemu trzeba tłumaczyć, że pomiędzy oczkiem z bloga a oczkiem z gg i oczkiem z prawdziwego życia jest tycia różnica. Że tak naprawdę to oni mogą rozumieć sobie to jak chcą, że jak im się nie podoba, to mogą nie czytać. Pozornie oczywiste sprawy, typu:  „to tylko blog” – odchodzą z pierwszego planu i pojawia się wojna z obrońcami uciśnionych i złodziejami dusz w postaci blogerów. Z czasem wyrabia się zbawienne podejście, które osoby trzecie wykrywają, jako „mamwyjebanizm” tudzież „cynizm niedojrzałego zakompleksionego etc.”., Czym prędzej się tego wyzbędziesz i zaczniesz robić swoje z myślą, że robisz to dla tych, którzy chcą Cię czytać i podoba im się to, co robisz – tym lepiej dla Ciebie.

Ale wiesz, mi to by się nie chciało.

Teraz pora na prawdopodobnie najczęstszą reakcją na twórczość w każdej postaci. Też to kiedyś słyszałaś jak nasiedziałaś się i do zarąbania próbowałaś coś stworzyć, udało Ci się i to zaprezentowałaś? A może Ty spotkałeś kogoś, kto tak rzekł, kiedy zobaczył Twoją, ciężko wykonaną pracę? Tak reagują ludzie, którzy potrafią tylko podziwiać nie dostrzegając prawdziwej idei. Klapki na ich oczach pozwalają im tylko dojrzeć pozorny ogrom pracy bez satysfakcji. Siedzą na dupie i przeglądają, cieszą się, płaczą i nic poza tym. Czasami trafi się jakiś idiota, który wchodzi, czyta i pierdolnie jakiś moralizatorski wywód, po czym wróci do poprzedniej pozycji i jak pieprzony troll – czeka na reakcję.

Takie przypadki są oczywiście zgoła nieszkodliwe, aczkolwiek denerwują i prowokują, jak popadnie. Pół biedy, jak taki dopadnie Cię w Internecie. Naprawdę.

Twórz.

Póki możesz, póki masz czas. Jeśli barierą jest ekran monitora i pół metra od narzędzia, które służy tworzeniu – zmuś się. Pamiętaj, że zostanie po Tobie to, co stworzysz, co własnoręcznie przetransformujesz używając nieograniczonej mocy twórczej, którą zostawił Ci Bóg. Wykop talenty i rżnij wszystko, co się rusza w procesie tworzenia, który, zapewniam Cię – jak nie ich, to na pewno Ciebie, przemieni i pozwoli Ci żyć, choć odrobinę pełniej.

 

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s