Słoneczna Psychoanaliza

Czyli jak dać dupy w okienku gg nie widząc nawet o tym, że ktoś nam się do niej dobiera oraz kilka ciekawostek na temat rozmów przez komunikatory o których nie wiedziałeś, że nie wiesz.Rozmowy przez internet to temat tak rozległy, tak srogo zawiły i pomieszany, że rozpoczynając ten akapit staram się go jak najszybciej spiąć do kupy i więcej tak szerokich tematów nie poruszać. Oczywiście, mówiąc „internet talkin’ ” myślimy o czatach, komunikatorach, skajpach, web-sex-wideo-cyber-sex-laskach i całym stuffie odpowiedzialnym za pieszczenie naszych rozbełtanych do nicości mózgów skwierczących przed monitorami. Jedni szukają tutaj przyjaźni, inni chcą stracić dziewictwo, są tacy którzy chcą się zakochać, zdradzić, okraść lub stracić dziewictwo po raz trzeci, albo czwarty. Okoliczności to sprawa drugorzędna, rodzaj i źródło w tym momencie – również, skupmy się na samym komunikatorze.

GG power

Słońce skupia jakieś n-milionów ludzi, co gorsza, nie tylko rodowitych Polaków, imigrantów i ulicznice, ale też obcokrajowców i jest nie do pobicia jeśli chodzi o częstotliwość dziwnych reakcji na pytanie „Masz gg?”. Możesz nie mieć komputera, mamy, psa, a nawet adopcyjnie sprowadzonego dziecka z Haiti – ale musisz, musisz mieć GG. Nasza-klasa, nowa fala na face-booka, lastfm, twitter, konto na sympatii nie wykreślają Cię tak poważnie z życia towarzyskiego jak brak gg. Chodzi o sam fakt posiadania, bo jak wiemy, są osobniki mające po kilkaset nicków na liście znajomych, a rozmawiające tylko z InfoBotem… i to w sprawach pogody.

Ale, nie będę zajmował się tym całym żałosnym plebsem, który czyni mnie tak zajebistym osobnikiem jakim jestem. Nie będę mówił tym razem o świeczkach w opisach gg, wyrażaniu siebie za pomocą animowanych statusów czy pustych „Co tam?” które ostatnio zacząłem sam używać, na przekór samemu sobie. Napisze o czymś, co jest pomijane w większości rozmów na temat tego pomiotu szatana, tego rozbieracza zakompleksionych panien, zapewniacza nagich fotek byłej Twojego kumpla i web-sex-commandera w jednym. Napiszę o psychoanalizie, której możesz być ofiarą za pomocą ludzi z drugiej strony kabla, takich jak ja.

Rozbierz się kotku

Jak tutaj siedzę i popijam moją ukochaną kolę w jeszcze ukochańszej szklance rżnąc się po uszach rejewem w wydaniu The Prodigy, tak ciesze się na reakcje na temat tego akapitu. Otóż, wszystko rozchodzi się o sztukę podejścia płci pięknej i połączonej z tym psychoanalizie, którą nazwałem w jednej ze swoich publikacji na Kenijskim Oxfordzie pt „Jak pozbyć się stanika, bez wchodzenia do pokoju.” Jeszcze trochę to daliby mi za niego jedyną dziewicę w dżungli, oskara i nagrodę Emmy, ale moja skromność mi nie pozwoliła.

Nawet nie wyobrażacie sobie ile można dowiedzieć się o nowo poznanej lasce z fotki, naszej kaszy, facebooka, ulicy, rynsztoku czy nowopoznanej cizi ze szkoły już po 2 minutach rozmowy. Nie ważne o co pytamy, nie ważne co chcemy wiedzieć pisząc o tym. Wszystko rozpoczyna się pierwszym tekstem. Tutaj subiektywnie rozróżniam dwie szkoły. Pierwsza, od normalnego „Hej/Witam/Cześć/Sru/Kekekek” – jeden, dwa, wyrazy otwierające nam wrota do dalszych kołowań. Ta metoda to czysty standard, którego wzbogacanie emotikonami i resztą gówna w postaci spacji, milion kropków i undergroundowych posunięć nie zmienia faktu, że to nic wspaniałego.

Druga metoda, to coś dla koneserów i tutaj tak naprawdę pierwszy tekst nie istnieje. W sumie, zauważyłem to na http://www.omegle.com. Strona na której (na bazie chatroullette) łączysz się losowo z osobą, o której wiesz tylko tyle, że jest na tej samej stronie co ty. Jeśli na owym omegle dostaniesz na początku tekst „asl?” (age,sex,location) – to już na 50%-99% wiesz, że nic z tego ciekawego nie wyniknie. Jebać to, że to może być miły gość, miła dziewczyna, miły pies czy gwałciciel – pierwsze wrażenie było czerstwe jak jasna dupa, spieprzaj. Wnioskując – typowe „asl?”, dla mnie, mega alternatywnego chip boya jest do dupy, to też rozmowę zaczynam od konkretnego, nawet abstrakcyjnego pytania, np ” Co myślisz o próbie analnej 60-latki na promie kosmicznym w stanie nieważkości?” . Proste. Wszystko co trzeba jest zawarte w takim tekście, jak dla mnie, odpowiedź w stylu „yy” dyskwalifikuje ją/jego z miejsca. Nie ma poczucia sarkazmu/humoru/ironii (niepotrzebne skreślić) jaki kocham, won.

To był przykład wstecznej psychoanalizy, którą możesz dokonać z mamą, tatą i siostrą, a nawet z psem. Hm.. z mamą nie próbuj. Z siostrą też.

Kat w szczegółach

Jak już przedarłem się przez pierwszą fazę, po pierwszej, niecnie prostej motodzie, czas na szukanie pierdół, które odkrywają mi idealnie przekrój osobowościowy rozmówcy. Mam kilka rzeczy, które dyskwalifikują potencjalne przypadki. Nie wszystkie z miejsca, niektóre po prostu wkurwiają, po czym przechodzą w stan „z/w and never come back” , które kocham bardziej niż 24calowy monitor.

Duże przerwy w odpisywaniu – pewnie wczoraj dostała komputer, a jeśli nie potrafi szybko pisać i nie jest obeznana z komputerem to nie pogadamy, pewnie jest brzydka i ma odrostu – won.
W każdej linijce stosuje emotikony ze średnikiem, broń borze z małych liter (;/ ;d ;p ;s ;) ) co mnie zajebiście wkurwia (nic nie wspominając o kurewskim i bezsensownym :P / ;P / ;p / :p , za które byłbym gotów wskrzesić Hitlera, Stalina i Heimmlicha. Ludzie, ja pierdole, te emotikony wyrażają mniej niż mina Pawlaka, niż gesty Urbańskiego, program Platformy i żarty Strasburgera. Kocham to jak po mnie jeździcie, bot o coś ZNACZY, ale jak co jebane 4 sekundy, na moje płomienne ody do kurewskości i zła świata dostaje tekst „hehe ;p” to mam chęć wybadać sobie tentnice nożem do masła.

Sarkazmocholicy

Wiecie co jest gorsze od tępych lasek pierdolących w kółko jak ktoś „obrabia im dupe”,  „może ich jebać, bo im zazdrości” i innych typu „Fuck me i’m famous” ? Wiecie co jest bardziej upokarzające i miałkie od antyfanów Biebera, twórców podrób bajek Disneya i galerii na naszej klasie? Osobiniki które nie łapią ironii, nie łapią ciętych żartów i ripost, które wgniatają ich w ziemię. Nie mogą poradzić sobie z jakimkolwiek ubarwieniem języka i kontrolowaniem rozmowy. Zaraz za nimi plasują się Ci, którzy udają, że jarzą, ale w którymś momencie się wykładają – Ci chociaż są słodcy w swoim hujewie.

Serce mi ściska jak jedyny tryb jaki obsługuje 90% mojej okolicy, to taki w którym po każdym ciętym tekście musze mówić „No Brechtaam,żartuje przecież, ej no, żartowałeem”.

Kropka zła, akcent na bezzsylabie

Zagadka, ile wystarczy żeby pokazać swój nastrój na gg bez użycia emotikonów? Ile trzeba się starać, by wynieść swoje jestestwo duchem i świadomym snem ponad sieć internetu i telekinetycznie wykazać swoje emocjonalne rozbicie, swą pustkę i chęć przelotu drogami płciowymi, dotyku erogenicznych punktów ciała i głosu ciepłego głosu wydobywającego się z kobiecych ust, niekoniecznie spoczywających na podłużnej części ekwipunku, w celu pobudzenia życia do…życia. Ile trzeba? Trzeba wiele, trzeba jednej, jedynej pieprzonej czarnej kropki.

Żeby było śmieszniej, kropka to i tak bardzo dobre, leciutkie wyjście bo dla prawdziwych, zaawansowanych graczy takie akcje nie wymagają użycia niczego. Po prostu, jak gdyby nigdy nic ograniczamy użytek emotów do absolutnego zera, a nasz rozmówca jest święcie przekonany, że COŚ SIĘ STAŁO. Od razu pojawiają się pytania „Umarła CI mama?” „Kot Ci się okocił, pies opsił?” „Co się stało?” „Jesteś zły” „Nie weszło jej? Nie doszła? Nie wyszedłeś?”. Gromkie JA PIERDOLE wydobywa się z mojej jaźni gdy widzę takie odłamy.

Ja rozumiem, że jak na ulicy widzicie kogoś kto bez wyrazu twarzy komentuje wasz pierwszy orgazm to macie podejrzenia, czy czasami dzisiaj jego dom nie wyleciał w powietrze, ale please, don’t fuck me in my eyes – jest jakaś jebana różnica pomiędzy gg a żcyiem, SERIO.

Podsumowując, czuje się jebanym bogiem, szanty manty masterem konwersacji komunikatorowej, mój zajebizm przysłania mi dobro innych ludzi oraz problemy finansowe waszych rodziców. Wisienką na torcie byłoby powiedzenie „Mam wyjebane”, ale, płaski tort nie zasłania mi chociaż was. Wisienka mogłaby nie pozwolić mi ujrzeć waszych twarzy, w konwulsjach zaprzeczających samym sobie czytając te wypopciny.

Podziękucie The Prodigy, ciule – jeszcze troche to bym napisał jakąś konstruktywną samoocoenkę pobytu w Norwegii, która (oh, z całym patriotycznym bagażem jaki posiadam) bije na łeb Polskę, Śląsk i Wąwolnice. Niestety. Mają… wszystko, ale o tym w następnej notce.

M. Lofisindier <3

5 comments

  1. Reply

    Śląsk ujdzie. Ale jest już za bardzo polski = zjebany.

    Kalifornia dude. ;]

  2. Reply

    Trafiłam tu jakoś od przypadku i zaczynam dziękować Bogu, że są tacy ludzie.
    Ave Misiu!

    1. Reply

      Ależ, może masz jakieś bogate przemyślenia? Możesz się podzielić :) Nawet prywatnie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s