Wakacyjny żurnal

Czyli garść drobnych zapisków jak dotychczas.

Życie pomagiera

Czyli w zgrabnym uproszczeniu „Przynieś, zanieś, pozamiataj”. Moja ostatnia wakacyjna rola. Wcieliłem się w tytułowego pomagiera, co by podnieść sobie wewnętrzne morale i udowodnić całemu światu, że tak jak niestraszne są mi uliczne kompaniery krótkonogich nastolatek, tak walka z całą ścianą tynku, dzierżąc młot pneumatyczny również.

Dowiedziałem się parę pożytecznych rzeczy, których poza budową nie sposób się nauczyć. Na ten przykład, pewnie nie wiecie co jest największym przekleństwem, złem niekoniecznym i istnym armagedonem dla pomagiera. Nie wiecie, prawda? Otóż, jak do rymu jest to fuszera. Zgodnie z budowlanym podręcznikiem przysłów, fuszerę się odpierdala, a raczej jej się nie odpierdala, bo w takim razie leci się z roboty. Fuszera to przede wszystkim brak porządku (!), istny mariaż, rozpierdol, sodoma i gomora w miejscu pracy. Bardzo, ale to bardzo niechciana rzecz, zwłaszcza u mojego bossa. To też pozostawiony w pozycji a’la „oparty o ścianę, którą rozwalam” młotek równa się = kara dekapitacji, szczota w łapę i jazda pięterko z kurzu. A NIKT nie lubi „pięterka z kurzu”.

Dlaczego? Bo na budowie kurz jest jak dziwki na fabrycznej w Łodzi, wylatuje ze wsząd, wszędzie go pełno, niby go pragniesz,ale po jakimś czasie jedyne o czym myślisz, to o jego zniknięciu. A to nigdy się nie staje. Sytuacja bez wyjścia. Takża zamiatasz do fajrantu. Bajka bez hepiendu.

Jeśli już fuszerę odstawisz na plan trzeci, pozostaje Ci ogarnąć, co dzieje się wokół Ciebie. A co może się dziać? Może się nie dziać nic, a i tak możesz mieć trudności ze zrozumieniem co fachowcy od Ciebie chcą. System nazw to rzecz gorsza niż bariera językowa w małżeństwie. Żonie, choćby była z Kualalumpur zwykła „kurwa mać” da do zrozumienia, że coś jest nie tak, a na budowie zwykła poziomica ma jakieś 11 (słownie: jedenaście !) nazw. Od łaty, poprzez belke, szpade, płaską, jedynke, cienką, bombla po szpachle. Do momentu jak tam trafiłem, wydawało mi się, że umiem znaleźć na wszystko od groma bliskoznacznych określeń. Teraz wiem, że Gienek operujący giętarką bije mnie w cuglach.

Pamięć cwana

Przejdźmy teraz do zauważonej ostatnio bardzo cwanej pamięci, jaką jest pamięć cwana. Tak jak wszystko o czym piszę, owe zjawisko istniało zawsze, ale tylko dzięki moim wielogodzinnym sesjom myślowym pod prysznicem, nabrało prawdziwego, piątego dna z podwójną głębią.

Ludzie pamiętliwi cwanie nie tylko pamiętają to, na czym im zależy, ale też stosują ją w tylko sobie odpowiednich sytuacjach. Twój najlepszy kumpel, który okaże się posiadaczem pamięci cwanej zapamięta wszystko ze szczegółami, tylko po to, że gdy będzie coś od Ciebie chciał, przypomni Ci najlepszy w życiu melanż, na którym przelizaliście tą samą dziewczynę jednocześnie, a kiedy będzie chciał Ci dopieprzyć wyrzuci Ci wszystko to, co dotknęło, a co zrobiłeś Ty. Kulminacyjna fala wspomnień okaże się jednak dopiero wtedy, gdy cały precedens odbędzie się wśród osób trzecich. Kumpel pozbawi się jakichkolwiek pozytywnych myśli, a rozjaśni ciemną stronę mocy. Tak więc nie dziw się jak wyrzuci Ci złoty siedemidziesiąt pięć, które wisisz mu od przedszkola, a o wszystkim tym, co mu pożyczyłeś nie raczy wspomnieć.

Na nasze, moje i wasze szczęście wśród nich, jak wszędzie znajdują się idioci. Idioci nie potrafią odróżnić przydatnych od nieprzydatnych wspomnień i nie dość, że we wszystkim się gubią, to mieszają jedno z drugim. Korzyści z niekorzyściami, zyski ze stratami – wszystko im się pierdoli. Taki osobnik zamiast wyjść na plus przy swoich ziomach poprzez nawpieprzanie jednostce, wpierdoli się po uszy, nie dostrzegając, że ta właśnie jednostka jest go w stanie ustawić wyżej niż cała jego ekipa.

Znacie to uczucie, kiedy przychodzi wam wybierać pomiędzy jedną, zaufaną osobą, a masą ludzi, których lubicie tylko za to, że ich towarzystwo łechta wam ego, a jednostce nie możecie zaimponować. Co więcej, ta jednostka nad wami góruje, ale jest zaufana. Wybieracie masę i wcześniej czy później macie przejebane, bo jednostka wystosowała w waszym kierunku tryb „krzyż pański”. O ile jeszcze jednostka jest wpływowa i charyzmatyczna, macie totalne dno połączone kanałem la manche z waszą sytuacją i zamiast ustawić się w grupie, dostajecie po dupie. Amen.

Dobrze, że ją mam
czyli dziewczyna mojego kolegi.

Albo kolega mojej dziewczyny, bo jak to mawiał Frajerdrom z Zasiedmiolodówkogrodu: „Punkt widzenia, zależy od kąta patrzenia”.

Odwieczne pytanie, jak się ustawić, żeby się nie na męczyć, zamotać, zaliczyć i na półkę odstawić – męczyło wszystkich mężczyzn, męczy nadal i będzie aż do końca świata. Wszyscy się nad nim zastanawiają, jedni myślą, że już wiedzą i działają, inni dalej się głowią i stoją w miejscu. Ci, aktywniejsi idą na księży, popełniają samobójstwo, kastrują się lub wyznają arcyboga gejów, ewentualnie się żenią, lub żyją w wolnym związku. Co większe szare dupy zostają kawalerami tylko do śmierci i  żyją w świeckim celibacie (vel ja).

Ale ale, przecież każdy wie, że pośród trudów życia, nie ma kolorów czarnych i kolorów białych, a są… szarooośći. Czyli stany pośrednie. Tak więc tutaj też muszą być i, uwaga.. są.

Reprezentant stanu pośredniego pomiędzy aktywistą a szarodupistą zostanie kolegą jego dziewczyny. To pewne. Kolega jego dziewczyny dostaje wzwodu na samą myśl, że może jego dziewczynę zobaczyć na środku chodnika i odegrać jedną ze swoich żałosnych do bólu scen z telenoweli „Przyjaźń damsko męske, czyli kulisy jak zaliczyć mamę moich dzieci”.

„Cześć koleżanko!”
„Cześć kolego, schudłeś? Hihi”
„Nie! Hihi. Założyłem pasek.”
„O, to fajnie!”
„Noo, a wiesz…”
„O, Rafałek idzie…”
„O, to fajnie!”
„E, tzn (przekaz podprogowy) wypad!”
„E, to ja lece, pa!”

Kolega jego dziewczyny to twór nadzwyczaj odporny na wszystkie zewnętrzne aluzje, głosy racjonalizmu i rozsądku, a już na pewno głosy ludzi próbujących dać mu do zrozumienia, że jego dziewczyna jest jego, a nie kolegi. Tak oczywista rzecz dla kolegi jest nieprawdopodobna. Wszystko przez jedną myśl. Jedną jedyną myśl dającą idealną porcję nadziei dla kolegi jego dziewczyny. Ta myśl to: „W końcu go zostawi i będzie moja”. Z tym że, ona nigdy nie będzie jego. Jeśli wcześniej nie była jego, nie jest teraz to i potem nie będzie. On nie widzi, że ona jest cwana, bo nie widzi nic, poza nią.

Co na to on 0 chłopak dziewczyny? Kolega jest jego największym wrogiem, bo o ile nie ma on realnych szans na zdobycie dziewczyny, może zrobić rzecz, o której wszyscy wiedzą, ale każdy boi się rozmawiać. Może pozbawić go  bezpowrotnie jej. To cholernie głupie, ale niestety prawdziwe. W imię zasady „Jeśli ja nie mogę, to nikt!” kolega namawia dziewczynę, że jej chłopak ma milion i jeden wad, które dyskwalifikują go w porównaniu z Patissonem, Melem Gibsonem i Russelem Crow’em, o Nicolasie Cage’u nie wspominając. Kolega ma na tym tle ogromną moc, a jeśli potrafi z niej korzystać – już po chłopaku. Testowane, działa zawsze.

Strzeżcie się,  niedługo kolejny wakacyjny żurnal, a w nim mini noteczki, których nie dało się rozrzucić pojedynczo.
Porno, ale kocham taką pogodę, jeśli z okna widzę basen pełen chłodnej, przezroczystej i co najważniejsze mokrej wody. Zdychacjcie.

2 comments

  1. Reply

    Ogółem spox noteczka/wpis…itp. itd ;D cala notka a raczej 2 czesci od dolu przypominaja opis jednej osoby ;D co do przyjazni damsko-meskiej w sumie jak sie to dobrze rozegra to możliwości do istnienia są ;D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s