Wakacyjny żurnal cz.4 NORŁEJ II f.o.t.o.

Tydzień minął.

Piosenka do tekstu

Podróże uczą

Każdego po trochu. Taki np Amundsen, Norweski żeglarz, który chciał udowodnić wszystkim wszem i wobec, że da rade i zacznie latać statkiem, który miał pływać. Dzięki swojemu rejsowi, podczas którego nie przeleciał nawet nanometra dowiedział się, że kasę lepiej wydać na portowe dziwki i zdobycie bieguna niż skrzydła zamiast żagli.

Rocky Balboa podczas swojej wędrówki tam i z powrotem w górę i dół schodów poznał prawdę o życiu. Zajęło mu to chyba 4 filmy, ale w końcu pojął tą tajemnice: łatwiej biega się ze schodów w dół, niż tłucze czarnuchów.

Stary człowiek pewnego pięknego ranka postanowił wypłynąć w niebieską toń Morza Spokojnego by wyrwać jakąś grubą rybę. Nie dość, że nic nie wyrwał, to mało sam nie wyrwał i ledwo uszedł z życiem. Na szczęście magiczna moc dydaktyczna tej podróży dała mu w prezencie stado syren, które frywolnie po kolei przeleciał. Od tego momentu wiedział, że choć jest stary jak stara starej Matki Natury, to jeszcze MOŻE.

Inspirowany milionami przykładów ludzi, którzy pojęli życie dzięki przemieszczaniu się z punktu A, przez X, Y, Z, do punktu B – ja też rozpocząłem swoją podróż. Z mojej kochanej Sandviki, przedmieść Oslo, przelatując przez wszystkie pobliskie wyspy, a lądując na Snarøy’i, wyspie, która jest półwyspem, bo nie jest wyspą – odkryłem to, co dręczyło ludzi mojego pokroju przez miliony lat. Tak, wiem, jestem niepowtarzalny a moja kontrZajebistość winna rozstępować mi Mojżeszowo oceany i kostki brukowe, ale niestety- są tacy jak ja. Oni też jeżdżą rozklekotanymi bicyklami, którymi łatwiej załadować się analnie przez siodłko, niż zmienić przerzutke, o skręcaniu nie wspominając.

Oni też szukali spokoju, też chcieli być samotni i niechciani przez świat. Też chcieli posmakować uczucia wyrzuconego na brzeg rozbitka z coca colą i aparatem jako jedyne środki do życia. Pośród dramatyzmu wszechogarniających chmur, które nie miały pojęcia czy już pójść i ustąpić miejsca normalnemu, niebieskiemu bezchmurzu, czy też zasłaniać mi świat i kropić gównami mew.

Cały-boży-dzień podążałem ścieżkami Pana, utrwalonymi asfaltem i żużlem, pośród Norweskich domków, których ceny zaczynają się od 10 milionów złotych nowych polskich, by dojechać do sedna. Do wybrzeża, które mój mentalny orgazm wrzuciło w sokowirówkę i pozwoliło poczuć się jak Kapitan Cook, kiedy posuwał już trzeci szwadron portowych kurtyzan patrząc na blask zachodzącego słońca jarzący się w obrzyganych żaglach statku „rozkosz”.

Usiadłem. Nie wiedziałem czy wyciągać aparat, płakać, czy się modlić. Patrzyłem tylko na powolnie przetaczające się nad widnokręgiem piorunojebusy, które prezentowały się nienormalnie spokojnie. Spokojne wody fiordu ograniczane z 3 stron wysokimi, zalesionymi pagórkami tworzyły zatoczkę, która nijak odbijała blask chmur zataczających pijane kręgi. Siedziałem, w tych małych, pieprzonych kamyczkach, które nie chciały mnie kłuć i drapać, pozwalając mi się rozwalić jak długi wśród skałek i uciąć komara, pośród tego niespokojnego, skandynawskiego piękna.

Dowiedziałem się, że warto ruszyć i popodróżować.

[dla powiekszenia klikmychą na zdjecia]
 

Latające mewy łapałem na hak od Mini Vana, by potem chwytać je właśnie w takich wykadrowanych, idaelnie kadrach wodnych. Nie dajcie się zwieść, wypychałem ją trocinami całe popołudnie. To, że nie widać żyłki i wszystko wygląda, jakby była w locie, a zdjęcie wykonane zostało z prawdziwym dopieszczeniem i cudem amatorszczyzny, to czysty blef.

Potem, było tylko lepiej. Aby się odwróciłem, zobaczyłem stado wróblopodobnych afrykańskich wróbli z ukraińskim rodowodem. Akermańskie szakale – bo tak zacząłem ja nazywać pozostawiły do sesji tylko szefa, który rozwalił się jak okrągły na całym kadrze i kazał mi zrobić sobie fotę na nasza-klatka, idealnie z widocznymi nowymi soczewkami, które czyniły z jego oczu jeszcze bardziej czarne. W innym wypadku zagrozili mi dekapitacją, kastracją i adefekacją swoich kompanów z powietrza. Poszedłem na to.

Teraz, daj Boziu, żeby jutrzejszy dzień był właśnie taki. Ani jaśniejszy, ani cieplejszy. Dokładnie teki. Nawet kakaowa woda, przez którą nie widać dna z 15 cm może zostać. Daj mi tylko te promienie wachlujące bałwanki fal i rozgrzane skały, kamyczki i nadmorskie trawy. Biegających Norwegów wymorduj i daj mi ich domy. Najlepiej te w malowniczych zatoczkach, własnym molem, przystanią i jachtem, motorówką i Filipinką o zgrabnej pupie i fajnych nogach. Dziękuje.

Tak właśnie. Niebiesko kremowe kontrasty + piaskowy dopełniacz i ciemne wzgórza na horyzoncie, miód malina.

fotorelacji c.d.n.

[dla powiekszenia klikmychą na zdjecie]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s