Muzyczne eksploracje

Odcinek pierwszy. Lata małośne, niepozorne początki.

Słowem wstępu krótkiego, okalającego cały, zakrojony serialowo temat powiadam, iż kolejność odwzorowuję chronologiczne moje za mąż pójście z muzyką – szeroko rzecz pojmując. Związek ów trwa do dziś i nie mieści się w żadne ramy hetero, homo, metro czy „na skróty”. I tak, tak to się zaczęło i jestem z tego okropnie dumny, bo dziś wieczorem przypomniałem sobie 7 z tych 10ciu moich pierwszych, wzniosłych utworów. Z powodu iż w każdym facecie egzystuje nutka romantyzmu, a ja kocham wspomnienia – to będzie jak na razie moja ulubiona seria, którą będę przeplatał z normalnymi notkami.

♦ 10 i pół pierwszych kawałków, które zmieniały mój muzyczny świat. ♦

Benny Benassi – Satisfaction

Nigdy nie zapomnę tego letniego dzionka, kiedy wyszedłem z domu i ujrzałem czerwony lakier nowo kupionego Fiata 126p. Ten piękny, karmazynowy odcień ukrywał w sobie sprzęt stereo, jaki w owym 2003 roku ze świeczką szukać i choć nie znałem się jeszcze na rzeczy, mogłem sobie tylko nieświadomie wyobrażać, jak laski rozkładały nogi i sikały po kostkach na widok choćby czarno malowanych wykończeń wewnątrz tego cudeńka. To wtedy usłyszałem pierwsze bity Satisfaction, od których dach razem z podwoziem ślicznego Malucha wydawał się wyginać ku niebu. Zakochałem się w tej piosence, i słuchałbym jej po dziś dzień, gdyby nie… ale to potem. Teledysk znany na bank, oficjalnie to pierwszy mój muzyczny orgazm i chęć podbijania świata, właśnie przy bitach Benassiego.

Gigi D’ Agostino: Blablabla

To było jakoś dwa, może trzy lata po pierwszej ekstazie związanej z wybuchającymi membranami w głośnikach i ogólnie rzecz okładając „umc umc umc” – jedynego słusznego gatunku, poza którym świat nie istniał. Nie mogę przestać płakać ze szczęścia, że nie miałem wtedy internetu i zestawu do nagrywania filmików, bo wtedy świat nie zobaczyłby tych dwóch dzieci z Prypecia tańczących do Crazy Froga, tylko mnie, przy tym kawałku D’Agostino. Błogie machanie głową i łapanie rytmu do świetnego teledysku pewnie podbiłoby świat, ale że wszystko zostało w wiejskim Bum Boxie i na moim podwórku, nie mogłem podbić nawet Hollywood. Po dziś dzień, ogromnie mocarna pozycja.

Freestylers

Moja miłość rozwijała się coraz prędzej i z dnia na dzień przybywało mi muzycznych one night standów. Może dlatego nie pamiętam więcej pomniejszych techniawkowych kawałków, ale ten zapadł mi w pamięci. Wszystko zaczęło się od bilarda z lokalnymi młodzikami i katowania Vivy, której jeśli się nie wielbiło, to trzeba było iść do kogoś, kto ma MTV, a tam znowu jakieś Madonny czy inne Nirvany, ble. Kolejna niezapominajka, która subtelnie uderza mi się o banie, to moment analizowania pierwszych gitarowych dźwięków i zastanawianie się z kumplem, czy to jest możliwe do zagrania na gitarze, a jak tak – to kiedyś podbijemy świat grając Freestyler’a. Póki nie obejrzałem teledysku – miłość na zabój.

Sounds Of San Francisco

Nie wiem już dokładnie, kogo była pierwotna wersja, ale bit znajomy. To była pierwsza piosenka, którą pozwolono mi puścić w domu na cały regulator. Dziwie się tylko, że byłem wtedy jedynym w klasie fanem techniawki, ale cóż – na dyskotekach pośród hot 40, pań nauczycielek leciały Smerfne Hity, byłem kimś.

Gunther-ding ding dong

Z tą piosenką są jaja jak nie wiem co, bo ani nie pamiętam kiedy ją pierwszy raz usłyszałem, ani gdzie. Jedyną ciekawostką jest to, że to było jakoś wespół z moją pierwszą, gorącą, cholernie romantyczną i jak przeważnie to ma miejsce w wieku „Dziewczyny som gupie” – nieszczęśliwa. Starsze palanty próbowały mi wytłumaczyć symbolikę słów, począwszy od „ding” aż po „you touch my talala”. Wyobrażałem sobie jakąś kosmiczną broń, miecz świetlny albo spluwę, której nie idzie tknąć ręką śmiertelnika. Minęło milion lat, zanim zrozumiałem, co mieli na myśli.

Trio – Da, Da, Da

Była kiedyś taka reklama pepsi. Ja nie wiedziałem nawet jak nazywał się ten ciemny koleś, który nad wszystkim skakał, a najlepszy na świecie był Ronaldo. No może tego blondasa, co go było pełno w kioskach poznawałem. W jakiś sposób dotarła do mnie ta piosenka. Nie mogłem jej w żaden sposób sklasyfikować, ale nie wiedzieć czemu tępe „Da Da Da” i melodyjka w refrenie, oprócz jedzenia, biegania, budowania baz z patyków i liści, była najbardziej hot.

Jeden Osiem L – Jak Zapomnieć

No, prawie wstyd się przyznać, ale takie czasy. Jeśli się chciało chodzić na dyskoteki dla starszych klas w podstawówce, nieznajomość tej piosenki, to jednocześnie strzał w kolano, kop w jaja i wydalenie ze społeczeństwa. Nie wiem jakim cudem nauczyłem jej się dopiero w trakcie i nikt nie zauważył. Potem było z górki, chociaż mnie to nigdy na szczęście więcej nie ruszyło. Co by nie było, ta piosenka wprowadziła mnie w kolejny nieszczęśliwy romans, po którym zdałem sobie sprawę, że lepszym gruntem pod związek jest krycie dachu papą niż Hip Hop, co wyznaje po dzień dzisiejszy.


Arash – Boro Boro

Jeden z pierdyliarda moich braci ciotecznych, w połączeniu z wielkim, zamarzniętym placem niedaleko domu i nową Hondą, mogło dać tylko jedno. Kiedy już wpakowałem się to mlecznego, na wpół zardzewiałego bolidu – niedoszły Kubica wiejskiego driftu załączył właśnie Bora Bora. Miłość od pierwszego usłyszenia i jak to bywało, przez bite 3 miesiące tylko tego słuchałem. Co ciekawe, zaraz po piosence 18L – następna, której tekst znałem na pamięć.

Gnarls Barkley – Crazy

Moment beznadziejnej stagnacji i kompletnego posuwania się przodem do tyłu. Techniawka zrobiła się niefajna i wypadałoby się jakoś odnaleźć w tym wszystkim. Miałem kilka opcji, które kończyły się na polskim Hopie Hipie, nienawidzeniu systemu i Disco Polo. Schemat wyglądał mniej więcej tak: Disco Polo, Hip Hop, Hip Hopolo, Same Fajne a.k.a. co mi wpadnie do ucha. Z pomocą przyszedł Barkley z teledyskiem, który kazał mi siedzieć z Vivą pół wakacji. Lubię po dziś dzień razem z „Gone daddy gone” i „Smiley faces”.

(teledysku sobie poszukajcie, nie pozwolili mi wstawić)

Reklama Coca Coli – Looolaaa Looolaa

Poza faktem, że zobaczyłem że na świecie istnieje więcej ludzi z czarnymi tłustymi kręconymi/falowanymi włosami, to powoli zaczynałem odkrywać mocarność gitary i zdałem sobie sprawę, że świat jest piękniejszy, kiedy lubi się to, czego nie lubią inni. Zaczęły się czasy buntowniczego oryginalizowania, które wyprułem z siebie dość niedawno. Warto było jednak poświęcić się dla tej piosenki, które trwa niecałe 30 sekund, a oryginał ssie kose. Cola jak zawsze stoi ponad wszystkim jeśli chodzi o jakość reklam, tutaj – bez wyjątku. Love Cola, love że mruhuhu.

System of a Down – ATWA

W zamierzchłych czasach, kiedy nie słyszałem jeszcze o żadnej innej stronie prócz Maxiora i google odkryłem na tym pierwszym dział z teledyskami. Ktoś wstawił ATWA’ę ze złym tytułem jako „Śmieszny upadek na deskorolce”, niechcący wszedłem i od 15 do 21 klikałem co 3 minuty pstryczek od play’a i rozpocząłem drugi rozdział muzyczny, po przełomie, przy którym rewolucja francuska, narodziny hitlera czy koniec świata to pikusiowaty pikuś, o tyci tyci.

***

Podsumowując moje muzyczne doznania do tego momentu, nie obyło się bez zboczeń i tragedii Zawsze chciałem napisać taką notkę (nawet o tym nie wiedziałem i teraz mi się udało. Pewnie uruchomię jakąś inną serię, prócz tej. Chętnie w komentarzach zobaczyłbym choćby pierwszą piosenkę jaką pamiętacie, może jakieś przełomy. Klawo jest rozpatrywać życie w linii z muzyką, oj klawo.

1. Benny Benassi – Satysfaction 2. Paul Van Dyk feat. Hemstock & Jennings – Nothing But You 3. DJ Baloon – Are You Ready 4 This? 4. 4 Strings – Summersun 5. Base Attack – Nobady Listens to Techno 6. NFK feat. East End Rockers – Don’t You Want Me 7. Warp Brothers feat. Red Monkey – Going Insane 8. Aquagen – Every Day 9. E-Craig – The Beat Goes On 10. Darude – Music

5 comments

  1. Reply

    Właściwie większość piosenek, które wymieniłeś, może nie są pionierami mojego dzieciństwa, ale pamiętam je z równie dużym sentymentem. Brakuje mi tylko Tokio Hotel (tak, wiem, wstyd mi bardziej), to był właśnie czas mojego buntu ofkors! (I obietnic ‚choćbym miała zostać ostatnią fanką, to i tak ich będę lofciać!’). Oprócz tego zacnego przedstawiciela muzyki nie do określenia żadnym gatunkiem, dodałabym jeszcze Queen – We will rock you, to tupanie naprzemiennie z klaskaniem do tej chwili siedzi mi w gufci i wyobraź sobie, że nawet nie płaczę! Cuuuudofne czasy.
    Rozpaczam też, że nie podzielasz mojego uwielbienia do teledysku freestyles, ten chłoptaś z pilotem przez dłuższy czas był moim ideałem i w ogóle, oh, ah, yh.
    Muzyka odświeża wspomnienia prawie tak samo jak zapachy, a zapachy odświeżają bardzobardzo.

  2. Reply

    Najlepszy opis napisałeś do Gunther-ding ding dong hahahah. SYSTEM <3. Ja wychowywałam się na radiu haha xd a piosenka którą pamiętam najlepiej jest Angie – Rolling Stonsów, to przez mamę ! teraz świat po za Lao Che, Metallicą, Nirvaną i SOAD nie istnieje

  3. Reply

    dowiedz się kurrrrwa co to jest techno, a później pisz.

  4. Reply

    zaprezentuję moją wersję

    nic—>eminem(8lat?)—>queen(10lat)—>Red Hot Chilli Peppers i mała domieszka innych rockowych bandów (13 lat) + Metallica—————->metal motherfucker!!!—————————————————————-….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s