Nie zrobię wam osiemnastki

Notka pełna nienawiści, ironii i poczciwego powrotu do korzeni.


Przez ostatnie 2/3 miesiące zacząłem dochodzić do wniosku, że moje osiemnaste urodziny nie będą „osiemnastką z prawdziwego zdarzenia”. Nie będą też „imprezą”, ani „bibą”. Nie po tym co widziałem, nie po doświadczeniach z bywaniem w klubach zamiast imprezowaniem z ludźmi. Stanie w kolejkach, dopraszanie się o VIP-roomy i boska obecność solenizantów, którzy rozświetlali swoją osobą cały lokal, w którym nie było nawet nic do jedzenia – bo przecież to KLUB. To MIEJSCÓWA, tutaj się bywa, a ja chce jeszcze czegoś do jedzenia. No, sory, to w końcu nie wesele, nie? Nie, ale…

Człowieku, tutaj się bywa.

Na palcach u stopy czarnobylskiego dziecka z jedną nogą można policzyć miejsca w Lublinie, w których chciałbym zrobić jakąkolwiek imprezę sygnowaną moim nazwiskiem. Biorąc pod uwagę, że istoty urodzone blisko reaktora nóg się posiadać nie imają wychodzi nam okrągłe, niepodzielne i niewyciągalne zero. Zero miejsc, zero klubów i zero pubo-podobnych melin.

Istnieje chory pogląd, że czym lepszy klub, tym lepsza osiemnastka. Ludzie! Kto, do jasnej cholery coś takiego wymyślił?! Rozumiem, że jeśli wytypowaliby mnie do „Sweet Eighteen” w MTV, przy jednoczesnym posiadaniu tryliona w gotówce – mógłbym się jeszcze nad tym sloganem zastanawiać. W innym przypadku, jak wszyscy dobrze wiemy – liczą się ludzie. Tylko teraz jest problem – ilościowo, czy jakościowo? Okazuje się, że na to też jest metoda i specjalny wzór. Otóż liczba twoich prawdziwych znajomych nijak ma się do liczby zaproszonych na Twoją osiemnastkę. NIJAK! Łatwiej rzec, że decyduje o tym lista znajomych na facebooku. Te śmieszne kwadraciki ze zdjęciami z dołączonym imieniem i nazwiskiem zastępuje nam podejście do kogoś w rzeczywistości i zapytanie „Wpadłbyś do mnie na osiemnastke?”. Zdarzają się również przypadki, kiedy ktoś kto optycznie i realnie nie ma znajomych w ogóle, lub niczym orzechy archaidowe – w śladowych ilościach, to  w dzień imprezy zyskuje ich tyle, ile jest w stanie wypchać salę w najlepszym klubie w mieście.

Twoja wspaniała osiemnastka.

Tłok, masa, multum, masakra, duchota i w dodatku nie znasz tak naprawdę 75% osób, które zaprosiłeś. Wszędzie pozujące do zdjęć dziewczyny w czarnych sukienkach, z czarnymi dodatkami, czarnymi włosami i makijażem. Wszystkie akurat na ten dzień się umyły i wszystkie naraz boją się piana party. Każda myśli:  „Tylko nie to! Boże, mur berliński mojego makijażu zniknie i stanę się facetem, albo cuthulu…albo… facetem cuthulu.Nieee!”. Po jakimś czasie wszyscy zapominają, że istniejesz. Zaczyna się kolejka do ludzi z dowodami, wejściówkami do VIP- roomu (tak, idioto – po wała dawałeś im te wejściówki?!) , ciągle napierdalają flesze. Cały czas pilnujesz, czy ktoś jeszcze nie zarzygał sufitu, nie spalił sprzętu i czy wszyscy aby na pewno są zadowoleni. ZADOWOLENI. To twój pierwszy, środkowy i ostatni cel, najważniejsza rzecz, która musi być zapewniona na Twojej osiemnastce. Dodatkowo ze wszystkimi musisz się napić, potańczyć. Nie zapomnij o chodzeniu co jakiś czas na kolanach do DJ’a, którego sam zamówiłeś, żeby puścił to co Ty chcesz. Nie martw się, i tak to nie będzie ta muzyka, przy której ktoś by potańczył, bo mu się podoba. Nie ma szans.

Nie odróżniasz już, czy to dalej nakurwiają flesze, czy to już dyskotekowe światła. Pojawia się dym, zapominasz, że to taki jebitny efekt i rzucasz się po gaśnicę. Na szczęście nie dobiegasz. Wywalasz się o poprzestawiane skórzane, czerwone, designerskie foteliki, na których leży jakiś kończący swoje istnienie człowiek. Zaczynasz płakać. Ochroniarze rozpoznają w Tobie emo – wywalają Cię z klubu. Dokańcza Cię specjalna dywizja Dreso-Sepów. Zostajesz w bokserkach. Masz szczęście, że nie były z H&M’u. „Kurwa” – myślisz – „Od kiedy oni  znają się na sklepach?!„. Tak kończy się Twój najlepszy, jak dotychczas przez 18 lat – moment w życiu. Może być tylko lepiej.

Domyślasz się, że kiedy coś wymknie się spod kontroli,  w tempie arytmetycznym zewsząd zaczynają wodospadami płynąć rzygi, nagie, mokre od szampanów dziewczyny,  balony, żyrandole, krzesła i obsługa. Obsługa z kijami. Wielka obsług a z kijami i dodatkowymi rachunkami za wszystko, co zrobili Twoi znajomi. Po tym zestawie, niejako powiększonym o wyrzygane frytki – otrzymujesz bon w postaci niezadowolonych min i negatywnych komentarzy na facebooku. I psu o dupę potłuc, nawet nic nie przelizałeś.. oprócz chodnika.  Jeśli jednak udało by Ci się jakimś cudem sprostać…

To nie poświętujesz. Nie zawalisz się jak szpadel, dostaniesz antyerekcji, zapaści i depresji. I tak będziesz musiał płacić kokosy i gówno z tego będziesz miał. Ale, zawsze możesz sobie adnotować, że w końcu bywałeś. Nabywałeś się, posprzątałeś i już. Pfiu! Po wszystkim. Pytanie tylko co Ty z tego masz? Oprócz masy cud prezentów w postaci skarbonek, gumowych penisów (ja pierdole, co to za fenomen, że niezależnie od płci każdy dostaje je w jakiejś formie?!) i kalendarzyków/plakatów/kubków/karteczek/desek klozetowych/płyt paździerzowych i innego gówna z napisem kojarzącym się z osiemnastką, i jakimś frywolnym wierszykiem.

Alternatywa.

Jak już odrzuciłem plan robienia osiemnastki w klubie, przy natłoku tryliarda osób, których szczęście mam w dwunastnicy – zamierzam w ogóle osiemnastki nie robić. To dziwne, jeszcze niedawno temu dziwiłem się ludziom, którzy nie chcą organizować tych cudownych życiowych imprez. Myślałem, że to głupota nie udokumentować wspaniałego dnia z wszystkimi możliwymi znajomymi jakich mam, miałem i będę miał. Nie wspominając o hektolitrach alkoholi całego wszechświata i końcowego zgona na suficie. Musiałem się przekonać, kilka razy przejechać i na szczęście dojść do wniosku, że ani mi to pasuje, ani nie byłoby mi z tym wygodnie. Nie wspominając o tym, że to nie byłaby moja osiemnastka.

Jeśli naprawdę chcesz, żeby o dniu, który datuje się na 18 lat Twojego chodzenia po tym okrutnie fantastycznym świecie mówiono w mieście, wsi, na facebooku i onecie – zrób sobie tą zasraną osiemnastkę w największym, najdroższym klubie w mieście ( bo to jedyny powód, dla którego mógłbyś to zrobić), w którym nikt nie będzie miał dostępu do alkoholu*, a jeśli będzie miał, to spotka Cię zaszczyt mojżeszowego Morza Rzygowego. Zgadłeś! Będziesz mógł za pomocą swojej laski rozstępować akweny napitych lasek, ich staników i zupy z ich śniadania – bo… nie będzie co jeść na Twoim pieprzonym living dead party! Eh… Jak już zdasz sobie sprawę, że urządziłeś Bal Sztywnych – zadzwoń, nie pomogę, opierdolę i odprawię.


* To już absolutnie zakrawa na oskara za najlepsze posunięcie w organizowaniu imprez. Jeśli naprawdę istnieją ludzie, którzy robią jakąś bibkę ze sloganem „Bawmy się bez alkoholu, bo… tak!”, to niech skierują swoje kroki w stronę najbliższej plebanii. Proszę was. Pomijając fakt, że organizując osiemnastkę, zapewnia się bar, który od lat 18stu lat nie jest – chyba, że BARDZO chcesz kupować wszystkim modne drinki, do momentu jak przestanie Cię na nie stać, albo… Twoich niezadowolonych znajomych. Oh, how saad!

9 comments

  1. Reply

    To nie jest złe wyjście, żeby nie robić osiemnastki. Moja była chujowa, gdybym miała drugi raz decydować, to zaprosiłabym garść znajomych na piwo do knajpy i to byłby finisz. Moja siostra robiła kilka lat później w tym miejscu co ja (ale to było dalej w czasach przed fejsem) i akurat jej była niezła (odpadł problem kto komu łomot ma spuścić, metale dresom czy na odwrót).

  2. Reply

    ja tlyko raz skorzystalem z fejsaa do imprezy i hmm kupilem bilet wpadam na impreze ;p jak zobaczylem ile tam jest dresow to pierdolilem to i wyszedlem xD lepsza byla biba w busiejak wracalem ;p a co do 18-tek to hmm najlepiej zrobic pozapraszac a potem tlyko „miec wyjebane” na wszystko i sie bawic ;D

  3. Reply

    18-stka w stylu „MY SWEET SIXTEEN” jest do dupy. Kompletnie poroniony pomysł dla rozpuszczonych, bogatych dzieciaków które nie mają co zrobić z kasą i uważają się za jakieś gwiazdy zapraszają huj wie ile „znajomych” których tak naprawdę nie znają.

  4. Reply

    po waszych komentarzach widać, że jednak przeważają głosy ujemne. Ktoś jednak musi zasilać te szeregi i kolejki walące na 18nachy całego świata

    Niedługo musze napisać coś o weselach

  5. Reply

    Ja niestety swojej nie pamiętam… bo dość dawno to było… teraz czasy się zmieniają… i jeśli ktoś, nie chce to nie. A propozycja 18 bez %. Popieram.

  6. Reply

    Oczz ja nie powiem z kim zrzucałem się na ZAJEBISTY prezent na 18, która odbywała się w ultramodnym KLUBIE ;]

    I tak się schlejemy w Marcu ;]

  7. Reply

    Tak, ale doznałem olśnienia. Musiałem empirycznie dowieść kijowatości tych osiemnastek i.. dowiodłem!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s