PIXAR i magia

Wygładzony i unowocześniony Disney dalej tworzy i będzie tworzył magię, choćby wespół ze znakomitym studiem PIXAR Prawda?

Zwolenników tradycyjnych bajek Walta Disneya, uważanego za krwiopijce i odkurzacza do pieniędzy (i to przez dzieci!), tradycyjnych czyli rysowanych, a nie kompilowanych i renderowanych w programach 3D – tychże zwolenników jest już coraz mniej. Oglądając coraz to nowe dzieła Pixara – studia animacji, które współpracuje z Disneyem, ale nim nie jest (weszło w skład korporacji po prostu zachwycają i zmieniają całą branżę bajek, w ogóle. Pamiętam to jakby wydarzyło się wczoraj: pierwsza pixarowska bajka, jaką dane mi było zobaczyć: „Dawno temu w trawie”. Otwierająca animacja dwóch szarawo niebieskich lampek świecących jedna w drugą i skaczących na żółto niebieską piłkę z dwoma czerwonymi gwiazdkami. To było ich pierwsze dzieło, wykonane w pełni techniką komputerową pt: „Luxo Jr”. Dziś przypominając sobie tą mini animacje (z takich też mini animacji Pixar jest znany, np. „Partly Cloud” albo „Geri’s Game”) śledzę całą swoją drogę z PIXAR’em i zdaję sobie sprawę, że chciałbym robić podobne rzeczy albo chociaż obejrzeć jak najwięcej tych majstersztyków, które obiektywną opinią zdobyły już 21 Oskarów. Hm.

Wymienię teraz i określę się co do kilku z flagowych animacji PIXAR’a, nie wszystkich, kilku, które szczególnie pokolorowały mi dzieciństwo i kolorują nadal, bo przecież według jakichś 88% środowiska, ja dalej mam 7 lat:

Toy Story

Smutny przykład na to, że nadzieje ludzi, którzy prorokowali tej trylogii los Terminatorów się nie spełniły. Dlaczego? Pierwsza część była absolutną rewelacją. Genialny pomysł ze wszystkich stron. Po pierwsze zabawki, po drugie
dzieci, po trzecie średniej wielkości szyld Disneya gdzieś w rogu plakatu reklamującego Toy Story i masa pomysłów daje tak świetny wynik, że trudno było to schrzanić. I nie udało się tego schrzanić. Tak dobrze się nie udało, że aż do trzeciej części zyski utrzymały się na poziomie ~400 mln dolarów. Nie wliczając kolosalnych zysków z samych zabawek przedstawionych w filmie (genialne! robić film o zabawkach, czyż jest lepsza reklama?). Ale, nie podejmę się próby zniszczenia tego akapitu gadaniem wyłącznie o zyskach. Porozmawiajmy o tematyce. Internet jak długi i szeroki, rozległy i głęboki, pełny malkontentów, a już na pewno cyników – naprawdę niewiele jest takich, którzy potrafią wrzucić na sposób poruszania problemów choćby przyjaźni, które odnajdziemy w Toy Story. Zaskakujące. Tak podany kąsek, tak bezbronny i nikt nie potrafi go zaatakować? Można rzec: czary. Z tego co udało mi się wywindować, nawet pornol z udziałem zabawek z Toy Story (Chudy i Buzz Astrall gang bang… ? ) się nie udał. Ludzie zaczęli płakać i czekali, aż wszystko dobrze się skończy.Reasumując od samej jedynki po trójkę, po której obejrzeniu pytałem się sam siebie, czy to aby dobrze, że nie będzie już kontynuacji? Hm, pewne rzeczy należy raz na zawsze zamknąć. Teraz już wiem, że pixarowcy zrobili najlepiej jak mogli, byle tylko coś im się nie poprzestawiało i nie zrobili Toy Story 4: Zmartwychwstanie. Chyba bym tego nie przeżył.

Dawno temu w trawie

Pierwsza ze stajni PIXAR’a w moim kinematograficznym dorobku. Oglądałem ją jakieś 132 razy. Za każdym razem niszczy mnie w inny sposób. Zastanawia mnie problem ludzi sądzących że biedna „Mrówka Z” ma szansę rywalizować z „DTWT”. Oczywiście, że nie ma. Jak wysuszona, brązowa, alienoidalnie wyglądająca poczwarka, która z niewiadomych powodów wdaje się w konflikt z mrówczym prawem może wejść w szranki z niebieską, milusią i zakręconą mróweczką imieniem Flik. Dodajmy do tego wątek wynalazczy, miłosny, przygodowy i idealnie scharakteryzowaną bandę owadów – przekrętów, która cudownie pasuje do polskich realiów – trafniej być nie może. Także, mrówko Zet (jak radio Zet, tym gorzej), nie daj się już puścić na żadnym kanale, chyba, że jest to Polsat, którego nie oglądam i odwal się od „Dawno temu w trawie”. Kwestia dubbingu, jak zawsze w produkcjach PIXAR’a (DreamWorks’a rzecz jasna też) – wyśmienita przez wielka Wu, Igrek, skończywszy na wielkim A. Harry Potter z dubbingowcami jak z zakładu poprawczego, albo z gimnazjum niech się schowa. Nie było jeszcze złego dubbingu u Disneya w ogóle, niech Bozia da, żeby nie było. Amen.

Wall E

Och. Kamień milowy jak dla mnie, jeśli chodzi o bajki. Zaraz po Herkulesie i Tarzanie, od Disneya. W sumie, dość nietypowa produkcja jeśli chodzi o PIXAR’a. Czemu? Bo nie tylko moim zdaniem losy małego robocika o tęsknym, milusiowatym spojrzeniu (geniusz charakteryzacji i animacji w jednym!) umieszczone w kosmiczno – post apokaliptycznym świecie nie nadają się za bardzo dla dzieci. Sam wątek miłosny, iście platońskiej, romantycznej i pełnej kontrastów, z wyśmienicie przedstawioną Evą, również trudno oczarowuję najmłodszych odbiorców. Ja jednak, choć widziałem Wall E-go w tragicznej jakości, zostałem w pełni oczarowany. Nikt jeszcze za pomocą animacji komputerowej i takiej kolorystyki, i klimatu nie przedstawił tak świetnie choćby wątku samotności i syzyfowej pracy Wall E-go. Naprawdę, moim zdaniem to jedna z lepszych części tego filmu, właśnie ta, początkowa, w której robocik układa stosy upakowanych w sześciany części złomu, tworząc z nich piramidę. Wielkim plusem jak dla mnie jest również sposób podania swoistego  eko przekazu, przy którym klęka osławiony Avatar. Gdy słyszę „Ratujmy paprocie!” z ust niebieskich ludzi z ogonami, naprawdę, mniej chce mi się robić cokolwiek, aniżeli po spojrzeniu w te wielkie, niekształtne oczka Wall E-go, czy ekran LCD Eve’y. Suma sumarum: Ci, którzy zniechęceni recenzjami co poniektórych, spodziewających się po Wall E-im bajki dla 6 latków boją się zetknięcia z tym dziełem PIXAR’a – niech się nie lękają. Jeśli chcecie połączenia cudownej animacji z głębszym przesłaniem osadzonym w niedalekiej przyszłości  – Wall E jest kurde blade, dla Ciebie.

Gdzie jest Nemo

Tu krótko, choć odrębnie. Po kilkukrotnym już zobaczeniu Nema w różnych odcieniach jakości – po obejrzeniu tej najlepszej, muszę powiedzieć, że jednak w tej animacji urzeka mnie niebieska toń. Przedstawienie wszechoceanu, oceanicznej fauny i flory, pływających rybek, refleksujących w złotych promieniach słońca śledziach i potulnych pomarańczowych błazenków przyćmiewa problem rodzicielskiej opiekuńczości, dorastania i oddalenia. Co do bohaterów, sam Nemo jest niebywale cienki w porównaniu do Dory, trójki rekinów czy grupy rybek akwariowych. Co jak co, to ulubiona bajka moich siostrzenic, także i za to plus. Nemo mimo swojej bladości i troszkę dziwnego dubbingu dostał Oskarka i wisi na ścianach siedziby PIXAR’a, z podpisem „Te lepsze”. Tyle że tam wiszą wszystkie, które zrobił PIXAR. No nic. Niech wisi, ode mnie jest okejka.

Potwory i Spółka

Ostatnia pozycja z wyróżnionych. Bardzo, ale to bardzo dobra animacja pod względem technicznym. Ustanowiła całkiem nowy standard w grafice komputerowej w ogóle. Osławiona animacja futra tego niebieskawego potwora o milusim charakterze odbiła się wielkim echem po całej społeczności grafików w całym internecie. Ogólnie przyjemny kawałek tortu, warto. Siedząca obok mnie Wikipedia podpowiada mi, żebym nie zapomniał, ze w 2013 ma ukazać się sequel, Potwory i Spółka z numerkiem dwa. No, czekamy. PIXAR w końcu nie raz udowadniał, że potrafi robić sequele, a nawet sequele sequeli.

Reszta

Czyli Iniemamocni, Ratatouille, Auta i Odlot. Choć wszystkie biją na głowę resztę oficjalnej stawki światowych animacji, to jednak najgorsze (z najlepszych) jak dla mnie okazały się Auta – chyba oglądałem jakoś w kawałkach, pewnie dlatego. Potem, z niejasnego mi powodu Odlot i Iniemamocni, ex aequo. Odlot za orgazmiczną animację baloników unoszących dom tego staruszka oraz dźungli w całej okazałości. Iniemamocni, za czarny charakter. Ratatuj – byłem w kinie, znów nie bardzo dla młodszych odbiorców, horrendalnie długie, mi jednak się podobało, chociażby dla czarnowłosej kuchareczki i samego szczurka, którego imienia nie sposób mi jest teraz sobie przypomnieć. Wszystkim wszystko po równo. Każdy inny, wszyscy andrzej. Alleluja.

Maszynka do robienia pieniędzy? Owszem, jak jasna cholera. Ale czy każdy z nas nie buli tych samych banknocików na dużo mniej warte produkcje? Żeby tylko produkcje. Walimy kase bez sensu, zamiast dać zarobić ludziom z PIXAR’a, który robią to co lubią i robią to najlepiej na świecie. Tak, jeszcze jest DreamWork’s, który ostatnio wpadł z najnowszym Shrekiem i starał się podźwignać „Jak Wytrenować smoka” – jeszcze nie oglądałem, jak obejrzę to zrecenzuje. Na szczęście rewanż PIXAR’a w postaci „Zaplątanych” pokazał, kto tu jest górą.

Teraz pewnie oglądacie sobie galerię ze zdjęciami z sylwestra, może dopijacie zwietrzałe szampany, zdajecie statystki kto zezgonował, ile wypiliście i daliście radę doczołgać się do klamki, by na niej chwalebnie odejść, na pewno jednak wspominacie te godziny spędzone z mniej lub bardziej znajomymi i już nie możecie doczekać się tego, co będzie za rok. Ja chyba też, ja chyba też nie mogę się doczekać, choć w tym roku nie poszło mi tak, jak w tamtym. Na orzeźwienie i swobodne przejście do jutrzejszego poniedziałku serwuję wam ten wpis, może choć trochę przesiąknięty magią minionych świąt, których już nikt nie chce pamiętać, bo kojarzą mu się tylko i wyłącznie ze sztucznością uśmiechów i ozdób, może magią samego PIXAR’a, może magią ukrytą w chwilach, kiedy oglądaliście powyżej przedstawione przeze mnie bajki, animacje, dzieła.

Życzę wam, tak od siebie, tak jak ja lubię życzyć, czyli to, czego sam pragnę. Miejcie czas podziwiać, oglądać, smakować i słuchać czego tylko będziecie chcieli. Muzyki, filmów, bajek, książek i świetnych chwil ze znajomymi. Oderwania od poniedziałku do piątku, żeby każdy dzień był popołudniem w piątek, przeplatanym z sobotą i niedzielą. Żebyście wchodzili na mojego bloga i w smak nabijali mi komentarze i statystyki, żebym mógł chwalić się przed samym sobą, jak dużo zrobiłem. W końcu – żebyśmy wszyscy zdali sobie sprawę, o co tu chodzi, albo dlaczego nie warto sobie z tego zdawać sprawę i zacząć robić to, co robić powinniśmy. A, no tak: żebyśmy znaleźli to, co winniśmy robić.

Na koniec: dziś jest niedziela, godzina 14:04, mamy piękne słońce, które lubi ślizgać się promieniami po białym śniegu i tylko czeka, żebyś wyszedł i pooddychał tym świeżym, polskim, nie europejskim, tylko polskim powietrzem. Tymczasem, obyśmy się na tym blogu przeczytali jeszcze za rok, 2 stycznia 2012 roku. Hej.

NA KONIEC, ZLEPEK WSZYSTKICH DZIEŁ PIXARA PO DZIŚ DZIEŃ Z ZACNYM PODKŁADEM. BON APETIT.

KLIK – pełna lista krótkometrażowych filmów PIXAR’a

 http://rapidshare.com/files/34816332/Toy_Story_Soundt

2 comments

  1. Reply

    Bombastic ;] Świetna notka, ale może jestem nieobiektywny bo sam jestem fanem PIXARa i lubię ich produkcje mimo, że reszta post-dziecięcego chłamu przyprawia mnie od mdłości.

    Thumbs up!

  2. Reply

    Postawię na Twoje nieomylne zaplecze obiektywności i też się sobie spodobam. Depp wchodził na bloga i spytany, czy w końcu przestanie mi nabijać wejścia i zostawi komentarz odparł… nie zgadniesz co! „No…”. Tak, z tym akcentem. Eh.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s