It’s piękne

http://www.youtube.com/watch?v=LVY16_Jf8qM&t=0m37s
piosenka do tekstu.

Zamykam oczy. Błękitna z lekkości bryza porusza kosmyki jej włosów. Chmury odsłaniają złote promienie słońca, chyba tylko po to, żeby zaznaczyć jej mgławą sylwetkę. Uśmiecha się. Lekko zmrużone oczy odbijają białe bałwanki fal. Szum zakrada się od tyłu i rozkłada wśród powiewów ziarenka piasku. Małe,mieniące się, złotawe punkciki.

Sięga ręką wgłąb suchego pyłu. Piasek przesypuje się między jej palcami spadając i uderzając miękko o jej delikatne uda. Leciutki szelest sypiącego się złota zdaje się ich usypiać. Dotyka jej ramienia. Sunie palcem w dół gładkiego ramienia wodząc wzrokiem po bajecznej karnacji. Ona śledzi jego wzrok. Subtelnie wzdycha i kładzie się koło niego. Mankiet jego białej koszuli otula i muska jej policzki. Tańczą. Wśród smug białych błysków i karmazynowej sukience, przysłaniającej jej rozluźnione ciało.

„Wiesz?” – szepnęła łagodnie spoglądając na jego usta. Spojrzał na linię horyzontu kołyszącego się w toń seledynowych kresek wody. Nie odpowiedział. Patrzył w linie wody wdzierającą się na ciemniejący i jaśniejący na przemian piasek. Tylko kąciki jego ust uśmiechnęły się delikatnie.

„To ten moment” – pomyślał, przenosząc spojrzenie na jej kremowe policzki. „Teraz właśnie słowa, w których mógłbym ją określić nie mają absolutnie żadnej mocy. Ani znaczenia.” Jak gdyby odczytawszy jego myśli, powoli podniosła powieki. Każda sekunda zapadała w swój, własny zakątek pamięci. Każde mrugnięcie wytaczało nowy wymiar, nowy świat.

Flaga, powiewający kawałek błękitno złotego materiału powiewał pod nimi.

Szkoda. Szkoda mimo wszystko. Mimo to, że trudniej pamiętać nie móc z powrotem tam wrócić. Wrócić do morza, do gór, do nowozelandzkich okruchów piasku. Do zieleni drzew, do szelestu jej włosów w jego palcach. Do ust, które były końcem świata. Ust, które jak na złość komponowały się z sukienką kontrastującą z łagodnymi barwami krajobrazu. Tęcza przeciwności, cała paleta światłocieni, tony barw, półcieni i nieskończoność szczegółów rysowało mu ją, taką jaka mogłaby dla niego być, gdyby była. Chciałby zejść z tego fotela, poczuć się tak niewinnie, a jednocześnie zdecydowanie. Nie słyszeć, że uczucia są dla słabeuszy, że dla niej się liczą. Że dla niej są wszystkim, tylko dla niej. Nie chciał być rozumiany przez absolutnie nikogo, poza nią. Tylko jedna interpretacja jego gestów, ruchów jego brwi i dźwięków strun. Tylko jeden, subiektywny.

Oddać się obiektywizmowi i im, czy popaść w marzenia. Kończyć. Nie słyszeć „To zbyt piękne”. Krzyczeć „To mi się należy”.  Kończyć nigdy nie zaczęte bajki, które spełniają się w książkach, przy cudownej muzyce. Nie musieć tłumaczyć się z nastrojów, nie mieć powinności tłumaczenia czegokolwiek. Tylko spojrzenie, od którego zaczyna się cała ona. Tak, aby nikomu już nic nie musieć ukazywać. Dokładnie tak żeby w końcu pogodzić się z faktem, że on, jak mało kto, oszukuje się, że nie potrzebuje nikogo.

Obiektywizm jest obiektywnie nieobiektywny. Wiesz?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s