RECENZJA Turysta

Depp, Jolie, Wenecja, szybkie łódki, wino i lasery w koncepcji intrygujących złodziejaszków, złowieszczych gangsterów i zdesperowanej policji.

Stało się, wyszedłem z ciemnogrodu i udałem się wprost na salony Cinema City, by posiedzieć i napawać się Deppem spacerującym po wielkim ekranie. Zanim zasiadłem, dowiedziałem się, że ma koło niego przechadzać się niejaka Jolie. Fanka sado maso, szybkiego seksu z nowo poznanymi koleżankami, nieoficjalnie żonata z Pittem, szeroko znana jako chodzący unicef i PCK w jednym. Podobno tak leczy swoje błędy młodości. Niech jej będzie – myślę – byle tylko nie zasłaniała Johnnego. Niestety, miała czelność.

Dobra, jak już znalazłem salę na którą mam wejść, wchodzę. Wszedłem. Zasiadłem na jednym z tych najwygodniejszych siedzisk pośród lubelskich kin (… ostało się tylko cinema, reszta praktycznie splajtowała, albo ogląda się na stojąco) i czekam. Na początku leci sobie w tle jakaś Kayah, potem reklamy, również polskie. Zatrzymam się przy jednej. „Och Karol 2”. To szalenie zadziwiające jak taka szmira, taki gniot, gwóźdź, pipny wymiot polskiej kinematografii może mieć SEQUEL. Czy moda na kontynuację z braku jakichkolwiek świeżych pomysłów dosięgnęła nawet twórców filmu z papieżem obleganym przez 5 dupeczek i babcię Foremniakową? Oh nie! „Weekeend” jest świeżością proszę państwa. Takiego shitu jeszcze nie było. Tak więc idziemy… w jakimś… kierunku. Przejdźmy do sedna, tematu, źródła, jądra Turysty.

Tuż przed

Nawet jakbym się zamknął w bunkrze atomowym albo odciął internet to i tak dotarłyby do mnie tuż-po-premierowe głosy genialnych amerykańskich krytyków.  Oni potrafią spieprzyć wszystko i wszystkich. Punktem kulminacyjnym była wiadomość, o nominacjach „Turysty” do globów za komedię i musical. Na szczęście mając ich daleko w poważaniu, tym samym nie słuchając iż „Turysta” to strata 20 zł + 10 na bilet w dwie strony, chała i kolejna nieudana próba zrobienia filmu na dwóch kanonach piękności – chciałem w końcu sam się przekonać. Cieszyć się, czy też nie, podczas wstępnych reklam zastanawiałem się i próbowałem skupić nad tym, czego ja się w ogóle po tym filmie spodziewam.

Coś a’la Ocean’s Twelve – rzuciłem sam do siebie – może kawałeczek z Bonda, ale na pewno nie coś z repertuaru Jolie, bo to by było przegięcie. W sumie nie mogłem wspomnieć żadnej dobrej roli Brandżeliny ostatnich paru lat. To było groźne, bałem się o Deppa, że będzie musiał dźwigać cały film (!). A jak jeszcze reżyser i scenarzysta poobcinają mu skrzydła?! Czy będę musiał wyjść w trakcie filmu? Może się mylę, może to tylko plotki… co jak co, będę silny! Dotrwam!

Twardym trzeba być

Żadnych napisów początkowych, ni sloganu „Turysta”, ni skrawków przed fabularnych. Od razu widzę uliczkę w Paryżu, jakiś tajemniczy bus, wypełniony policyjnym, anty-szpiegowskim sprzętem i funkcjonariuszy Scotland Yardu obserwujących Jolie. Tak, widać ją od pierwszej sceny. Od razu przyszło mi na myśl, gdzie nie wstrzyknęła sobie botoksu. Równie dobrze mogli by ją wystrugać i ciągać sznurkiem po kadrze. Jej wypełniona gipsem twarz i tak nie daje nam kszty informacji na temat mimiki. „Emocje? Jakie emocje, ja mam usta!” Nie wspominam już o sposobie poruszania się i całej reszcie wyglądu zewnętrznego, który ponoć ratują kreacje.

Cóż, pora na zarys fabuły. Otóż wszystko kręci się wokół niejakiego Alexandra Pearce’a, cwaniaka, który był w stanie podpaść zarówno gangsterom jak i samym angikom, kosząc masę kasy jednym i drugim, i rzecz jasna uciekając. Wspomniana Elise, dzięki jego rzucanym gdzieniegdzie liścikom zostaje poinformowana o obecności cwaniaka w Wenecji, a z racji, że dla niej „mój ci on”, wybiera się do miasta gondoli, by w między czasie w jeszcze nie powstałą intrygę wplątuje nauczyciela matematyki, turystę, czyli Deppa. Według planu, Frank Tupelo, ów turysta poznany przypadkowo (czy aby na pewno?) miał stać się dla Elise tylko narzędzie, niestety los tak chciał, że biedaczek bez grama informacji będzie targany przez filmową Femme Fatale przez cały film. Bywa.

Nie miętkim

Do momentu spotkania głównych bohaterów, przeciętny widz, spodziewający się rozkręcającej się akcji nadąża i zaczyna się cieszyć, iż właśnie ma przed sobą ponad godzinę dobrej, gangstersko-złodziejaszkowej-uciekanki. Też tak myślałem. Jak już trafili do wspomnianej, w sumie pięknie przedstawionej Wenecji (aż za), akcja zdaje się przysiąść. Wszystko w ślamazarnym tempie się wydłuża, a mnie wkręca w fotel. Miejscami, humorystyczne wstawki zdają się umilić rzucającą we wszystkie strony spojrzenia Jolie, która jest do wyrzygania nudna i silącego się Deppa, który, o zgrozo, gra ciapatego matematyka. Mniejsza o to, że Johnny dał się do tego wcisnąć, ale kolesia odpowiedzialnego za dialogi powinno się ukrzyżować.  Żeby tego było mało, z 20 minutowym opóźnieniem zdałem sobie sprawę z miłosnego wątku, pomiędzy głównymi bohaterami, a Angeliny miałem już kompletnie dosyć do tego stopnia, że wolałem się patrzeć na włoskie perełki architektury, aniżeli na jej porozciąganą facjatę.

Oh tak, miałem to uczucie. Chciałem wyjść. 10 osób na krzyż siedzących nade mną dziamało tylko mordeczkami wchrzaniając nachosy, a ja ciągle nie wierzyłem, że Depp wziął w tym udział. Bardzo ładnie poplątana na początku fabuła stała się do cna przewidywalna, a ja już nie chciałem się dowiedzieć co tym razem zrobi Jolie. W tym momencie biedny Frank palnął „But i fall in love with you” z wyrazem twarzy, który wskazywał, że jeśli tego nie powie, to ktoś go zamorduje. W sumie  rozumiem go, też nie chciałoby mi się całować płatków skóry rozciągniętych na wieszaku. Pojawiły się nawet sceny akcji, do bólu skopane, równie powolne i przejmujące jak reklama Milki ze świstakami.

Warto

Mimo wszystko, warto było wymęczyć się te półtorej godziny dla zakończenia. Aż głupio mi to powiedzieć, ale naprawdę tylko ono jest w stanie ugrać coś dla „Turysty”. Przez pryzmat końcowych scen film zyskuje kilka plusów i poza udaną muzyką (może za nią ta nominacja do globu za musical?) i rolą Deppa pozostaje nieprzemyślany montaż i „gra aktorska” Jolie. Moje plany samobójcze odpłynęły tuż przy napisach końcowych i poczułem się bogatszy o to przeżycie, a męki Brada Pitta i jego role u boku pięknych, młodych, nie porozciąganych kobiet – w końcu zrozumiałe.

Na zakończenie powiem tylko, że jeśli komuś przyszłoby do głowy obejrzenie filmu w kinie poprzedzać zapoznaniem się z komentarzami na Filmwebie, niech nie dziwi się, że nic nie użył. Według intelektualistów i światowej sławy krytyków, którzy grzeją sobie tam miejsce, jesteśmy plebsem i poza naszym zasięgiem jest obiektywne ocenienie jakiegokolwiek kinematograficznego dzieła. Chyba właśnie pluję im w twarz i oceniam „Turystę” na 4 z minusem, gdyby pominąć drewnianą Jolie, a was zachęcam do wytrzymania półtora godzinnego seansu, choćby dla Deppa i końcówki. Czekam na „Czarnego Łabędzia”, najnowszych piratów i „Prawdziwe męstwo”. Tymczasem oglądam „The Libertine” i „From Hell”. Zgadnijcie kto gra główną rolę w tych dwóch filmach? ; )

3 comments

  1. Reply

    Fan-atyk :P

    Moim skromnym zdaniem Angelina nadaje się tylko po to by grzać łóżko (i nie tylko łóżko ;] ) Bradowi, który jako jedyny w ich związku potrafi wyczarować coś przed kamerą.

    A Angie ma usta i cycki :/

  2. Reply

    szczerze ja nawet do kina nie fatygowalam sie na ten film obejrzalam w necie jakies 40 minut i moje pytanie brzmi: „What the fuck is this???!!!” juz nawet konca nie ogladalam…a wzielam sie za ogladanie wlansie ze wzgledu na Deepa =D

    1. Reply

      Ja dotrwałem, chociaż, właśnie jak wspomniałem dystans 40 min jest trudny. Końcówka jednak jest kontrowersyjnie warta wytrwałości.

      Jednakże pochwalam próbę podejścia :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s