Z kronik życia gangu wiejskiego

Bo każdy z nas chciałby kiedyś być gangsterem albo dziewczyną gangstera. Chłopakiem też. Miał na imię Tomek. Miał, bo teraz już nie istnieje, przepadł, został ewaporowany – zlikwidowany, nie ma go, nie było i nie będzie. Zdradził. Zdrada jest zła. Zdrada boli, zdrada kąsa i nie daje spokoju. Zdradą może być wszystko, zły gest, zła odpowiedź, brak odpowiedzi, brak reakcji na ataki. Ataki na gang.

Bo Tomek był w gangu. Nie, nie mafii, tylko gangu. Ale zawsze chciał w niej być i tak jak Don Corleone sterować, rozporządzać, dzielić, mnożyć i pukać. Wszytko, wszystkich i wszędzie. Miał wszystko co potrzeba początkującemu gangsterowi z ambicjami na Wielkiego Dona. Miał teren, miał ludzi, miał mieć dziewczynę, pieniądze i sławę. Jedyne czego nie miał to doświadczenie w tej branży, ale, do cholery – musi je na początku zdobyć – tak właśnie myślał Tomek.

Kiedy to w latach trzydziestych by wtopić się w tłum szarych, nie zrzeszonych przestępczo ludzi – wystarczył kapelusz i brązowy prochowiec, tak dzisiaj, kiedy moda jest bardziej zmienna od dozowanych trzęsień ziemi na Haiti – zadanie nie było takie proste. Tak, bo trzeba było się wtopić, by zyskać rangę mafiozy, gangstera, który dzierżąc spluwę rozdawał karty w całym mieście.

Niestety, Tomek miał od początku pod górkę. Ani nie wiadomo jak ani w co się wtapiać. Ale zaraz, po jakiego wała się wtapiać? Dzisiaj przecież każdy jest oryginalny… i tym sposobem Tomkowi wypadło z głowy coś takiego jak mafiostwo. Od razu wskoczył na jego zdaniem „głębsze” wody, stał się członkiem gangu, a nie gangsterem. Cholera, tożto jest różnica!

Co za tym wszystkim poszło, wiemy doskonale. Gdyby to było Los Angeles, mielibyśmy porządną dawkę czarnej do granic muzyki, samochody potrafiłyby przeskakiwać szlaban w Miłocinie, a dziewczyny nie przejmowały by się swoimi grubymi dupami w imię „sexy butt” i byłoby po prostu SPOKO. Stety czy niestety stało się inaczej i tworząc kulturę, polscy gangsterzy podeszli do tematu trochę inaczej.

Kiedy to w Hameryce mudżyny wyżywają się na funkcjonariuszach LAPD za to, że Ci nie dają im pukać swoich czarnych kobiet i jednocześnie chapać białych ściech w rytmie Snoop Dogga, tyle w Polsce kult nienawiści do policji ma swoje niepoprawne korzenie w realiach PRL’u, gdzie to dało rade być spałowanym przez ZOMO za krzywe spojrzenie na słup telegraficzny. Teraz, wyznawcy nowo powstałego odłamu Neo-pakistańskiego kościoła pod wezwaniem „jem pierogi”/”jedz kisiel”/”jaram pożogę” na 100% tworzą kulturę, która nie wie o co walczy, po co, tylko wie z kim.

No nic, Tomek tego nie wiedział. Może jakbym napisał to wcześniej, przed TYM PAMIĘTNYM DNIEM, kiedy założył JP SQUAD, to by przejrzał na oczy. Niestety, wtedy uświadamiałem rude.

Przechadzając się po Wąwolnickim chodniku, dostrzegając piękno zachodzącego za parkanem słońca, podziwiając sztachety płotu, z których farba nie ma siły już odpadać usłyszałem dziwne dźwięki. To był Tomek, to na pewno on, nikt inny nie posługiwał się tak wzniośle wyrazem „zapierdoliwszy” jak on. Jeszcze trochę, a byłbym pod wrażeniem ile błędów językowych można zrobić, stosując same przecinki. Tomek dawał radę zrobić nawet to. Tak na dobrą sprawę, powiedzmy sobie szczerze, dajecie radę podzielić wypowiedzi wyznawców JP na jakiekolwiek składne części?

„Kurwa, no kurwa, kuuurwa, kurwa kurwa. KURWA! Kurwa kurwa” Uwierzycie, że to zdanie ma traktować o tym, że skończyły się szlugi? Kurwa mać.

Pomyśleć, że życie takiego gangstera jest zwyczajnie najprostsze na świecie. W jego gangu wszystko świetnie się uzupełnia, każdy spełnia określoną funkcję i nawet to, że na 10 facetów nie może przypaść więcej niż 3 i pół płci względnie pięknej nie czyni z nich kółka wzajemnej penetracji. Nikt nie nazwie Cię pedałem, jeśli jesteś częściej widziany ze swoim kolegą na schodach niż z papierosem w ustach, swojego kolegi oczywiśćie. Jezu, nie kolegi, nie, ZIOMA. Sory.
Co mnie trafia? To, że muszę ich słuchać. Kurwa wszędzie, to nawet nie jest żałosne. Trochę mi ich szkoda, bo mogą się w sumie odwodnić, masowo. Stanał w jedym miejscu i chodnik pod nimi przypomina obszar okresowych opadów. Ale, huhue, po dzisiejszej refleksji jaka mnie napadła najbardziej ryję z dziewczyn, które atomowo koło nich krążą. Przytępione elektrony czekające na zbawienie.
Muszę zrobić wywiad z którąś z nich. Proste pytania, niczym z Życia na Gorąco. „Co cenisz w życiu, Czy jesteś szczęśliwa z Grzesiem, Co widzisz na końcu czarnego jak dupa murzyna związku? Czy jest tam światło? Czy twoje ambicje kończą się na wyprowadzaniu swojego chłopaka na spacer, żeby mógł wyregulować poziom śliny w mordzie? Czy chciałabyś zostać łyżwiarką figurową, wygrać w mam talent klepnięcie w dupę od Prokopa i seks z Anną Wyszkoni na trapezie?”
Po tej serii pytań, schowałbym dyktafonik do mojego neseserka z przedłużką, podjął siekierą i zapierdolił ją na śmierć. Dla zasady. Dla takiej samej, jak ona… Dobra, to z miłości.

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s