Rympajło dżemu wrzos

Siedziałem w opalonym promieniami tej żółtej kulki siedzeniu i skupiałem swoje siły na jednym. Na pospolitej negacji polaczkowego myślenia obracającego się wokół pogody. Ale dziś nie tylko o tym.

TAK. Chciałem wewnętrznie się wkurwić i nie pozwolić zawładnąć myślom, które chciały mi wmówić że jest za gorąco. Byłem już na krawędzi, kiedy wreszcie ta biała śmierć na kółkach ruszyła w górę ulicy Sikorskiego i szyberdach zadziałał. Nie przeszkadzał mi nawet reaktor termojądrowy, który zajmował miejscu tuż obok mnie generując wystarczającą ilość ciepła do pozbycia się pokrywy lodowcowej na Neptunie. To nic, ona ma prawo być otyła. Ma prawo, tak samo jak ja mam się z niej śmiać.

Na szczęście dla takich jak one są cud diety. Cud algi morskie, cud kory z drzew i igły kasztanowca, które zamieniają tkankę tłuszczową w cząsteczki sylikonu wpływając święcie na linię biustu i czyniąc piersi jędrne i jędrniejsze z sekundy na sekunde. Zresztą, tak mówią np. w telezakupach Mango – 3ciej co do wielkości religii na świecie. Zaraz po TVN24 i spotach Komorowskiego.

Co do tych dwóch ostatnich. Wytworzyło się ostatnio modnie duplikowane, powtarzane i wieszane na wszystkich słupkach reklamowych i propagandowych, jednak z lekka przykurzonych twierdzenie: „Media nami manipulują!”. Nie no, kurwa, eureka!

Ale może jednak nie, może jesteśmy świadomi swoich wyborów, a nasza znajomość kandydatów to czysta wikipedyczna wiedza. Może TVN to nie jest zła telewizja, a Bronek swoją cudowną piątkę dzieci obsadzi na nowo wybudowanych pięciu wieżach pałacu prezydenckiego? Tak anarchistycznie rzec można że Palikot to też swój chłop. Nie boi się niczego, nikogo, ledwo słyszy i ma schizofreniczne haluny („ktoś rzuca we mnie kamieniami!”) ale i tak nadałby się na króla, zaraz po Komuchowskim, Sik’orskim, Tasku i reszcie bandy.

Koniec z polityką, wszystko przez ten feralny wyjazd z przystanku dla busów, kiedy zobaczyłem bezwyrazową minę Bronka, która uświadomiła mnie, że nie ma na tej planecie, na ziemi, wodzie, lądzie czy we wnętrzu wulkanów kogoś tak niekonkretnego i pozbawionego rzeczowego języka jak on. Ale, Żydki go opłaciły i napędzają nasze świadome manipulacji społeczeństwo, to keep it goin Brono, keep it goin…

Okej, załączyłem sobie to: klikmychą! i naszła mnie myśl, żeby trochę pozytywistycznie podejść do mojego żywota, tu i teraz, przed monitorem.

Nieusystematyzowanie to mój priorytet, to też rozrzutnie zacznę od moich czytelników,którzy ostro mnie ostatnio ucieszyli wchodząc cały boży tydzień oczekując notki. Kocham was, prawie jak długie kobiece nogi siadające koło mnie w każdy czwartek i piątek. Prawie jak powiew najczystszego w Polsce wiatru, gdzie nie ma pieniędzy na żadną fabrykę, wielbię waszą koegzystencję na równi z takimi tworami jak douszne słuchawki, Heinekena z Nirvaną w tle i moją egozajebistość.

Niestety przegrywacie i długo będziecie padali w szrankach z kobiecymi uśmiechami, które jak przebiśniegi wyłaniające się z puchowego śniegu pokazują się coraz częściej pośród niebywale czystych przestrzeni lubelskich deptaków, zacisznych przysiadówek i zamoyskich korytarzy. Zdałem sobie sprawę, że taki cud uśmiech leczy lepiej niż żywopłot z  choćby tak wysławionych zajebistych ocen jednego dnia.

Oceny. Hm. Dla jednych ból, dla drugich norma, jeszcze dla innych bramka z napisem „Piekło, w wakacje zapierdalamy stary”. Moja brameczka jak co roku przybiera barwy odchodzące w kontraście z odcieniami satysfakcji i spełnienia, toteż popadając w rutynkę wolę oddać się chwili, by pochwili rzucić mój tępy haczyk do planowania i wybiec w przyszłość te przysłowiowe pół dnia. Co widzę?

Widzę zieloną dolinkę, której zbocza obsadzone diamentowymi błyskami kropel wody mienią się dając mi do zrozumienia, że Kochanowski miał rację, a ten turkusowy potok w dole sam do mnie nie przyjdzie i dobrze by było skąpać się w nim przebywszy tą słodką drogę w dół. Najlepiej byłoby się sturlać, fajnie byłoby czymś podjechać. Jednak ja wybiorę spacerek, ustanowiwszy rekord w głowie, że najgorszy jest pierwszy krok – i tak.

Właśnie, w tym momencie, sobota rano – młody, niedoświadczony życiem Piotruś, któremu zdaje się, że włada światem z wszech ram swojego bloga musi podjąć się tak śmiertelnej roboty jak jedzenie kanapek, czy jeżdżenie tym samym busem co inni śmiertelnicy. Trudne jest moje życie.

Na koniec garść marzeń na życie od dnia dzisiejszego (opisane wzorem f(x)=pierdyliard <=> x c (18 czerwca; +oo) ) i poczułem się jak hybryda humanisty z kochanym sorem Mazurem. :)

No więc tak, życzę sobie, dobry Boże, żeby ludzie wysili się czytając moje notki i dojrzeli w nich wszechobecne metafory, pozytywny sarkazm i chęć pomocy światu. Ponadto, Panie proszę Cię, ześlij mi taką, która nie dość, że będzie potrafiła to powyższe, niech jeszcze posiądzie moc sprawczą zesłaną z niebios i wyciągnie mnie na piwo i sesję w Wąwolnicy. O tak. I nawet może mieć dowolny kolor włosów.

Mhm. Jutro też coś takiego wrzucę, luźne notateczki to mój konik.

PS: Dziewczyny, uśmiechajcie się, nawet jeśli nie macie nóg i/albo cycków. Niestety, bez twarzy nie da rady :<.
PS2: Jebusy, kategoria „grucha” nie zdradza moich podsalonowych nowości dot. masturbacji. gosh. Tutaj chodzi o mentalne wyżywanie się, ah ta dzisiejsza młodzież.


3 comments

  1. Reply

    lato! browar! mini!

    life is as fucking good as it is fucking bad

    stała Taal = alkohol*ładne dziewczyny*ładnapogoda dzielone przez ilość obowiązków = stężenie przyjemności w mililitrach na sekundę

    można liczyć na proporcjonalny wzrost natężenia pierwszych trzech czynników.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s