Ryby w wodzie paradoks

Jak to jest być, czynić, egzystować i… nie wiedzieć o tym jednocześnie.

Założę się, że chodząc codziennie po szarych chodnikach swojej pipidówy i patrząc się na odrastające między płytkami zielone chwaściki naszła was myśl: „Jak to jest z tą rybą? W końcu ona rodzi się w wodzie, żyje w wodzie i umiera w wodzie. W większości. Czy ona wie, że żyje w wodzie i jest taką rybą?” No właśnie podobno nie ma o tym żadnego pojęcia. Co więcej jest przeświadczona, że to my unosimy się w jakiejś czarnobylskiej bańce i mamy na nią prowokacyjny wyjeb,  a na koniec kradniemy jej siostry i braci jej by sie nawpieprzać.

Straszny widok ma owa ryba i jak mówił św. żydowskiej pamięci A. Einstein : „Wszystko zależy od kąta/układu/punktu widzenia”. No więc poza rybą obierzmy sobie nowe kierunki rozważań.

Po co mi mózg?

Po co mu mózg, po co mu jakakolwiek wiedza ponad tą, która zdobywał naraz z respektem i honorem wypisanym dziarą na klacie. Po co mu wartości, po co mu my, po co… no, tyle starczy. Tak – to on, dres. Otóż pytanie stawiany takie samo: „Czy dres wie, że jest dresem?”. Bo skoro tak, to musiałby posiadać dozę autoironii większą niż wszyscy aktorzy Bollywood razem wzięci. Gdyby o tym wiedzieli, na pewno żylibyśmy jako tako, ale po trzeciej już próbie przejęcia władzy nad światem jakiegoś mega dresa, króla dresów, boskiego Adidasa z Ortalionu dzierżącego w prawej ręce wysadzanego brylantami baseballa z przedłóżką na niewiernych. Może powstałby nawet odłam buddyzmu baptystycznego, którego doktryna obejmowałaby składanie ofiar z naderwanych dresiarskich kapturów? Tak mogłoby być i to wszystko przez świadomość bycia dresem. Słabo!

Ale oni o tym nie wiedzą. Na nasze szczęście są przeświadczeni o szacunku kołatającego się między krawężnikami, a ciągłymi dostawami 15stek gotowych usmażyć sobie na czole bekon, byle tylko wsiąść z takim do bagażnika – idealne dresiarskie paliwo.

Jesteś rybą

Ja też jestem. Dobrze mi z tym jak cholera. Co więcej mam tego świadomość i na tym polega paradoks. Mam świadomość, że tej świadomości nie mam. Nie mam świadomości co myślą o mnie ludzie, to też nie mam prawa krzyknąć sobie „Fuck me, i’m popular”, „Walcie mnie kijem po wizerunku, a ja i tak mam na to wyjebane” czy też „Nie robie sobie nic z waszych opowieści za plecami”. To czyni mnie najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem, dlaczego? Nigdy nie miałem sposobności dowiedzieć się o sobie żadnego zdania czy to negatywnego czy to pozytywnego, które nie zamykało by się poza jednym zdaniem.\

Za plecami wal mnie słodko

Mała adnotacyjka. Kiedyś to strasznie mnie wkurwiało, teraz kompletnie mi to zwisa, ale jednak problem istnieje i trzeba go zwalczać. Jak to jest, że ludzi obchodzi zjawisko zwane obmawianiem. Kiedy doda się do tego złożenie za plecami, wychodzi mieszanka wybuchowa. Chodzi oczywiście o obrabianie dupy i durną ludzką wierność i zaufanie. A teraz cycacik o zaufaniu:„Raz nadszarpnięte, niczym żagiel statku 11 Kurew Morskich jest coraz słabszy i przepuszcza wiatr zmieszany ze spermą coraz to nowych marynarzy plądrujących Cipkokręt” (Pało Kolejo – „Ulicznica z Portobello”). Dobrze, że nie miałem nigdy takich problemów. Albo wszyscy mnie kochają, albo tak ich wkurwiam, że wydaje im się, że gorzej mi dojebać nie można. To słodkie.

Jedno zdanie.

Jedno jedyne, np. „niezły facet”, „całkiem fajny”, „jest okej”, „spoko z niego ziom”, „no, ekstra kumpel”, „ej, bez przypału koleś”, „nic do niego nie mam”. Można zrobić sobie taki test, po którym będziecie wiedzieli czy druga osoba ma waszą biseksualną miłość koleżeńską szafkę wyżej niż „bez przypałowa znajomość”. Proste, osoba trzecia pyta Bartka, który wg was jest warty waszego czułego spojrzenia. Osoba trzecia pyta „Co sądzisz o XXX”, a Bartek wyciągając swoje brwi i składając dziąsła do lotu odpowiada mimochodem: „Spoko z niego kolega”. I to wszystko.

Teraz wiecie chociaż, że Bartek albo jest ograniczony społecznie i nie potrafi z siebie wywalić zdania które nie zawiera znienawidzonych przeze mnie słów takich jak spoko, fajnie, bez przypału, ziom – nie to żebym piździł jak ktoś to użyje, ale moim zdaniem te wyrazy są pozbawione jakiegokolwiek wartościowego przekazu. Druga opcja jest taka, że Bartek miał, ma i będzie miał tą cudowną znajomość daleko za otworem odbytu, może nawet w lewej części trzuski. Tam siedzicie sobie w jego systemie wartości wy i czekając nigdy nie doczekacie się słów „Tak, to świetny człowiek. Znamy się od przedszkola, w sumie nie miałem  lepszego kumpla. Nigdy mnie w nic nie wpieprzył, zawsze miał czas żeby wyskoczyć na piwo. Równy z niego ziomek (!)”.

W takim szyku nawet ziomek brzmi dobrze. Ale o tym kiedyś indziej.

To całkiem interesujące, że świat można podzielić sobie na świadomych i nieświadomych bycia rybą. Tak jak dresy, koksy i uboższa w mózgową tkankę populacja nie wie, w czym pływa, tak metalo/goto/hiphopo podobne stwory (bez obrazy, po prostu wyraz mi pasował) pękają z dumy z tego, w czym pływają, jak pływają i z kim. Chwała im za to. Pierdole sub kultury wielką, metalową belką prosto w oczodoły i uszy, ale akurat ich oszczędziłbym jeśli chodzi o hitlerową metodę eliminacji. Niech sobie będą, niech (fachowo mówiąc) szczerzą twarz w imię trzymania i mnożenia więzi. Ryba to ryba.

Bądź rybą

Ale taką, która nie nurkuje, by znaleźć odpowiedź na to, jak Cię widzą. Chociaż teraz, kiedy jeszcze nie toniesz w stosach biurokratycznych stosów kartonów i papierków. Kiedy jeszcze możesz zachować strzępki indywidualności i jeśli możesz…
Natrzyj metaforycznie włosy żelem i wyjdź na świat, jak to czyni dzień po dzień Krystyniano Ronaldiano. To jest gość. Taaa bądźcie pewni siebie, przelećcie kogoś i zdobywajcie świat.

Tymczasem, choć z wielką chęcią poruszyłbym temat „Przyjaźni damsko męskiej”, który przekładam sobie na następną notkę,
żegnam się z wami i radzę: uważajcie w wakacje, bo możecie nic nie zaliczyć. Niczego i nikogo, a to by było strasznie słabe.

6 comments

  1. Reply

    Jestem Metr-Indie-Gothem i jebią mnie wasze prymitywne subkultury ;]

  2. Reply

    Jak już cos publikujesz i chcesz się zaprezentowac SYNKU , to postaraj się o treśc , tresc, tresc, bo to się nie nadaje do strawienia żadną miarą .

    1. Reply

      Nie postaram się, nie rozumiem twojego zacięcia jeśli chodzi o dobre rady, nie podoba się, nie wracaj :)

  3. Reply

    Jak na erudytę przystało potrafiłem wszystkie me przemyślenia odnośnie notki i zawrzeć w jednym, krótkim i łatwym do zrozumienia (dla wszystkich!) zdaniu!

    In your face Anon!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s